„Naturalna droga w poszukiwaniu kreatywności” – wywiad z Kixnarem

Podczas odbywającego się w Gdańsku Festiwalu Kultury Studenckiej Paradise, w sobotę (10 maja) spotkaliśmy się z Kixnarem – jednym z czołowych polskich producentów. W rozmowie z CDN-em opowiada o swoich muzycznych inspiracjach, sukcesie ostatniego albumu oraz planach na najbliższe miesiące.

Występujesz podczas drugiego dnia festiwalu Paradise. Jak czujesz się w Gdańsku?

Czuję się tu bardzo dobrze. Nie jest to mój pierwszy występ w Gdańsku, grałem tu  już kilka razy. Zdarzały się imprezy lepsze, gorsze, z większą i mniejszą frekwencją, ale miasto bardzo lubię i chętnie do niego wracam. Chociaż nie ukrywam, że podróże do Trójmiasta bywają męczące.

Skąd pomysł na zmianę stylistyki twoich bitów? Dość często spotykam się ze stwierdzeniem, że zaczynałeś od hip-hopu i nagle przestawiłeś się na muzykę klubową/ house. Zgadasz się z tą opinią?

To nie było tak, że nagle się przestawiłem. Zawsze słuchałem różnej muzyki i taką różnorodność chciałbym pokazywać także w swojej twórczości. Zacząłem od hip-hopu, następnie sięgnąłem po bardziej elektroniczne brzmienia, ale to zdecydowanie nie była ucieczka od hip-hopu. Postrzegam to raczej jako rozwój i poszerzanie własnych horyzontów. Dla mnie to naturalna droga w poszukiwaniu kreatywności.

Wrócisz kiedyś do swoich muzycznych korzeni?

Wychodzę z założenia, że chcę tworzyć bardzo różne rzeczy. Jestem producentem dość intensywnie podróżującym muzycznie. O ile dość często nawiązuję do hip-hopu produkując nowe rzeczy, to być może kiedyś będę gotów na jakiś poważniejszy projekt w całkowicie klasycznym stylu. Na pewno jednak nie planuję współpracy na szeroką skalę z polskimi raperami.

Współpracowałeś z wieloma postaciami związanymi z polską sceną hip–hopową, ale to projekt „Class of 90” według niektórych umocnił twoją pozycję na liście producentów w naszym kraju. Jak wspominasz tamten okres?

Szczerze mówiąc nie uważam, aby ten projekt odegrał aż taką rolę w mojej karierze jak kolaboracje z raperami. Oczywiście dla mnie jest on najbardziej wyjątkowy, ponieważ jest w 100% moim własnym dziełem. Nikt nie ingerował w tę muzykę, byłem jej jedynym autorem. Według mnie zawiera również  moje najlepsze hiphopowe produkcje.

Kogo na co dzień słucha Kixnare?

Nie jestem w stanie jasno odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ słucham bardzo różnej muzyki. Wybór zależny jest też od wielu czynników, nastroju. Ostatnio na przykład słucham sporo psychodelic rocka.

Porozmawiajmy o twoim ostatnim albumie. Skąd koncept czerwieni towarzyszący płycie „Red”?

Nie ma w nim żadnej głębszej filozofii. Po prostu wymyśliłem sobie wydawnictwo na czerwonym winylu, a potem powstał pomysł na całą oprawę graficzną na czerwono. Koncept jest zatem tylko i wyłącznie efektem pewnych planów wizualnych, które chciałem zrealizować wraz z moim grafikiem.

Czym inspirowałeś się tworząc ten album?

Szeroko pojętą „future” elektroniką, od której po płycie odszedłem. Trochę przejadło mi się jej brzmienie, powtarzalność patentów.

Muzyka elektroniczna ostatnio ma się dość dobrze między innymi dzięki Disclosure. Co sądzisz o ich twórczości?

