01/10/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

26. SFF: Najcichsze z wojen. O „Głośniej od bomb” Joachima Triera

9 min przeczytania
Joachim Trier Głośniej od bomb Louder than Bombs film Sopot Film Festival

Grafika: Maja Grabowska / kadr z "Głośniej od bomb": materiały prasowe Aurora Films

Słynna fotografka wojenna, Isabelle Reed, umiera w wypadku samochodowym. Środowisko artystyczne chce uczcić jej pamięć organizując wystawę jej prac, a New York Times ma opublikować o niej obszerny artykuł. Mąż Isabelle, Gabriel, oraz ich synowie, Jonah i Conrad, na nowo konfrontują się z żałobą i wspomnieniami. Jak strata wpłynęła na relacje rodziny Reedów? Czy nawet najbliżsi mogą mieć o kimś rozbieżne wyobrażenia? Na ile w rzeczywistości jesteśmy w stanie kogoś poznać? W swoim trzecim pełnym metrażu, Głośniej od bomb, Joachim Trier przedstawia refleksję na temat pamięci, więzi rodzinnych i mitologii, którą sami wokół siebie tworzymy.

Po sukcesie Reprise i Oslo, 31. sierpnia, studia zza oceanu zainteresowały się ideą współpracy z Joachimem Trierem. Jak norweski twórca wspomina w wywiadach, otrzymał wiele propozycji projektów do wyreżyserowania, lecz żaden „nie wydał mu się wystarczająco jego”. Scenariusze, choć różnorodne, nie frapowały go wystarczająco, by podjąć się ich realizacji. Od lat uwielbiał amerykańskie kino lat 80., chciał ukazać, jak dorosłość zmieniła ówczesne pokolenie nastolatków, a także opowiedzieć historię rodziny. Pragnąc zmierzyć się z kulturową specyfiką Stanów Zjednoczonych z konkretnego punktu widzenia, Trier i Eskil Vogt zaoferowali wytwórniom scenariusz Głośniej od bomb. Reżyser podczas negocjacji twardo stał przy własnych wyborach artystycznych i chciał zachować kontrolę nad jak największą ilością aspektów – strategia godna podziwu, lecz, jak sam przyznaje, również stanowiąca utrudnienie w pozyskiwaniu funduszy od amerykańskich studiów. Trierowi udało się jednak dopiąć swego i, choć z opóźnieniem, zrealizować projekt na własnych zasadach.

Głośniej od bomb trafiło do Konkursu Głównego na Festiwalu w Cannes oraz sekcji Special Presentations na Festiwalu w Toronto (TIFF) w 2015 r. Na ekranach polskich kin film ukazał się w kwietniu kolejnego roku.

Pęknięcie na rodzinnym zdjęciu

Isabelle Reed (Isabelle Huppert), ceniona fotografka wojenna, ginie w wypadku samochodowym. Pozostawia męża, Gene’a (Gabriel Byrne), niegdyś aktora, a obecnie nauczyciela, oraz dwóch synów: Jonaha (Jesse Eisenberg) i Conrada (Devin Druid). Trzy lata po jej śmierci organizowana jest wystawa upamiętniająca dorobek Isabelle, a przyjaciel, z którym jeździła na wyprawy, ma napisać artykuł o fotografce dla New York Timesa. Jonah, który właśnie został ojcem, wraca do rodzinnego domu by pomóc przy wyborze zdjęć z ostatniego wyjazdu matki. Gene ma nadzieję, że będzie to okazja do naprawienia rodzinnych relacji i wspólnego wspomnienia zmarłej. Lecz co jeśli na jaw wyjdą aspekty życia Isabelle, o których nie mieli wcześniej pojęcia? Czy tak naprawdę znali ją tak dobrze, jak myślą?

Cień nieprzepracowanych myśli

Joachim Trier w swoim trzecim pełnometrażowym obrazie opowiada historię zmagającej się ze stratą rodziny. Pustka po śmierci Isabelle, mimo upływu czasu, zdaje się wciąż determinować atmosferę w domu Reedów. Między mężczyznami brakuje więzi – mogłoby zdawać się, że Isabelle była jedynym, co trzymało ich przy sobie. Każdy z nich próbuje na własny sposób radzić sobie z żałobą, lecz zamiast wzajemnego wsparcia widzimy raczej wznoszące się wokół nich mury.

Gene wykazuje najwięcej inicjatywy i szczerze próbuje wesprzeć synów. Wyraźnie widać jednak, że brakuje mu pewności w działaniach, podejmuje wątpliwe decyzje i sam nie radzi sobie ze stratą. Nawiązuje romans z koleżanką z pracy (Amy Ryan) – notabene, nauczycielką Conrada – raczej by ponownie coś poczuć, niż ze szczerej chęci wejścia w nową relację. Na początku filmu obserwujemy, jak śledzi młodszego z synów po lekcjach. To dość specyficzny przejaw troski o syna, lecz w pewnym sensie można zrozumieć jego motywacje. Gene nie jest w stanie dogadać się z Conradem, nie wie, co się z nim dzieje, poszukuje drogi porozumienia.

Głośniej od bomb Joachim Trier Gabriel Byrne Devin Druid Louder than Bombs
Devin Druid i Gabriel Byrne w „Głośniej od bomb” / źródło: materiały prasowe Aurora Films

Najmłodszy z Reedów w żadnym wypadku nie wychodzi ojcu naprzeciw. Conrad spędza czas po szkole w samotności, nagminnie kłamie, a w domu zazwyczaj zamyka się w pokoju, by grać w gry video. Ujście dla swoich emocji znajduje w strzelankach i osobliwym pamiętniku, w którym spisuje pewnego rodzaju potok myśli. Jego rozmowy z ojcem są zdawkowe, nie reaguje na jego próby zrozumienia jego świata. Conrad buduje mur wokół własnych emocji, choć równocześnie dojrzewa i odczuwa to samo, co wielu nastolatków. Podoba mu się jedna z dziewczyn w klasie, więc planuje dać jej wydruk swojego pamiętnika, by lepiej go zrozumiała.

Jonah szybko odradza bratu ten pomysł. Na pierwszy rzut oka starszy z synów ma być kontrastem dla ekscentryczności Conrada – zdobył posadę na uniwersytecie jeszcze przed trzydziestką, właśnie doczekał się córki i tworzy własną rodzinę. Szybko jednak dowiadujemy się, że ten obraz wcale nie jest idealny, a Jonah, przyjechawszy do ojca i brata, używa szeregu wymówek i kłamstw by nie wrócić do domu. Nie akceptuje faktów z przeszłości, które nie pasują do jego wspomnienia matki, woli zostawić je ukryte pomiędzy fotografiami. Udaje mu się za to zbliżyć do brata, lecz dystansu między nimi nie da się całkowicie wyeliminować.

Gene i jego synowie są, dość stereotypowo, wstrzemięźliwi w otwartym okazywaniu uczuć, a ich relacje naznaczone są rozmowami, które powinni byli odbyć. Komunikacja między nimi zresztą ledwo istnieje – Conrad izoluje się we własnym świecie, Gene naiwnie oczekuje naturalnej okazji na rozmowę, a Jonah dystansuje się zarówno od ojca i brata, jak i żony i córki.

Pustka, której nie można zapełnić

Pomimo emocjonalnej atmosfery i skomplikowania relacji, po raz pierwszy w filmie Triera nie czułam większego zainteresowania postaciami. Synów w najlepszym przypadku można darzyć ambiwalencją, gdyż ich postępowanie i charaktery są w dużej mierze irytujące. Trudno spojrzeć na nich z empatią, bo zwyczajnie jej nie wzbudzają, mimo doświadczenia tragedii. Gene, Jonah i Conrad nie wydają się postaciami tak pogłębionymi jak Anders w Oslo, 31. sierpnia czy Erik i Philip w Reprise, wręcz możemy mieć więcej pytań niż informacji na ich temat. Tutaj niedopowiedzenia nie działają jako pole do własnej interpretacji, a raczej utrudniają sympatyzowanie z bohaterami.

Głośniej od bomb Joachim Trier Isabelle Huppert
Isabelle Huppert w „Głośniej od bomb” / źródło: materiały prasowe Aurora Films

O ironio, najciekawszą postacią z rodziny Reedów jest zmarła Isabelle. Poznajemy ją poprzez wspomnienia i retrospektywy, słyszymy fragmenty jej wypowiedzi w materiałach przygotowywanych na wystawę, jest tematem licznych rozmów. Fotografka zdaje się być kobietą sukcesu – miała uznanie środowiska artystycznego, niezwykłą pracę, kochającą rodzinę, piękny dom. Była jednak stale rozdarta między podróżami na fronty kolejnych konfliktów a życiem z mężem i synami. Praca jako fotografka wojenna była jej powołaniem, a jednocześnie ciężko jej było pogodzić się z tym, jak wiele z życia rodziny ją omija. Jak sama stwierdza w jednej z retrospektyw, w pewnym momencie zaczęła odczuwać, że nie jest już niezbędna swoim najbliższym; nauczyli się żyć z jej nieobecnością.

Niepełny obraz Isabelle kształtowany jest przez subiektywny osąd bohaterów. Mają w pamięci pewną wersję żony i matki, jednak każda z nich rozmija się z rzeczywistością. Każdy cenił w niej coś innego, a fakty, które wychodzą na jaw podczas prac nad wystawą i artykułem są trudne do połączenia ze wspomnieniami. Tu pojawia się najciekawsze pytanie w Głośniej od bomb – czy można nie znać prawdy o własnych najbliższych? Czy tworzymy personalną mitologię nawet przed rodziną?

Najcichsze z wojen

Praca Isabelle, wymowne kadry i opowieści mogłyby również prowokować do rozmyślań nad człowieczeństwem w obliczu wojen. Trier jednak naznacza tylko ten motyw, nie rozbudowując swojej historii o obszerny komentarz. Całą refleksję skrywa w jednej, pozornie prostej, acz dobitnej scenie – czekając na samolot, Gene i Isabelle widzą, jak mężczyzna obok nich przegląda gazetę. Znajduje w niej artykuł opatrzony fotografią z frontu, lecz tylko spogląda na nią przelotnie i przewraca stronę. Niewielki gest, a czyni film niezwykle aktualnym.

Głośniej od bomb Joachim Trier Jesse Eisenberg Louder than Bombs
Jesse Eisenberg w „Głośniej od bomb”/ źródło: materiały prasowe Aurora Films

Główne motywy natomiast nie są większą nowością dla Triera. Ponownie pochylamy się nad bohaterami w kryzysie, emfazę kładąc na emocje i topografie ich umysłów. Pierwsze skrzypce gra tu żałoba i jej zróżnicowane oblicza, kruszące i odmieniające bohaterów niczym najcichsza z wojen. Reżyser pierwszy raz decyduje się natomiast opowiedzieć o relacjach rodzinnych – tak ważnych, a jednocześnie boleśnie skomplikowanych. Jego styl jest tu niezwykle widoczny, choć opuściliśmy ulice Oslo. Czy może właśnie dlatego ten film, choć formalnie i fabularnie stanowi kolejny etap ewolucji Triera jako twórcy, nie „działa” równie dobrze? Czy wrażliwość jego filmów, niejako paradoksalnie, lepiej wybrzmiewa dla widza po norwesku?

Głośniej od bomb nie można jednak jednoznacznie przekreślić jako nieudaną próbę europejskiego twórcy na amerykańskim rynku. W wielu aspektach jest to dobry tytuł, który prowokuje do rozmyślań i skutecznie przytłacza emocjami bohaterów. Jednak momentami Trier zdaje się sięgać po oczywiste rozwiązania, które zatracają nieoczywisty, oryginalny charakter opowieści reżysera.

Co jest głośniejsze od bomb?

Lecz właśnie, do czego Joachim Trier odnosi się w tytule filmu? Czy to niewypowiedziane słowa i nienazwane emocje są głośniejsze od bomb? Wewnętrzny ciężar, który paraliżuje bohaterów, lub cisza, która staje się nie do zniesienia – prywatne konflikty stają się dla nich bardziej wyniszczające niż te międzyludzkie.

Reżyser wspomina w wywiadach, że ta fraza pojawiła się w rozmyślaniach z Eskilem Vogtem pod koniec prac nad scenariuszem. „Ten tytuł zadaje pytanie – tak samo jak ta historia – o niemożliwe porównanie wielkości tego, co nas otacza, i pozornie małych rzeczy. Wielkiego i małego w kontekście bólu”, mówił w wywiadzie dla Mubi. (tłum. własne)

Oryginalny tytuł – Louder than Bombs – może wzbudzić muzyczne skojarzenie. To tytuł kompilacji The Smiths z 1987 r.; zespół z kolei zaczerpnął go z tekstu Elizabeth Smart, By Grand Central Station I Sat Down and Wept. Trier zawarł już wcześniej w Reprise odniesienie do twórczości The Smiths, ale, jak mówi, to nie muzycy „podsunęli” mu ten tytuł. Ciekawym przypadkiem jest natomiast fakt, że album, tak jak film Triera, był pierwszym wydawnictwem zespołu z Manchesteru w USA.

W nieidealnym kadrze

Głośniej od bomb, trzeci pełnometrażowy film Joachima Triera, nie jest pozbawiony wad. Trudno bardziej sympatyzować z bohaterami przez brak wyraźnego pogłębienia ich motywacji, a historia nie unika łatwiejszych rozwiązań. Mimo tego, reżyser konsekwentnie tworzy obraz w swoim charakterystycznym stylu, ale w amerykańskich realiach. Film finalnie jest poruszający, choć sama nie mogłam mocniej wczuć się w tą historię. Polecam jednak każdemu sprawdzić, jak wrażliwość kina Triera wypada w angielskim tłumaczeniu i jakie wspomnienia kryją się między fotografiami Isabelle Reed.

 

Recenzja powstała dzięki uprzejmości organizatorów 26. Sopot Film Festival.

Rocznik '05. Studentka Wiedzy o Filmie i Kulturze Audiowizualnej. Uwielbia kino – różnorakie, w dużej ilości, lepszej i gorszej jakości. Równie wysoko ceni sobie muzykę i literaturę, a czasem zdarza się jej pisać o którymś z tych trzech. Entuzjastka koncertów, podróży, dobrej herbaty, kolekcjonowania plakatów i płyt, kultury Szkocji i „Kulawych Koni”.