#Tygodniowy Update: 19.10-25.10.2026
Grafika: Hanna Wiczkowska
W dzisiejszym #TygodniowyUpdate będzie czekało dla was podsumowanie wydarzeń z państwa oraz z zagranicy. Przeczytacie Państwo o czwartkowych protestach postulujących legalną aborcję w Polsce, o politycznych sporach w sprawie dwukadencyjności w samorządach oraz odejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu w następstwie tego głosowania. Przyjrzymy się również sytuacji w Europie, gdzie w wielu państwach trwają protesty związane z edukacją, oraz w Izraelu, który w czasie wojny wkracza w ostatni etap kampanii wyborczej
Czwartkowe Protesty
22 października 2026 roku miała miejsce 6. rocznica decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie prawa do aborcji. Uznał on przesłankę ciężkich i nieuleczalnych wad płodu za niekonstytucyjną. Wywołało to wówczas spore protesty w kraju. Z powodu rocznicy protestujący znowu wyszli na ulicę przypomnieć, że wciąż domagają się zmian. Protesty mają charakter ogólnokrajowy i oficjalnie odbyły się w 27 miejscowościach w tym w Gdańsku.



Warto wspomnieć o głosowaniach, które odbyły się w Sejmie 20 października 2026 roku. Posłowie przyjęli wówczas dwie ustawy dotyczące aborcji. Jedna z nich zakłada częściową dekryminalizację przerywania ciąży oraz udzielania pomocy w jej przeprowadzeniu. Druga natomiast pozwala na przerwanie ciąży ze względu na ciężkie wady płodu.
Za tymi projektami w pełni opowiedzieli się politycy Koalicji Obywatelskiej, Nowej Lewicy, oraz partii Razem, ale posłowie wybrani z list Trzeciej Drogi głosowali różnie. Ogólnopolski Strajk Kobiet stwierdził, że nie zmienia to planów organizacji co do protestów, ponieważ obiecano im, że projekt zakładający w pełni legalną aborcję do 12. tygodnia ciąży trafi na biurko prezydenta.
Odejście Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu
O tej decyzji mogliśmy przeczytać na portalu „X”. Również w tym wpisie napisała, że partie oddaje w ręce Szymona Hołowni. Polityczka podkreśliła, że odchodzi z rządu gdyż dla niej „wartości są dla niej ważniejsze niż stołki”. Wszystko ma pokłosie w piątkowym głosowaniu nad zniesieniem dwukadencyjności w samorządach.
Posłowie Polski 2050, partii, z którą związana jest była już ministra, byli w tej sprawie podzieleni.
Spośród 12 posłów tej formacji obecnych na głosowaniu 6 opowiedziało się za zniesieniem, 3 było przeciw, a 3 wstrzymało się od głosu. Większość posłów obecnej koalicji rządzącej była za zniesieniem dwukadencyjności, lecz w każdej partii będącej częścią rządu doszło do niejednomyślności (Poza PSL-em), a ustawy nie udało się przegłosować.
Była ministra funduszy i polityki regionalnej skrytykowała utrzymanie przepisów w obecnej formie. Stało się to pomimo głosów „koalicji 15 października” i Polski 2050, która – jak określiła – „stanęła przeciw ludziom, a za politykierskimi układami”.
Mimo tych politycznych zawirowań Szymon Hołownia zapewnił, że Polska 2050 pozostanie w koalicji, a nowego przewodniczącego wybiorą członkowie partii w powszechnych wyborach i podziękował Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz za 7 lat pomocy przy kampaniach wyborczych oraz życzy jej powodzenia w nowych politycznych projektach.
Przyszłość protestów uczniów i studentów
We Francji protesty trwają już od 18 września. 6 października nabrały one natomiast charakter ogólnokrajowy. Motywem tych demonstracji jest niedofinansowany system szkolnictwa. Przejawiało się to brakiem kadr nauczycielskich, czy też zaniedbaniem budynków edukacyjnych. Fale protestów wylały się poza granice tego państwa. Państwa, które mierzą się z protestami dotyczącymi tematu systemu edukacji są Włochy, Belgia, Albania czy Grecja.

Protesty nie zatrzymają się jednak na granicach tych państw. Organizacja „Gen Z steht auf” (Z niemieckiego: „Pokolenie Z powstaje”) wzywa w sobotę, 31 października do protestów domagając się zwiększenia nakładów na edukację oraz wydatków na ochronę klimatu. Organizacja sprzeciwia się również obowiązkowej służbie wojskowej, która jest rozważana przez obecny rząd w Niemczech.
Akty obywatelskich nieposłuszeństw są planowane w 21 miastach. Są to takie miejscowości jak Berlin, Kolonia, Monachium czy Hamburg. Z powodów obrazów z Paryża czy z Mediolanu niemieckie władze mają obawy o pokojowy charakter tych wydarzeń we własnym państwie.
Jak podaje „Die Welt”, policja przygotowuje się do demonstracji i szacuje, że w samym Frankfurcie pojawi się około 2000 osób. Protesty w Europie na razie przybierają na sile, zamiast wygasać. Choć łączy je sprzeciw wobec rosnących kosztów życia, w poszczególnych krajach mają własną specyfikę i inne lokalne postulaty niż te wysuwane we Francji.
Kampania wyborcza w Izraelu
W najbliższy wtorek, 27 października, odbywają się wybory do Knesetu (jednoizbowy parlament Izraela). Obecne sondaże pokazują, że na prowadzeniu jest partia Yashar, której przewodniczy Gadi Eisenkot – były szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela (IDF).
Sama partia powstała na rok przed wyborami i ma charakter centrowy. Partia odrzuca rozwiązanie dwupaństwowe (czyli sprzeciwia się powstaniu państwa Palestyna) oraz stosuje narrację, że obecna polaryzacja i sytuacja wewnętrzna jest groźniejsza dla państwa niż wrogowie zewnętrzni tacy jak Iran.
Podczas kampanii doszło do poważnego incydentu medialnego. Lider partii Yashar, Gadi Eisenkot, został nazwany „małpą” przez prowadzącego program w Kanale 14 – stacji sprzyjającej obozowi premiera Benjamina Netanjahu. Dziennikarz stwierdził również, że polityk o marokańskich korzeniach jest jedynie figurantem, za którym stoją „aszkenazyjskie elity”.
Wypowiedź spotkała się z krytyką samego Netanjahu, który uznał określenie za niestosowne. Przeprosin od prowadzącego zażądał także Dawid Elbaz, członek sądu partyjnego Likudu, podkreślając, że sam ma marokańskie korzenie.
Sprawę wykorzystał również obóz głównej partii opozycyjnej, który przygotował billboardy krytykujące Netanjahu i jego zwolenników za pogardliwe traktowanie Mizrachim, czyli Żydów wywodzących się z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.
Sytuacja ta wpisuje się w szerszy kontekst powyborczych kalkulacji. Według sondaży ani blok skupiony wokół obecnego premiera, ani jego przeciwnicy nie mają wystarczającego poparcia, by samodzielnie uzyskać większość w parlamencie. O wyniku walki o władzę mogą więc przesądzić partie arabskie. Zarówno ugrupowania rządzące, jak i część opozycji niechętnie jednak widzą je w swoich koalicjach. W rezultacie możliwe są zarówno rządy mniejszościowe, jak i kolejne przedterminowe wybory, jeśli żadnemu z obozów nie uda się zbudować stabilnej większości.
