Filmy są po to, by je oglądać – Ridley Scott

tumblr_mvwpbmp90y1rovfcgo1_1280

Niektórzy nazywają go rzemieślnikiem, inni mają go za wizjonera. Nikt jednak nie może zaprzeczyć, że wyreżyserowane przez niego filmy na stałe weszły do kanonu kina. Od pełnometrażowego debiutu pozostaje jednym z najbardziej regularnych, a zarazem wszechstronnych reżyserów Hollywood. 

Ridley Scott urodził się 30 listopada 1937 roku w South Shields, Wielkiej Brytanii. Wychował się w rodzinie wojskowych. Ojciec, oficer królewskich wojsk inżynieryjnych, często był nieobecny, więc domem żelazną ręką rządziła matka. Ridley już jako dziecko był uzdolniony plastycznie. Swoje zainteresowania malarstwem i projektowaniem graficznym  rozwijał najpierw w college’u West Hartlepool, później zaś w Royal Academy of Art. Już na studiach Scott zrealizował swój pierwszy krótki film zatytułowany „Boy on a Bicykle”. Wyjechał również na roczne stypendium do Stanów Zjednoczonych, gdzie współpracował m.in. z takimi twórcami jak Richard Leacock i D.A Pennebaker. Po powrocie do ojczyzny nawiązał współpracę z BBC. Scott w telewizji pracował jako scenograf, ale zadebiutował również i jako reżyser kilku odcinków seriali, takich jak m.in. „Z Cars”, czy „The Informer”. W 1967 r. artysta opuścił telewizję i otworzył swoją własną firmę Ridley Scott Associates, która w szybkim czasie stała się jedną z najważniejszych firm tworzących reklamy dla potrzeb telewizji. Przez 10 lat stworzył około 2 tysiące reklam.

Harriosn-Ford-and-Ridley-Scott-on-Bladerunner-set-780x527

Ojciec chrzestny science-fiction 

W 1977 roku Ridley Scott postanowił zadebiutować jako reżyser filmowy i zrealizował swój pierwszy pełnometrażowy film. „Pojedynek” – bo o nim mowa – nie przeszedł bez echa. Scott otrzymał za niego nagrodę za najlepszy debiut na festiwalu w Cannes, ale niestety mimo sukcesów artystycznych okazał się finansową klapą. To go jednak nie zniechęciło i w 1979 roku powstał jeden z jego najlepszych filmów „Obcy: 8. pasażer Nostromo”. Obraz okazał się ogromnym sukcesem po obu stronach oceanu. Zdobył Oscara za efekty specjalne i doczekał się trzech kontynuacji. Trzy lata później Scott zrealizował futurystycznego „Łowcę androidów” z Harrisonem Fordem w roli głównej. Jest to luźna adaptacja opowiadania Philipa K. Dicka. Sam reżyser przyznał, że nie doczytał go do końca, gdyż – na 30 stronie w książce było już 17 wątków, co absolutnie nie nadawało się do sfilmowania – W 1993 roku zmontował film ponownie, który i tym razem cieszył się wielkim powodzeniem zarówno wśród widzów, jak i krytyków. Po zrealizowaniu „Łowcy androidów” porzucił science-fiction. Powrócił dopiero w 2012 roku z premierą „Prometeusza”.

Imponująca filmografia

Podczas swojej długoletniej kariery wyreżyserował 22 filmy fabularne i chociaż najwięcej fanów przyniosły mu już wspomniane kultowe pozycje kina sf, Scott ma na swoim koncie wiele innych fantastycznych pozycji. W 1992 roku po raz pierwszy został nominowany do Oscara i nagrody BAFTA dla najlepszego reżysera za „Thelmę i Louise”. Trzy lata później wraz z bratem Tonym założyli Scott Free Entertainment. Od rozpoczęcia działalności firma wyprodukowała m.in. „Sztorm”, w którym wystąpił Jeff Bridges oraz „G.I. Jane” z udziałem Demi Moore, oba wyreżyserowane są przez Ridley’a Scotta.

Szczególne miejsce w jego dorobku zajmują widowiskowe filmy historyczno-kostiumowe. Na pierwszym miejscu tej listy znajduje się „Gladiator” z 2000 roku z Russellem Crowe w roli głównej. Historia rzymskiego generała Maximusa, który zostaje gladiatorem, na 12 nominacji do Oscara została nagrodzona pięcioma statuetkami. Niestety i tym razem nie udało mu się zdobyć statuetki za najlepszego reżysera. Kolejne dzieło – „Helikopter w ogniu” również zostało dobrze przyjęte. Film ze zdjęciami Sławomira Idziaka przyniósł mu trzecią nominację do Oscara za reżyserię. Jeszcze w tym samym roku Scott podjął się zadania realizacji sequela „Milczenia owiec”. „Hannibal” niestety jednak nie powtórzył sukcesu swojego pierwowzoru.

robin-780x488Sukces „Gladiatora” skłonił później Scotta do ponownych realizacji filmów kostiumowych. „Królestwo niebieskie” otrzymało mieszane recenzje. Przed uniknięciem nazwania filmu porażką, uratował go jedynie dobry wynik na rynkach zagranicznych. Po kolejnych pięciu latach Scott podjął ostatnią próbę powtórzenia sukcesu w konwencji przygodowo-kostiumowej. Porwał się na opowieść o jednym z najsłynniejszych fikcyjnych bohaterów – Roobin Hoodzie. Niestety mroczne, batalistyczne sceny i mało wątków przygodowych nie przypadły widzom do gustu.

Nietrudno zauważyć, że w filmografii Scotta widnieje również wiele pozycji, które opowiadają o wszelkiej maści oficerach: policjantach, żołnierzach, detektywach. Tendencję tą rozpoczął w swoim debiutanckim „Pojedynku” i od tamtej pory niestrudzenie wraca do portretowania umundurowanych lub działających incognito bohaterów. Wszechstronny reżyser opowiadał nam już o nowojorskich gliniarzach („Osaczona” i „Czarny deszcz”), elitarnej jednostce specjalnej marynarki wojennej („G.I. Jane”), nieustraszonych US Rangers („Helikopter w ogniu”), detektywie z wydziału antynarkotykowego („American Gangster”) i pełnej zagadek pracy agentów CIA („W sieci kłamstw”).

Spośród pozostałych dokonań Scotta warto wymienić również film „Legenda” z Tomem Cruisem. Jest to młodzieżowa baśń będącą odpowiedzią na „Niekończącą się opowieść”. Z początku przyjęto go chłodno. Status kultowego zyskał dopiero po wielu latach, gdy wreszcie doczekał się wydania na DVD w 2002 r. „Legenda” wciąż pozostaje jednym z popularniejszych filmów fantasy w historii i jedyną wycieczką sir Ridleya do świata fantasy.

RIdley-Scott-1-780x584

Mistrzowie Ridley’a

Scott jest znany z tego, że kilkakrotnie współpracuje z tymi samymi artystami. Russell Crowe grał w pięciu jego produkcjach. Sam aktor przyznał w jednym z wywiadów: Lubię być na planie u Scotta, bo aktorzy mogą grać […] i główny nacisk jest na ich grę. Również partnerka reżysera – Giannina Facio – niejednokrotnie pojawiała się w jego filmach. Od czasów „Sztormu” zagrała we wszystkich z wyjątkiem „American Gangster”.

Sam Scott wśród swoich mistrzów wymienia Stanleya Kubricka. Podobnie jak on robi wiele dubli, zanim będzie ostatecznie zadowolony ze sceny. Jest również znany z niezwykłej dbałości o szczegóły scenograficzne. Dzięki swoim innowacyjnym metodom, jak np. budowanie atmosfery oświetleniem, miał duży wpływ na kolejne pokolenia filmowców.

A już w najbliższy piątek na ekranach naszych kin zawita „Exodus: Bogowie i królowie”. Czas pokaże, czy Ridley Scott nawiąże do jakości znanej nam z „Gladiatora”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *