„Nowa” Marika z intymną lekcją o emocjach – relacja

Na wspomnienia z sobotniego koncertu w Klubie ŻAK składa się kilka głównych elementów. Niesamowita charyzma i energia dojrzałej muzycznie Mariki. Kameralna atmosfera koncertu i wyjątkowa relacja między artystką, a publicznością. Intensywne brzmienie i  oprawa. Wszystko to płynnie się uzupełniając, stworzyło swoistą magię tego wieczoru. Zapraszamy do przeczytania naszej relacji.


Materiał z ostatniej płyty wokalistki „Marta Kosakowska” to otwarcie nowego rozdziału w twórczości artystycznej Mariki. Kompozycje są wyrazem zmian, które nastąpiły w prywatnej sferze życia artystki − rozwód i przemiana duchowa. Naturalnie, stylistyka i wizerunek również musiały ulec zmianie − nowy materiał to zwrot w kierunku dorosłej publiczności. Przemiana Mariki ukazała jej artystyczną dojrzałość, tę samą dojrzałość, jaką pokazuje podczas swoich występów − mimo tego, że pomiędzy kolejnymi utworami sama „kokieteryjnie” strofuje się za jej brak.

W twórczości artystki nastąpiło zupełne odcięcie od poprzedniego muzycznego dorobku. Marikę po raz pierwszy i jak dotąd ostatni, miałam okazję usłyszeć i zobaczyć na żywo podczas krakowskiego Coke Live Music Festival w 2013 roku. Występująca wtedy ze Spokoarmią u boku artystka, w kolorowym stroju, z charakterystycznymi warkoczykami na głowie, której bliżej raczej do reggae niż lirycznych, stonowanych utworów, niczym nie przypominała dzisiejszej Marty. Nawet w najbardziej dostrzegalnej dla oka kwestii wyglądu zewnętrznego. Podczas koncertu w ŻAKU artystka wyglądała pięknie i promiennie, skromnie, choć z odrobiną ekstrawagancji, której dodawały krótkie platynowe loki, biała stylizacja i srebrne buty na platformie. Wygląd jest jednak tylko objawem większej przemiany, jak to już u kobiet bywa.

Choć nowy album piosenkarki poznałam dość pobieżnie dopiero przed sobotnim występem, wiem, że będę do niego regularnie wracać. Taką Marikę kupuję. A o to na koncertach właśnie chodzi, by zadowolić osoby już zasłuchujące się w danej muzyce, ale i zdobyć uznanie innych. Nie jestem już w stanie przywołać kolejności setlisty, według której wykonywane były utwory, zauważalny był podział koncertu na utwory bardziej liryczne, stonowane oraz te weselsze, bardziej energiczne. Każda kolejna kompozycja tylko potwierdzała, jak bardzo całość pochodząca z albumu jest spójna, doskonale przemyślana i perfekcyjnie wyważona. Marta bardzo szczerze swoją muzyką wyraża to, co najważniejsze w życiu. Każdy utwór jest zauważalnie ważny dla artystki w kontekście osobistym. Pomimo dostrzegalnego skupienia podczas wykonywania kolejnych utworów Marta budowała z publicznością niesamowitą relację. Każdy utwór poprzedzało kilka słów od wokalistki: o tym, co ważne w prostych relacjach międzyludzkich, związkach, w rozmowach. Zachęcała publiczność do interakcji z ich bliskimi obecnymi tuż obok. Mówiła o swoim zespole. Na scenie bowiem towarzyszyły Marice dźwięki smyczków, perkusji, klawiszy i saksofonu. Dziewczyny grające na skrzypcach i altówce niczym „widma” pojawiały się i schodziły ze sceny. Wyróżniał się też grający na klawiszach i saksofonie Tomasz „BuslavBusławski. W jego solowym popisie na saksofonie podczas jednego z utworów dało się wyczuć szczególny stosunek do tej konkretnej kompozycji.

Spójność artystów na scenie podkreślały elementy bieli w ich strojach. Na uwagę zasługują również wyświetlane za plecami Mariki materiały audiowizualne, przygotowane przez Gwidona Wydrzyńskiego. Opowiadały one historie, idealnie uzupełniające treść niesioną w utworach. Wokalistka przytoczyła anegdotę na temat rozpoczęcia współpracy z artystą Gwidonem Wydrzyńskim, kiedy to po koncercie podszedł do niej i oznajmił, że muzykę tworzy może i dobrą, ale oprawa wizualna jej koncertów kuleje. Wtedy Marika dała mu szansę wykazania się. Niezaprzeczalnie, współpraca zaowocowała. Moje dwa ulubione tego wieczora utwory to soulowe „1000 lamp” i utwór „Łodyżka” − o bliskości, intymności w związkach.

Na koniec jeszcze kilka słów o będącej supportem Mariki Rosalie. Pochodząca z Berlina, zamieszkała w Poznaniu artystka tworząca utwory z gatunku r&b, soul, electronic music. Tę młodą i obiecującą wokalistkę, cechuje sceniczna pewność siebie, mocny wokal i charyzmatyczna osobowość, które z całą pewnością nie dadzą nam o niej zapomnieć. Miała rozgrzać scenę przed występem gwiazdy wieczoru i spełniła swoje zadanie. Szkoda tylko, że jak dotąd, Rosalie wydała jedną epkę zatytłuowaną Enuff zawierającą pięć utworów − w tym jeden w języku polskim. Rosalie, prosimy o więcej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *