Paradoks miasta: przyjazne galerie, zakazane trawniki
3 min przeczytania
fot. Hanna Wiczkowska
Miasta coraz częściej zmieniają zasady korzystania z przestrzeni wspólnej przez właścicieli psów. Zamiast przypomnień o obowiązku sprzątania po swoich pupilach pojawiają się jednoznaczne zakazy wstępu na trawniki i tereny zielone, co rodzi pytanie: gdzie w takim razie psy mają zaspokajać swoje potrzeby fizjologiczne?

Jeszcze niedawno standardem było jedno proste oczekiwanie wobec właścicieli psów: sprzątanie po swoim pupilu. Dziś w przestrzeni miejskiej coraz częściej pojawiają się tabliczki, które nie tylko przypominają o obowiązkach, ale wręcz zakazują wstępu z psami na trawniki i tereny zielone.
Jednocześnie galerie handlowe coraz chętniej otwierają swoje drzwi dla czworonogów. Tworzy to wyraźny kontrast i rodzi pytania o kierunek zmian w podejściu do zwierząt w mieście. W efekcie użytkownicy przestrzeni publicznej muszą odnaleźć się w coraz bardziej zróżnicowanych i nie zawsze spójnych zasadach.
Miasto coraz bardziej regulowane

Przestrzeń miejska od lat podlega stopniowej regulacji. Trawniki, skwery i parki pełnią dziś nie tylko funkcję estetyczną, ale także użytkową i rekreacyjną. Wraz ze wzrostem intensywności korzystania z tych terenów zarządcy zaczęli wprowadzać dodatkowe ograniczenia. Zakazy wprowadzania psów są często uzasadniane ochroną zieleni, względami sanitarnymi oraz potrzebą utrzymania porządku.
W praktyce takie oznaczenia bywają odbierane jako ograniczenie swobody mieszkańców. Zamiast komunikatów zachęcających do odpowiedzialnego korzystania z przestrzeni pojawiają się jednoznaczne zakazy, które nie zawsze uwzględniają zróżnicowane potrzeby użytkowników miasta.
Galerie handlowe jako przestrzeń bardziej otwarta

W kontrze do rosnących ograniczeń w przestrzeni publicznej galerie handlowe coraz częściej przyjmują bardziej elastyczne podejście do obecności zwierząt. Możliwość wejścia z psem na smyczy staje się standardem w wielu obiektach, co odpowiada na zmieniający się styl życia mieszkańców.
W przypadku takich miejsc jak Galeria Bałtycka decyzje dotyczące obecności psów są elementem szerszej polityki zarządzania przestrzenią oraz komfortem odwiedzających.
Galeria Bałtycka od początku swojego funkcjonowania, czyli od 2007 roku, umożliwia wejście z psami, traktując je jako naturalny element przestrzeni publicznej. Pies – jako najlepszy przyjaciel człowieka – jest integralną częścią codziennego życia wielu osób, dlatego jego obecność w centrum handlowym została uwzględniona już na etapie tworzenia koncepcji obiektu, a nie jako późniejsza odpowiedź na trend. Podejście to zostało dodatkowo podkreślone w kampanii z 2016 roku, której hasło brzmiało: „Nie musisz chodzić z psem na zakupy, ale warto wiedzieć, że możesz”. W prosty i lekki sposób komunikowało ono filozofię galerii – otwartość, elastyczność i szacunek dla różnych stylów życia klientów, bez narzucania konkretnych zachowań. – mówi Marcin Łukasiewicz, menedżer centrum handlowego Galeria Bałtycka
Sprzeczność czy nowy model współistnienia?

Zestawienie otwartości galerii handlowych z rosnącą liczbą zakazów w parkach i na trawnikach pokazuje pewien paradoks. Z jednej strony przestrzenie komercyjne dostosowują się do potrzeb właścicieli psów, z drugiej zaś przestrzeń publiczna staje się coraz bardziej restrykcyjna.
Można to interpretować jako próbę znalezienia równowagi między dostępnością a ochroną wspólnych zasobów miejskich. Wprowadzenie ograniczeń nie musi oznaczać wykluczania — może być elementem szerszej strategii zarządzania przestrzenią.
Zdaje być się to jednak krzywdzące dla osób posiadających psy i traktujących je jak swoje dzieci. Tzw. trend „psiecka” bardzo upowszechnił się w ciągu kilku miesięcy. Jak podaje portal Euromonitor International: „według badania Euromonitor International’s Voice of the Consumer: Lifestyles Survey, 71% właścicieli zwierząt na całym świecie uważa zwierzęta domowe za członków rodziny”.
Coraz częstsze zakazy w przestrzeni publicznej oraz jednoczesna otwartość galerii handlowych pokazują, że miasto nie jest już jednolitą przestrzenią opartą na tych samych zasadach dla wszystkich. Zamiast jednego spójnego podejścia pojawia się coraz więcej zróżnicowanych regulacji, które mają pogodzić różne interesy. Pytanie, które pozostaje otwarte, brzmi: czy przyszłość miast będzie oparta na coraz większej liczbie ograniczeń, czy raczej na lepszym współdzieleniu przestrzeni i wzajemnej odpowiedzialności jej użytkowników?

