15/04/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Debiuty: Idealne życie w ekranie, czyli jak Instagram przejął turystykę

3 min przeczytania
turyści podróżowania

fot. Marcelo Rangel/źródło: Unsplash

autorka: Wiktoria Dębek

Instagram nie tylko pokazuje nam świat, ale coraz częściej decyduje, jak i po co go zwiedzamy. W pogoni za idealnym kadrem, turystyka zamienia się w masową produkcję treści, a natura w łatwo dostępne tło. Turystyka instagramowa to dziś nie trend, a realny problem środowiskowy i kulturowy. 

Jeszcze dekadę temu o mało znanych miejscach dowiadywaliśmy się od przewodników lub lokalnych mieszkańców. Dziś wystarczy jeden popularny post w mediach społecznościowych, by nieznany dotąd zakątek świata w ciągu kilku tygodni zalała fala turystów. Instagram dawno przestał być tylko wirtualnym pamiętnikiem, a został także biurem podróży. Zjawisko to, zwane turystyką instagramową, zamienia unikalne miejsca w masowe parki rozrywki. Problem w tym, że natura nie jest na to przygotowana. Tłumy ludzi przybywają do viralowych lokalizacji, aby powtórzyć ten sam kadr, który widzieli u innych osób na platformach społecznościowych. W efekcie miejsca te tracą swój pierwotny klimat i charakter, dochodzi do nadmiernej eksploatacji, turyści często ignorują wyznaczone ścieżki i tablice ostrzegawcze. Przez to cierpi również przyroda: lokalne ekosystemy ulegają zniszczeniu, a unikalne krajobrazy komercjalizacji.

Od biletowanych lasów po tatrzańskie kolejki 

Najlepszym przykładem tej destrukcyjnej mody są europejskie „perełki”, które pod naporem turystów tracą swoją naturalną równowagę. Islandzki kanion Fjaðrárgljúfur to tylko wierzchołek góry lodowej. Musiał zostać czasowo zamknięty, ponieważ tysiące ludzi próbowało odtworzyć kadry z teledysków i postów infulencerów. Delikatny, rzadki mech został bezpowrotnie zdeptany przez poszukiwaczy idealnego ujęcia. W 2019 r. musiał zostać zamknięty od lutego do czerwca, aby pozwolić roślinności na regenerację. Podobny los spotkał również las Fanal na Maderze. Miejsce to, znane z charakterystycznych laurowych drzew w gęstej mgle, stało się hitem mediów społecznościowych. W 2025 r. rozpoczęto tam prace ochronne, obejmujące wyznaczenie ścieżek, po których turyści będą mogli się poruszać oraz montaż barierek. Ustalono również dzienny limit 3000 odwiedzających. Działania te mają na celu ratowanie ponad 800-letnich drzew przed dewastacją. Na najpopularniejszych szlakach wyspy wprowadzono również systemy rezerwacji i opłaty za wstęp. Natura stała się tam towarem z ograniczonym dostępem – aby wejść na szlak, trzeba wykupić bilet na konkretną godzinę, niczym do kina czy muzeum.

Po kolejny przykład nie musimy sięgać daleko. Zdjęcia i nagrania wielogodzinnych kolejek na Giewont regularnie budzą w sieci emocje – od zdziwienia po irytację. Skalę problemu najlepiej oddają komentarze pod popularnymi postami z Tatr. „Byłem na tyle głupi, żeby w niej ustać, czekałem 3 godziny. Absolutnie nie warto” – napisał jeden z turystów pod nagraniem kolejki opublikowanym na Instagramie. 

Kolejka po autentyczność 

Największym paradoksem współczesnego podróżowania jest to, że w pogoni za autentycznością sami ją niszczymy. Pod popularnymi punktami widokowymi ustawiają się wielogodzinne kolejki, a zamiast obserwować przyrodę i żyć chwilą, nasza uwaga skupia się na stworzeniu idealnej relacji wideo czy zdjęcia. Liczy się kadr, światło i moment zrobienia zdjęcia, a nie to, co faktycznie dzieje się wokół. W efekcie podróż przestaje być doświadczeniem, a zaczyna przypominać obowiązek — trzeba „odhaczyć” miejsce, zrobić materiał i ruszyć dalej.