Futbolowy w cieniu Lewego

FP!Podczas mijającego tygodnia odbyło się wiele zaskakujących spotkań, jednak wszelkie te wydarzenia przebił oczywiście Robert Lewandowski. W ciągu 9 minut zdobył tyle samo bramek co Lech Poznań w ciągu 9…meczów w bieżącym sezonie Ekstraklasy. We Włoszech swoją debiutancka bramkę w barwach Fiorentiny zdążył zdobyć Kuba. Panowie, gratulujemy.

Rafał: Kapitalny, niesamowity – to jedne z najczęściej pojawiających się stwierdzeń opisujących grę Roberta Lewandowskiego we wtorkowym spotkaniu przeciwko Vfl. Są to słowa w pełni uzasadnione, Polak dokonał czegoś (i muszę posłużyć się tymi określeniami) niesamowitego, kapitalnego, jest obecnie wizytówką Polski na świecie. W dzisiejszej dobie globalizacji, gdzie w każdym zakątku świata znane są takie marki jak McDonalds, Coca-Cola, ale i Manchester United, Bayern Monachium czy cały „produkt” zwany Ligą Mistrzów popularniejszymi ambasadorami swoich krajów są piłkarze. W latach 90. gdy po świecie podróżowali nasi rodzice, tubylcy na słowo Polska reagowali – „Walesa”, „Pope” natomiast my, podczas zagranicznych wycieczek usłyszymy już „Lewandoski”, „Blazizikowski” czy „Czezny”. Jak widać każde pokolenie ma swoich narodowych bohaterów. I jacy by nie byli należy im się szacunek. A teraz garść informacji z Ligi Mistrzów, która w tym tygodniu pauzuje.

Zuzanna: W grupie B przewodzi PSV Eindhoven, który wygrał u siebie z Manchesterem United 2:1. W pierwszej połowie znacznie lepiej prezentowali się podopieczni van Gaala. I kiedy wydawało się, że mało brakuje do pierwszej bramki, doszło do tragicznego wypadku. W 15. minucie Hector Moreno brutalnym wślizgiem sfaulował Luke’a Shawa. Obrońcę Czerwonych Diabłów, który doznał otwartego złamania nogi w dwóch miejscach, ze łzami w oczach zniesiono z boiska. Zawodnik przeszedł już operację, jego powrotu można spodziewać się w okolicach marca 2016. Tymczasem jego oprawca nie otrzymał za faul nawet żółtej kartki. Po wznowieniu gry Anglicy ostro ruszyli do gry, chcąc odegrać się za cierpienie swojego przyjaciela. Pierwszą bramkę w 41. minucie zdobył Memphis Depay, który jeszcze przed strzałem efektownie wyminął próbujących mu przeszkadzać Ariasa i Brumę. Prowadzeniem Manchester nie cieszył się długo. „Gola do szatni” strzelił rywalom właśnie Hector Moreno, którego w tym momencie na boisku nie powinno wcale być. Euforia po wyrównaniu przeniosła się do drugiej połowy. Piłkarze z Holandii robili wszystko, by utrzymać dobrą passę i wyjść na prowadzenie. Udało im się w 57. minucie, po strzale głową Luciano Narsinghi. Czerwone Diabły starały się jeszcze odrobić straty, ale wynik do końca meczu nie uległ zmianie.

Rafał: Solidarne porażki drużyn reprezentujących czerwoną i błękitną część Manchesteru oraz londyńskiego Arsenalu potwierdzają niesamowity regres drużyn angielskich na przestrzeni ostatniej dekady. Już nie tylko reprezentacja narodowa, ale i kluby uznaje się za najbardziej przereklamowane i przepłacone zespoły w Europie. Dziś Premierleague jest jak kolos na glinianych nogach. Posiada doskonałą infrastrukturę, świetnie rozwinięty marketing, miliony funtów do wydania, natomiast fundamenty jakimi powinny być umiejętności piłkarskie są chwiejne, niewystarczające. W pierwszej kolejce jedynie Chelsea pokonała swojego rywala i to 4:0, jednak był nim zespół z Izraela, tzw. Chłopiec do bicia. Wiem, wiem, powiecie, że Arsenal nawet takiej drużyny nie potrafił pokonać, ale to tylko potwierdza upadek angielskiej piłki klubowej.

Zuzanna: Wspaniale Ligę Mistrzów rozpoczął Zenit Petersburg. Na dobry początek mistrzowie Rosji pokonali w Hiszpanii Valencię 3:2. Pierwszego gola już w 9. minucie trafił Hulk. Brazylijczyk ponownie trafił jeszcze przed przerwą, uderzając do bramki Domenecha z 25 metrów. Choć Valencia dłużej utrzymywała się przy piłce, w pierwszej połowie była dość niewidoczna. Dopiero zaskakująca forma rywali zmotywowała Hiszpanów do walki. Szczęśliwie gola kontaktowego zdobył Joao Cancelo, przy obronie nie popisał się Jurij Łodygin. Gospodarze nie zamierzali odpuszczać i robili wszystko, by doprowadzić do remisu. Ich działania zostały nagrodzone w 73. minucie, kiedy Andre Gomes oddał mocny strzał pod ostrym kątem, a błąd ponownie popełnił bramkarz Zenitu. Stan 2:2 trwał jednak przez chwilę. Trzy minuty później w polu karnym Valencii do piłki dopadł Axel Witsel i oddał strzał na prowadzenie.

Rafał: A co wydarzyło się na Półwyspie Iberyjskim?

Zuzanna: W Hiszpanii na pierwsze miejsce w tabeli powróciła Barcelona. Po spotkaniu z AS Romą zakończonym remisem, drużyna z Katalonii pokonała w 4. kolejce La Ligii Levante 4:1. Wygrana nie okazała się jednak tak łatwa, jak wszyscy przypuszczali. Pierwszego gola podopieczni Luisa Enrique zdobyli dopiero w drugiej połowie, a przez większość spotkania zawodziła ich skuteczność i celność, o czym świadczy nieudany rzut karny w wykonaniu Leo Messiego. Znacznie skromniej wygrał Real Madryt, pokonując Granadę 1:0. Jedynego gola strzelił Karim Benzema, choć na Santiago Bernabeu padła jeszcze jedna bramka, w wykonaniu gości. Sędzia uznał jednak (niesłusznie), że El-Arabi był na pozycji spalonej. Z ligowego dołka nie może wydostać się Sevilla Grzegorza Krychowiaka, wciąż zajmująca ostatnie miejsce w tabeli. Po efektownej wygranej w Lidze Mistrzów, podopieczni Unaia Emery’ego powrócili na hiszpańskie boiska i znowu odnieśli porażkę. Tym razem ulegli Celcie Vigo 1:2. Pierwsza połowa upłynęło pod znakiem gwizdów kibiców gospodarzy i dobrej grze przyjezdnych. Dopiero po przerwie Sevilla odżyła dzięki zawodnikom rezerwowym, co pokazuje zdobyta przez Fernando Llorente bramka kontaktowa. Na remis nie starczyło jednak ani czasu, ani wystarczającej formy, by pokonać świetnie przygotowanych zawodników Celty. Równie dobrze spisali się rezerwowi Atletico Madryt. Dzięki golom Torresa i Correa (oraz ich wzajemnych asyst) piłkarze Diego Simeone pokonali na wyjeździe SD Eibar 2:0.

Rafał: W Polsce także nie możemy narzekać na nudę. Mistrz Polski na ostatnim miejscu w tabeli, beniaminek z Niecieczy na miejscu 8, natomiast liderem tabeli jest…nadal Piast Gliwice, który w ostatnim meczu pokonał gdańską Lechię. Wydaje się, że zarówno Lech jak i Lechia cierpią na te samą przypadłość – zwyczajnie brakuje w ich szeregach osób, które potrafią wstrząsnąć szatnią pobudzić kolegów do walki. Każda z tych drużyn ma charyzmatycznego kapitana, Trałkę czy Milę, po których widać wole walki oraz chęć odwrócenia niekorzystnej tendencji, jednak jedna taka osoba w drużynie to stanowczo za mało… Opuszczone głowy, brak wiary we własne umiejętności czy zdrowej piłkarskiej złości to w ostatnich spotkaniach charakteryzowało Kamińskiego, Pawłowskiego czy Łukasika. Więc albo któraś z drużyn ściągnie Marcina Wasilewskiego, albo pora wybrać się do psychologa.

Zuzanna: Wisła Kraków absolutnie zdeklasowała na wyjeździe Podbeskidzie Bielsko-Biała wygrywając aż 6:0. Absolutnym bohaterem spotkania został Paweł Brożek, który powrócił do gry po kontuzji i zdobył dla gości dwa gole – w 11. i 33. minucie spotkania. Zawodników Podbeskidzia katowała zresztą cała Wisła, grając dynamicznie, z werwą. Pokazał to Denis Popović, który w 39. minucie zdobył bramkę po rzucie wolnym sprzed pola karnego. Po przerwie stadion znacznie opustoszał, część kibiców gospodarzy zrezygnowana opuściła trybuny. Trener Kubicki próbował jeszcze coś ugrać zmianami, ale jego drużyna jakby ostentacyjnie przestała grać. Co innego Biała Gwiazda… Popisowa akcja w 57. minucie wywołała zachwyt komentatorów i kibiców. Po zagraniach Popovicia, Jankowskiego i Guzmicsa, futbolówka trafiła do Burgili, który umieścił ją w siatce po efektownej przewrotce. Podopieczni Moskala prowadzili już 4:0, ale nie mieli zamiaru przystopować. W 71. minucie świetną asystę zaliczył Paweł Brożek, Boguski natomiast pokonał bramkarza gospodarzy w sytuacji „sam na sam”. Ostatecznie Bielsko-Białą dobił Rafael Crivellaro, choć uczynił to przy dużej pomocy Emilijusa Zubasa. W związku z olbrzymią przegraną Podbeskidzia stanowisko trenera po zaledwie czterech miesiącach stracił Dariusz Kubicki. Na jego zastępcę mianowano Robert Podolińskiego, trenującego ostatniego Cracovię.

Rafał: Do zobaczenia w poniedziałek!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *