13/02/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Dom

10 min read

źródło: unsplash.com

Dom dla Młodzieży Fundacji Po Drugie znajduje się w spokojnej dzielnicy Warszawy. Łatwo go minąć. Nie ma szyldu, który przyciągałby wzrok, nie ma kolejki przed wejściem ani hałasu. Są tylko drzwi. Drzwi, które ktoś otwiera bez pośpiechu, proponuje filiżankę herbaty i pozwala usiąść. Po chwili orientujesz się, że nie jesteś gościem. Jesteś w domu.

To dom dla tych, którzy swój stracili. Albo dla tych, którzy nigdy nie wiedzieli, czym właściwie jest.

Emil siada naprzeciwko mnie i uśmiecha się szeroko, jakbyśmy spotkali się nie pierwszy raz. Ma dwadzieścia pięć lat, bluzę z kapturem i twarz chłopaka, którego można minąć na ulicy bez drugiego spojrzenia. Nic w jego wyglądzie nie zapowiada historii, którą za chwilę zacznie opowiadać spokojnie, bez napięcia, z otwartością zaskakującą u kogoś, kto przeszedł tak wiele.

– Cześć, mam na imię Emil. Mam dwadzieścia pięć lat – mówi –W Domu dla Młodzieży już nie mieszkam, ale przez jakiś czas to było moje miejsce.

Opowiada o sobie, jakby składał krótką wizytówkę: rap, smartfony, technologia. Rower, las, plaża. Zwyczajne rzeczy, zwyczajne przyjemności. Robi pauzę i uśmiecha się jeszcze raz, jakby chciał coś dopowiedzieć, ale nie był pewien, czy wypada.

– I w domu lubię poleżeć.

To zdanie wraca później kilkakrotnie. „W domu”. Brzmi banalnie. A jednak niesie ze sobą coś, co dla Emila przez długi czas było poza zasięgiem. Bo dom nie zawsze oznacza adres czy cztery ściany. Czasem jest luksusem. Czasem marzeniem. Czasem słowem, które przychodzi dopiero po latach.

Dla Emila dom nie był czymś, co się ma. Był czymś, czego długo nie było wcale.

Pierwszy dom

Emil ma cztery lata i widzi coś, czego żadne dziecko nie powinno oglądać. Pijany ojciec bije mamę. Emil stoi w kącie pokoju. Mały, sparaliżowany strachem, zbyt bezsilny, by cokolwiek zrobić. Ten obraz zostaje z nim na zawsze.

Po latach wraca do niego niechętnie, ale wie, że to właśnie wtedy nauczył się, czym jest granica.

– Nigdy w życiu nie uderzyłem kobiety – mówi – Nie uznaję przemocy wobec kobiet. Ta sytuacja mnie tego nauczyła. Ja raczej wolę przytulić, niż uderzyć.

Dom, w którym dorastał, był przesiąknięty alkoholem i strachem. Ojciec bywał agresywny, nieprzewidywalny. Cisza nigdy nie oznaczała spokoju raczej oczekiwanie na to, co może się wydarzyć.

– Nienawidzę świąt Bożego Narodzenia – przyznaje – Strasznie. Kojarzą mi się z tym, jak ojciec w Wigilię brał pas i zaczynał nas bić. Mnie i mojego brata.

A jednak w tym domu była jedna osoba, która potrafiła stworzyć namiastkę bezpieczeństwa. Mama. Pracowała, gotowała, sprzątała. Nie piła, nie uciekała. Przy niej Emil mógł czuć się bezpiecznie.

– Mama miała naprawdę dobre serce. Czasem potrafiła się na mnie wydrzeć, a potem przytulić i przeprosić. Taka więź między mamą, a synem to jest coś bardzo przyjemnego.

Pamięta spacery. Pamięta jej dłoń. Pamięta szpitalne łóżko i jej głos, gdy była już bardzo chora.

„Emil, będzie wszystko dobrze. Wyjdę z tego”.

Nie wyszła.

22 września 2015 roku Emil wraca ze szkoły. Ma piętnaście lat. Telefon przez cały dzień pozostaje wyciszony – bez dźwięku, bez wibracji. Dopiero po lekcjach widzi dwadzieścia nieodebranych połączeń od babci i innych członków rodziny. Oddzwania.

– Przyjedź pod szpital.

Myśli, że to zwykłe odwiedziny.

– Kiedy przyjechałem, powiedzieli: „Przykro mi, Emil, ale twoja mama nie żyje”. W pewnym momencie świat dla mnie przestał istnieć. To do mnie nie docierało.

Nowotwór piersi. Zapalenie otrzewnej. Jedyna osoba, która dawała mu poczucie domu, odeszła. Ojciec przez kolejne lata pił coraz więcej, nie potrafił pogodzić się ze stratą żony. Emil został sam.

źródło: unsplash.com

Pustostan

Po śmierci mamy dom przestał być domem. Najpierw zniknęło ciepło, potem przyszła eksmisja. Ojciec zamieszkał u sąsiadki. Emil został sam w mieszkaniu, które szybko stało się pustostanem.

– Któregoś razu uciekłem stamtąd – mówi. – Miałem już dosyć tego środowiska. I wylądowałem na ulicy.

Miał osiemnaście lat i nie miał, dokąd wracać. Ulica nie jest wolnością, choć na początku potrafi tak wyglądać. Rządzi się własnymi zasadami, których trzeba nauczyć się szybko.

–  Życie na ulicy wiąże się z tym, że się zażywa. Dużo brałem: alkohol, twarde narkotyki. Kradłem, żeby mieć, co pić. Kradłem, żeby sprzedać, ale i tak wszystko szło na picie albo na zażywanie.

Policja łapała go wielokrotnie. Towarzystwo było niebezpieczne. Chłopak, który w szkole był cichy i wycofany, którego rówieśnicy gnębili, teraz funkcjonował w świecie, gdzie nie było miejsca na słabość. Liczyło się jedno: przetrwać.

– Dzisiaj uważam, że nie ma się czym chwalić. Nie wstydzę się o tym mówić. Wstydzę się, że to robiłem.

Nocował pod gołym niebem albo w opuszczonych budynkach. Patrzył na ludzi wracających do swoich domów. Na zapalone światła w oknach. Na ciepło, którego jemu tak brakowało.

– Zawsze patrzyłem z zazdrością na osoby, które prowadzą normalne, dorosłe życie – mówi – Też tego chciałem, ale uzależnienie trzymało mnie w ryzach. Pochodzę ze środowisk patologicznych. Moja mama taka nie była, ale ojciec i całe otoczenie, tak. Był moment, że bardzo chciałem być wśród ludzi z dobrych domów. Tam, gdzie jest normalnie, spokojnie, bez awantur, bez rzucania butelkami. Gdzie ludzie są dla siebie mili, pomocni, koleżeńscy.

Dom dla młodzieży

Do Fundacji Po Drugie, Emil, trafił przez wolontariuszy, którzy wchodzili na ulicę i rozmawiali z bezdomnymi. Bał się przyjść.

– Ja byłem w fundacji w 2020 r. i siebie jak i ich wszystkich zawiodłem, nie stosowałem się do zasad. Ale przyjechałem pod fundację za dwa tygodnie i docelowo tam wszedłem. Bardzo wystraszony byłem.

Trafił do Domu dla Młodzieży. Wybierali terapię, bo koordynatorka bała się, że jak od razu pójdzie do pracy i weźmie pieniądze, to zaraz pójdzie zażywać.

– Była to roczna terapia, tylko pół roku mi się udało wytrzymać, ale i tak się cieszę, bo się udało jednak to najważniejsze.

Wrócił i zaczął pracować jako kurier. Od ósmej rano do jedenastej wieczorem praktycznie nie było go w domu. Równolegle chodził na terapię dzienną. Było ciężko, ale był to bardzo ważny okres w jego życiu. Okres zmian.

– Wyjście z czynnego uzależnienia nauczyło mnie, żeby na trzeźwo być taki otwarty dla ludzi. To był najbardziej przełomowy moment w moim życiu. Walka z czynnym uzależnieniem i wygranie z nim doprowadziło do tego, że nauczyłem się być sobą na trzeźwo.

W Domu dla Młodzieży Emil poczuł coś, czego dawno nie czuł.

– Mimo tego, że przychodzimy z różnych środowisk i jesteśmy dla siebie z początku obcy, to tutaj miałem takie poczucie, że tworzę ze wszystkimi rodzinę. Dla mnie dom to jest podstawa w dorosłym życiu. Dom to bezpieczeństwo i stabilność. Bez domu nie ma pracy, bez domu nie ma więzi rodzinnych.

Mieszkanie treningowe

Od sierpnia 2024 roku Emil mieszka w mieszkaniu treningowym. To kolejny etap w systemie wsparcia fundacji – miejsce dla tych, którzy utrzymują pracę, chodzą na terapię, przestrzegają zasad i są gotowi uczyć się samodzielności.

– Fajnie, że mogę już działać na własną rękę – mówi – Radzę sobie. Jest super.

Właśnie tutaj może robić to, o czym wspominał na początku rozmowy. Poleżeć w domu. Posłuchać muzyki. Posprzątać. Wyjść na spacer. Zwykłe, codzienne czynności, które dla większości ludzi są niezauważalne, dla niego stały się małymi zwycięstwami.

– Jak mam gorszy dzień, robię sobie relaksację – mówi – Wychodzę na spacer, idę pobiegać albo biorę rower. I jest trochę lepiej.

Gorsze dni jednak wracają. Od trzech miesięcy szuka pracy. Były okresy próbne, które nie zakończyły się sukcesem. Niedawno przyszedł nawrót, czyli moment, w którym wraca pokusa dawnych schematów.

– Nawrót to bardzo ciężki stan – mówi – Mimo że teraz jest u mnie trudniej, mimo że dłużej szukam pracy, mimo że pojawiają się stany depresyjne i nic mi się nie chce, walczę. Nie chcę zaprzepaścić tego, co zbudowałem przez ostatnie dwa lata. W sierpniu miną mi dwa lata trzeźwości. A trzeźwe życie to bardzo fajne życie.

Emil odnawia relacje z rodziną. Z babcią. Z bratem, młodszym o rok. Z ojcem rozmawia, ale żal nie znika. Za przemoc. Za alkohol. Za dziesięć lat nieobecności wtedy, gdy najbardziej potrzebne było wsparcie.

– To, że z nim rozmawiam, nie znaczy, że nie mam żalu – mówi – Mam. Wiele rzeczy sam sobie jeszcze nie wybaczyłem, a jemu wybaczyć jest jeszcze trudniej.

źródło: unsplash.com

Własny kąt

Największym marzeniem Emila jest własny dom. Mieszkanie socjalne już dostał. Czeka na remont, na moment, kiedy będzie mógł się wprowadzić. Myśli też o tym, żeby nie mieszkać sam.

– Po śmierci mamy bardzo brakuje mi takiej kobiecej ręki – mówi – Mam ogromny szacunek do kobiet. Mimo że byłem raniony, chciałbym dać komuś prawdziwą, konkretną miłość. Moim marzeniem jest mieć dom, partnerkę i wspólnie planować życie.

Wie, że to jeszcze nie teraz. Że najpierw musi znaleźć pracę, ustabilizować się, wygrać z nawrotami.

– Przez długi czas bałem się dorosłości – mówi – Bałem się, że coś mi się nie uda, że będzie trudno, więc po co w ogóle próbować. Uciekałem od tego.

To się zmieniło.

– Bezdomność to było piekło. Przez nią bardzo się zmieniłem i poszedłem w złą stronę. Dlatego kiedy widzę osobę bezdomną, nie skreślam jej. Sam tam byłem. Wiem, jak to wygląda od środka.

Gdyby mógł powiedzieć coś młodszemu sobie, powiedziałby niewiele:

Stary, uciekaj stąd jak najszybciej. Idź na terapię. Walcz o siebie, bo warto.

A dziś?

– Dzisiaj moje marzenie już w pewnym sensie się spełniło – mówi. – Jestem w środowisku, gdzie jest cisza, spokój i nie ma patologii. Trzeba walczyć. I będzie dobrze.

I naprawdę trudno w to nie uwierzyć.

 

Tekst autorstwa Julii Dudek