Nadzieje na awans przedłużone. Hiszpania – Polska 1:1

fot. instagram.com / @laczynaspilka

Reprezentacja Polski zremisowała w Sevilli z Hiszpanią 1:1. Gola dla Polaków zdobył Robert Lewandowski. Biało-Czerwoni tym wynikiem dali sobie szanse na awans do fazy pucharowej. Muszą wygrać w środę ze Szwecją.

Nastroje wokół kadry narodowej po porażce ze Słowacją były wyjątkowo złe. Podopieczni Paulo Sousy przegrali z drużyną o zdecydowanie mniejszych możliwościach. W dodatku Hiszpania zremisowała ze Szwecją. Ewentualna porażka z drużyną prowadzoną przez Luisa Enrique oznaczała pożegnanie się z turniejem po zaledwie dwóch meczach. Ugranie minimum remisu było jednak wyjątkowo trudne do wykonania. Mimo że La Furia Roja nie jest tą samą drużyną, która przed laty wygrała dwukrotnie mistrzostwo Europy oraz mundial w 2010 roku, w jej szeregach wciąż gra wielu klasowych piłkarzy odgrywających ważne role w topowych europejskich klubach. Co więcej, Polska grała na nieprzyjaznym terenie w Sevilli.

Jednak największe wątpliwości dotyczyły dyspozycji reprezentantów Polski. Ze Słowacją grali wolno, mieli problemy z tworzeniem akcji ofensywnych. Piłkarze Paulo Sousy tracili bramki po prostych indywidualnych błędach. Zawiedli liderzy kadry. Grzegorz Krychowiak dostał irracjonalne dwie żółte kartki i osłabił zespół. Wojciech Szczęsny nie pomógł przy pierwszej bramce, a Robert Lewandowski po golu pretensjonalnie machał rękoma w kierunku swoich partnerów. W mediach zaczęło się ogólnonarodowe szukanie winnych tej porażki. Niektórzy zwalniali już Paulo Sousę, gdyż Polacy podczas jego kadencji wygrali zaledwie jedno spotkanie ze słabą Andorą. Nic nie zapowiadało, że Biało-Czerwoni nie przegrają z wciąż mocną Hiszpanią. Jednak, jak to bywa w sporcie, dzieją się rzeczy, których się nikt nie spodziewał.

Od samego początku widoczna była zmiana w mentalności naszych zawodników. Polacy z wiarą we własne umiejętności ruszyli na faworyzowanych Hiszpanów. Już w 2. minucie Biało-Czerwoni odebrali piłkę na połowie swoich oponentów. Piotr Zieliński rozpędzony wszedł w pole karne, lecz po chwili się wywrócił po kontakcie z Alvaro Moratą. Polacy nalegali, aby sędzia Daniele Orsato odgwizdał rzut karny, lecz arbiter pozostawał niewzruszony. Kilka chwil później Mateusz Klich strzałem z dystansu zagroził bramce Unaia Simona. W 25. minucie Gerard Moreno znakomicie dograł do Alvaro Moraty, który z bliskiej odległości pokonał Wojciecha Szczęsnego. W pierwszej chwili wszyscy polscy kibice odetchnęli z ulgą, gdyż sędzia podniósł chorągiewkę, uznając, że był spalony. Lecz po interwencji systemu VAR okazało się, że krytykowany w swoim kraju napastnik przełamał się, wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie.

Polacy wiedzieli, że przegrywając, odpadają z turnieju. Zaczęli więc od razu szukać szans na wyrównanie. W 35. minucie Robert Lewandowski dośrodkował do Karola Świderskiego. Zawodnik PAOK-u Saloniki jednak uderzył tuż nad bramką Hiszpanów. Kilka minut przed zejściem do szatni ten sam piłkarz trafił w słupek z dystansu. Piłkę zebrał Robert Lewandowski, który znalazł się tuż przed bramkarzem rywala, lecz niestety uderzył wprost w Simona.

Polakom zostało 45 minut, aby zmienić oblicze spotkania. Szukali kolejnych  szans po zmianie stron. Szczęście uśmiechnęło się w 54. minucie. Jakub Moder podał do Mateusza Klicha. Ten oddał futbolówkę do Kamila Jóźwiaka. Zawodnik Derby County dośrodkował piłkę w kierunku Lewandowskiego. Piłkarz Bayernu Monachium wygrał walkę o pozycję z Aymerickiem Laportem i głową trafił do bramki. Dla zdobywcy 41 bramek w ostatnim sezonie Bundesligi to dopiero 3 trafienie na wielkim reprezentacyjnym turnieju.

Jednak to, co podopieczni Paulo Sousy osiągnęli, mogli błyskawicznie roztrwonić. Kilkadziesiąt sekund po zdobyciu gola wyrównującego Jakub Moder w polu karnym nadepnął na stopę Gerarda Moreno. Włoski arbiter po wiedoweryfikacji odgwizdał jedenastkę. Podszedł do niej sam faulowany piłkarz. Napastnik Villarrealu trafił jednak w słupek. Futbolówka trafiła pod nogi Moraty, który szczęśliwie dla nas fatalnie spudłował z kilku metrów.

Ewentualny remis również skomplikowałby sytuacje Hiszpanów. Dlatego zawodnicy Luisa Enrique coraz mocniej naciskali na bramkę Szczęsnego. Pod koniec meczu Polacy kilkukrotnie rozpaczliwie zatrzymywali akcje przeciwników. Znakomicie spisywał się polski golkiper. Interwencje bramkarza Juventusu pozwoliły Biało-Czerwonym utrzymać zwycięski remis.

Nie zawiedli liderzy

Po kolejnych nieudanych meczach na wielkich imprezach najbardziej obrywa się liderom. Oni w teorii mają ciągnąć reprezentacje, gdy nie układa się po naszej myśli. Jednak zazwyczaj, gdy zespół ich potrzebował, albo byli kompletnie niewidoczni, albo bezpośrednio zaangażowani w niektóre sytuacje. Po spotkaniu ze Słowacją nie zostawiono suchej nitki na Lewandowskim, Szczęsnym i Krychowiaku. Na tego ostatniego spadła największa krytyka. Był on bezpośrednim winnym kompromitującej porażki w Sankt Petersburgu.

Aby osiągnąć sukces na Estadio La Cartuja, konieczne było, aby te najważniejsze postacie wreszcie pociągnęły reprezentacje. I tak się stało. Robert Lewandowski był wyjątkowo zmotywowany, jakby chciał  udowodnić, że w kadrze potrafi być tak samo skuteczny jak dla Bayernu. Pierwszy ruszał do pressingu, pomagał w odbiorze piłki, szukał lepiej ustawionych partnerów. Jednak najważniejsze było to, co się wydarzyło kilka minut po zmianie stron. Wreszcie 32-latek zrobił to, czego od niego oczekiwano. Zdobył kluczową bramkę na wielkim turnieju.

Wojciechowi Szczęsnemu do tej pory było nie po myśli z reprezentacyjnymi imprezami. W 2012 był winny remisowi z Grecją, cztery lata później doznał kontuzji wykluczającej go z Euro 2016, a na mundialu w Rosji zawinił przy bramce dla Senegalu. Ten turniej również rozpoczął nie najlepiej. Eksperci uważają, że uderzenie Roberta Maka było do obrony. Golkiper Juventusu powinien interweniować nogą zamiast ręką. Ponownie zaczęto dyskutować, kto ma być pierwszym bramkarzem. Fabiański czy Szczęsny? Piłkarza West Hamu United wykluczył uraz, więc zdobywca Pucharu Włoch dostał kolejną szansę. Zagrał fenomenalnie. Obronił kluczowe strzały Hiszpanów w końcówce spotkania. Był niezwykle pewnym punktem naszej drużyny. To on utrzymał Polakom remis.

Drużyna z charakterem

Kibice zachwycali się Szkotami, którzy zagrali fantastyczny mecz na Wembley z Anglią. Zaimponowali Węgrzy, którzy urwali punkty aktualnym mistrzom świata. Były wspólne cechy łączące te reprezentacje – waleczność i nieustępliwość. Aby coś ugrać z faworyzowanymi Hiszpanami, należy wziąć przykład z obydwu reprezentacji. Bez przeszkadzania rywalom nie ma na co liczyć na końcowy sukces. Istotny też jest łut szczęścia. Bez niego nawet heroiczna postawa może nie wystarczyć. Madziarzy przekonali się o tym z Portugalią. Mimo że zachwycili świat swoją postawą, to i tak przegrali 0:3.

Polacy wiedząc nie mieli nic do stracenia. Widzieliśmy reprezentację, dla której nie było straconych piłek. Rozpaczliwe obrony pod koniec drugiej połowy pokazywały, jak zdeterminowani są podopieczni Paulo Sousy. Wreszcie też los był łaskawy dla kadry. Biało-Czerwoni cudem nie stracili bramki po rzucie karnym i dobitce. Hiszpanie mieli kilka dobrych szans, a wykorzystali tylko jedną.

Reprezentacja Polski oszukała przeznaczenie. Mecz o wszystko nie będzie drugim, lecz trzecim spotkaniem. W środę w przypadku zwycięstwa w St. Petersburgu Polska zajmie jedno z dwóch miejsc, dających awans do 1/8 finału. Jednak mecz ze Szwecją będzie zupełnie nową historią. Skandynawowie być może oddadzą futbolówkę Polakom, widząc jakie mieliśmy kłopoty w rozgrywaniu ze Słowacją.

Każdy kibic pamięta legendarną wiktorię z Niemcami na Stadionie Narodowym. To był mecz założycielski reprezentacji Adama Nawałki. Oby starcie z Hiszpanią podłożyło fundamenty pod kadrę Paulo Sousy. Polacy wyrwali sobie szanse na awans, lecz teraz trzeba ją wykorzystać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *