Zimowe łowy – recenzja „Łowcy i Królowej Lodu”

The+Huntsman+Winter's+WarBaśnie mają to do siebie, że nie posiadają kontynuacji. Hollywood pogląd ten systematycznie zmienia. „Łowca i Królowa Lodu” to przykład na to, jak można bawić się baśniową konwencją i jej nie popsuć. Dużo magii, wiele śmiechu i przyjemnie spędzone dwie godziny w kinie. To tylko kolejny dowód na to, że baśnie wkraczają w nową erę.

Nikt nie spodziewał, się że powstanie kontynuacja „Królewny Śnieżki i Łowcy”. Z jednej strony głośny skandal związany z Kristen Stewart, z drugiej historia, która definitywnie zakończyła pewne wątki. Jednak gdy ekranizacja zebrała całkiem pochlebne recenzje i wysokie miejsce w rankingu box office, można oprzeć się pokusie stworzenia kontynuacji?

„Łowca i Królowa Lodu” to prequel i sequel jednocześnie. W pierwszych minutach produkcji dowiadujemy się jak i z kim żyła wcześniej Zła Królowa. Daje to niesamowity pogląd na tę postać. Na długo zanim Ravena spotkała Śnieżkę, żyła w zamku ze swoją siostrą Freyą. Ta była jednak zupełnie inna niż siostra – nie posiadała magii, choć wszystkie kobiety w rodzie sióstr nią władały. W wyniku straszliwej tragedii u Freyi objawia się magiczna potęga. Opuściła ona swoją siostrę i stworzyła na dalekiej północy swoje własne lodowe królestwo, a bronić mieli go wyszkoleni z małych dzieci Łowcy.

Fabuła sama w sobie nie jest nudna. Rozwija się w sposób logiczny i spójny. Nawet kiedy oficjalnie Śnieżki w produkcji nie ma, dowiadujemy się, co się z nią stało. To nie tylko ukłon w stronę wszystkich fanów, ale również doskonały chwyt marketingowy. Śnieżka jest w tym świecie, ale poza jej historią istnieje wiele innych, równie wspaniałych.

Obraz bardzo zyskuje po tym, jak z głównej obsady odeszła Kristen Stewart. Nie ubliżając jej aktorstwu (bo udowodniła, że potrafi grać) w filmie Roberta Sandersa była drewniana. Na pierwsze skrzypce w historii wysunął się Chris Hemsworth. Poznajemy lepiej postać, w którą się wciela. Dowiadujemy się skąd pochodzi, jak żył i co sprawiło, że zmienił się nie do poznania. Debiutujące w świecie Śnieżki, Emily Blunt oraz Jessica Chastain w każdej scenie rozjaśniają widowisko. Widz identyfikuje się z każdą z aktorek, nie jest to gra sztuczna. Bezapelacyjnie największą gwiazdą pozostaje Charlize Theron. Tak prawdziwie mrocznej i złej bohaterki nie wykreował nikt od bardzo dawna.

Wszystko tak naprawdę rozgrywa się wokół tajemnicy magicznego lustra Złej Królowej. Zwierciadło to jest przyczynkiem dla kolejnych wydarzeń. Pomysłowością i perfekcją mogą pochwalić się spece od efektów specjalnych. Poza lodową magią Freyi wykreowali oni wspaniałe magiczne stwory, które mamy okazję widzieć w pierwszej części, ale też niesamowite gobliny! Zupełnie inne niż te znane z serii o Harrym Potterze, a to produkcji można zapisać na plus.

Nie brakuje też humoru. A zapewniają go krasnoludy (zarówno kobiety i mężczyźni). Z ośmiu poznanych w „Królewnie Śnieżce i Łowcy” powraca tylko jeden Nion (w tej roli Nick Frost), ale towarzyszą mu: brat Gryff (Rob Brydon), Pani Bromwyn (Sheridan Smith) i jej wierna służka Doreena (Alexandra Roach). Wymiany poglądów na temat urody tego gatunku oraz docinki Gryffa i Łowcy sprawiają, że śmiechu na sali kinowej nie brakuje.

Warto docenić stroje stroje wspaniałej kostiumolog Colleen Atwood. Udowadnia, że jest najlepsza w swoich fachu, a kolejne kreacje królowych zachwycają kunsztem i drabiozgowością wykonania.

Całości z pewnością nie powstydziliby się bracia Grimm. Akcja jest wartka, mroczna, a momentami zabawna. Kontynuacja wydarzeń bohaterów znanych z baśni idzie w dobrym kierunku. A to wszystko za sprawą tego, że choć dla pieniędzy, to Hollywood nie zapomniało o najważniejszym – morale. A ten w „Łowcy i Królowej Lodu” wyłania się bardzo wyraźnie: Miłość pokona największe śnieżyce życia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *