„To będzie piękny film” – wywiad z Zuzanną Kubicz, Agnieszką Lewińską i Krzysztofem Maikiem o produkcji „AUTARKIA”

fot. Ania Brykała

Co o filmie Jana Orszulaka mówią dźwiękowiec, scenografka i asystentka operatora? Jak za pomocą koloru opowiedzieć skomplikowaną historię miłosną, która nie będzie oczywista? Jakie plany na przyszłość mają młodzi filmowcy, którzy są jeszcze przed maturą? Na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w przedostatnim wywiadzie redaktora CDN Marka Arasimowicza z ekipą realizującą film „AUTARKIA”.

 

 

 

Zuzanna Kubicz – scenografia i kostiumy
fot. Ania Brykała

Studiowałaś na ASP na Wydziale Architektury Wnętrz i Wzornictwa. Cieszysz się, że tu miejscem akcji jest właśnie mieszkanie, czy wolisz jednak ogromną przestrzeń sceny Opery Bałtyckiej?

Zuzanna Kubicz: Przede wszystkim, dobry research… W mieszkaniu jest trochę łatwiej, bo jest to jakaś zastana sytuacja, nie trzeba tworzyć scenografii od zera. Jednocześnie trzeba się dostosować, bo nie jesteśmy w stanie wymienić niektórych elementów wystroju, na przykład mebli. Praca na planie i praca w Operze to dwa różne światy i ciężko jest je ze sobą porównać. Film, reklama –  to żywioł. Nie da się przewidzieć każdej sytuacji. W Operze w trakcie prób możemy zaplanować wiele rzeczy, a na planie spotykamy się na kilka dni, na jedną scenę mamy dwie godziny i tyle… Koniec czasu. I to jest dla mnie szczególna trudność przy pracy na planie.

W jaki sposób scenografia wpływa na opowiadaną historię?

Przy tym filmie udało nam się coś, co nie zawsze było obecne przy innych projektach, przy których pracowałam, a mianowicie planowanie. W AUTARKII scenografia faktycznie współgra z tym, co się dzieje między postaciami. Będzie trochę zagracania, obciążania tej przestrzeni przedmiotami, które również nie są bez znaczenia dla ich relacji.

Zajmujesz się również kostiumami. Czy to, co noszą Miłka i Felicja, będzie odzwierciedlało ich stan emocjonalny?

Nie do końca, ale ma to swoje uzasadnienie fabularne. To jest mieszkanie Felicji, w którym Miłka została nagle uwięziona. Nie ma swoich rzeczy, mieszka tu chwilowo, więc kostiumy głównych bohaterek będą się mieszać. Głównym motywem w ubiorze Felicji będzie błękit plus inne chłodne barwy, które będą kontrastować ze strojami Miłki. Te będą bardziej żywe, kolorowe, wzorzyste – można powiedzieć, że będą miały więcej „zmysłu artystycznego”.

Czyli kontrast pomiędzy dwoma bohaterkami będzie bardzo wyraźny. Czy one są faktycznie aż tak różne? Jak udało im się utrzymać związek przy takiej różnicy charakterów?

Mnie się wydaje, że to jest dosyć ciężka relacja. Ja nie traktuję jej do końca jak relację między dwoma osobami… Kropka [śmiech]. One są ze sobą, bo są ze sobą – nie wiadomo, czemu. Widzowie spotkają je na życiowym zakręcie, kiedy nie wiemy już, czy są szczęśliwe razem.

Spośród tylu profesji artystycznych i filmowych Ty wybrałaś akurat scenografię. Dlaczego?

Ja mam takie wrażenie – tak jak wspomniałeś, studiowałam architekturę wnętrz – że scenografia jest czymś, co wchodzi na scenę, kiedy zakres działań architektury wnętrz się kończy. To wykraczanie poza znany świat i opisywanie go językiem sztuki. Jest to też dla mnie spełnienie artystyczne. Sztuka zawsze była w mojej rodzinie: moja babcia, a później również moja mama, kończyły ASP w Gdańsku – można powiedzieć, że genetyka zmusiła mnie do przedłożenia sztuki nad architekturę.

Agnieszka Lewińska – storyboard i asystentka operatora
fot. Ania Brykała

Czym zajmujesz się jako asystentka operatora?

Agnieszka Lewińska: To zależy od sceny. Zazwyczaj pomagam operatorowi w zmienianiu ostrości. Gdy scena jest trudniejsza technicznie, to coś podtrzymuję, albo coś nakręcę – bo w więcej szczelin w mieszkaniu się zmieszczę niż nasz postawny operator. [śmiech] Pomagam również oświetleniowcowi, kilka razy będę również nagrywać dźwięk…

Jako storyboard artist wiesz chyba najlepiej, w jaki sposób będzie opowiedziana ta historia. Uchylisz rąbka tajemnicy?

Jedyne co mogę powiedzieć na temat mojej pracy, to to, że nie tylko ja robiłam storyboardy przy tym projekcie. Rąbka tajemnicy nie uchylę, ale obiecuję, że będzie fajnie. To będzie piękny film, wyjątkowy.

Równie wyjątkowo będziesz w tym roku pisała maturę…

Tak, nie da się ukryć. [śmiech]

Masz już plany na przyszłość: operatorka, aktorstwo czy może jeszcze coś innego?

Będę próbowała dostać się na wydziały aktorskie. Jeżeli się nie uda, to chyba wybiorę Wiedzę o Teatrze albo Wiedzę o Filmie i Kulturze Audiowizualnej na Uniwersytecie Gdańskim. Ewentualnie fotografia.

Krzysztof Maik – dźwiękowiec i epizodysta
fot. Ania Brykała

Czy w Twoim przypadku bycie dźwiękowcem równa się byciu muzykiem?

Krzysztof Maik: Nie, do instrumentów muzycznych mam dwie lewe ręce. Próbowałem grać na gitarze, ale się zniechęciłem. Nie zmienia to faktu, że bardzo lubię muzykę i słucham wszystkiego – no może oprócz disco polo.

Czyli jesteś bardziej koneserem muzyki?

Tak i brzmi to bardzo wyrafinowanie.

 Skąd wzięło się zainteresowanie nagrywaniem dźwięku?

To dostać zabawna historia. Nagrywałem z Jankiem jeden film i w takcie zdjęć zapytał mnie, czy poradzę sobie z dźwiękiem. Co ciekawe, poradziłem sobie lepiej niż tego ode mnie oczekiwano – zyskałem również miano nietoperza, bo ostrzegłem o karetce, która przyjechała dopiero po minucie i niewątpliwie zrujnowałaby nam nagranie. Można powiedzieć, że praca z dźwiękiem mnie wciągnęła. W mikrofonie słychać wszystko inaczej, mocniej – bardzo mnie to interesuje!

Agnieszka zdradziła mi, że będziesz również występował przed kamerą. Wiem, że wcześniej grałeś u Janka. Jesteś zdeterminowany, żeby zostać aktorem, czy rozważasz też inne opcje?

Pochodzę z małej wioski pod Radomiem i przyjechałem do Gdańska specjalnie po to, aby uczyć się w liceum w klasie o profilu teatralnym. Tam poznałem Janka i po roku współpracy w teatrze akademickim i aktualnie Janek przygotowuje mnie do egzaminów do szkół aktorskich. Zwiedzę zapewne trochę Polski, ale mam nadzieję, że się dostanę.

Chciałbyś coś dodać?  

Chciałbym pozdrowić mamę i tatę. [śmiech] A teraz na serio. Jeżeli ktoś ma plany związane z aktorstwem i filmem – jest ciężko, potrzeba sporo wyrzeczeń, ale warto!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwa × 1 =