Zdecydowanie nie jestem fanem ich obecnego brzmienia. Disclosure podobali mi się na początku, na pierwszych 2-3 singlach, które wydawali na 7″ winylach. Wówczas prawie nikt w Polsce i na świecie o nich nie słyszał. Właściwie od dość głośnego remixu dla Jesse Ware ich muzyka przestała mnie zupełnie interesować.

Wracając na moment do albumu „Red”, niewątpliwie  jego najbardziej rozpoznawalnym numerem jest „Gucci Dough”. Tworząc go czułeś, że stanie się takim hitem?

Czułem, że jest to utwór o największym potencjale z całej płyty. Przede wszystkim jednak mam tu na myśli warstwę muzyczną, brzmienie i fajną melodię. Wokal, który był tylko końcowym dopełnieniem, nie był dla mnie tak ważny jak muzyka, choć zdaję sobie sprawę, że zrobił on tu całą robotę. Wówczas podobały mi się takie rozwiązania z samplowanymi wokalami R’n’B. Dziś trochę inaczej na to patrzę i kolejnego takiego utworu na pewno bym nie zrobił.

Stosunkowo szybko po ukazaniu się twojej pierwszej płyty „Digital Garden” ukazały się jej remixy. Jak artysta odbiera swoją zremixowaną muzykę w zupełnie innych aranżacjach?

Remixy te były inicjatywą mojego wydawcy – Groha, i powstawały już od chwili ukazania się płyty. Nie był to więc tylko i wyłącznie mój koncept. Jeśli chodzi o dobór artystów, powstawały dość spontanicznie przez dwa lata. Stworzyliśmy darmową kompilację, aby utwory się nie zmarnowały. Jak je odbieram? Są remixy, które lubię bardziej i te, które lubię mniej. Są również takie, które doceniłem dopiero po pewnym czasie. Moimi faworytami są wersje SLG i Disordered.

Rozmawialiśmy o projektach starszych, czas porozmawiać o tych najnowszych. Kilka dni temu na jednym z portali społecznościowych  ukazał się twój podcast, który jest nieoficjalną ścieżką dźwiękową, inspirowaną książką „Unicestwienie”. Jak trafiłeś do tego projektu?

W tej sprawie zwróciło się do mnie wydawnictwo, które chciało, żebym stworzył taką kompilację. Było mało czasu i nie było mowy o skomponowaniu nowej muzyki, więc skupiłem się na wyselekcjonowaniu muzyki kojarzącej się z książką. Jestem zadowolony z efektu i recenzji. Polecam lekturę książki połączoną z  moją oprawą muzyczną. Według mnie ta kombinacja tworzy  nową jakość odbioru obu przekazów – muzycznego i literackiego.

Niedawno przedstawiłeś również utwór dla wytwórni Pets Recordings. Szykuje się dłuższa współpraca?

Luźna współpraca z Pets trwa już od jakiegoś czasu. Ponad rok temu razem z Good Paulem wydaliśmy wspólną epkę, która była wydana tylko w formie cyfrowej i niestety przeszła niezauważona. Póki co jednak nic nowego się nie kroi. Fajnie że „Homeless” trafił na składankę tym bardziej, że pojawi się także na wydaniu winylowym.

Wiemy, że po wakacjach pojawi się twój kolejny album. Zdradzisz nam coś na jego temat?

Szykuje się bardzo różnorodny album, który będzie wyraźnym odbiciem od brzmienia klubowego, które ostatnio bardzo często gościło w mojej twórczości. Brzmieniowo będzie to płyta zdecydowanie bardziej brudna i bardziej analogowa niż „Red”. Miejscami staram się nawiązywać do swojego starego stylu za sprawą brudnych sampli. Tym razem żadnego R’n’B. Moje najnowsze remixy, które ostatnio się ukazują, zdradzają dość silną fascynację analogowym housem i techno, ale na płycie te inspiracje nie będą tak wyraźne i jednoznaczne.

fot. materiały prywatne artysty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *