Novak Djoković i Naomi Osaka królują w Australii. Podsumowanie Australian Open 2021

australianopen/Instagram

Za nami fascynujące dwa tygodnie tenisowej rywalizacji w Australii. W finale męskiego singla Novak Djoković wygrał po raz dziewiąty w karierze w Melbourne, pokonując Daniła Miedwiediewa. Po drugi tytuł w Melbourne sięgnęła Naomi Osaka. Jak przebiegała rywalizacja w Australii? Jaki wpływ na turniej miała pandemia koronawirusa? Jak zaprezentowali się biało-czerwoni?

W roli faworyta przed turniejem był stawiany Novak Djoković. Serb jest królem Melbourne, bo na tych kortach wygrał do turnieju w 2021 roku aż ośmiokrotnie. Jednak nie wszedł on najlepiej w turniej. W trzeciej rundzie było naprawdę blisko ogromnej niespodzianki. Serbski tenisista męczył się przez trzy i pół godziny z Taylorem Fritzem w pięciosetowym pojedynku. Amerykanin był blisko pokonania utytułowanego rywala, ale nic z tego. To Djoković awansował dalej, wygrywając 7:6, 6:4, 3:6, 4:6, 6:2. W czwartej rundzie i ćwierćfinale obrońcę tytułu z 2020 nie czekały łatwe pojedynki. Pokonał Milosa Raonica i Alexandra Zvereva w czterosetowych meczach. W półfinale popularny „Djoko” zmierzył się z sensacją turnieju w Melbourne — Asłanem Karacjewem. Rosjanin jako pierwszy uczestnik kwalifikacji do turnieju od 1968 (początek ery open) awansował aż do półfinału Wielkiego Szlema. W drodze do najlepszej czwórki rozprawił się z tenisistami klasyfikowanymi wyżej od siebie, w tym zwyciężył z uznanymi zawodnikami jak Diego Schwartzman, Felix Auger-Aliassime i Grigor Dimitrov.  Nie udało się jednak zawodnikowi z Władykaukazu pokonać legendarnego przeciwnika. Novak gładko rozprawił się z turniejową rewelacją (6:3, 6:4, 6:2) i awansował do finału, gdzie miał walczyć o swój dziewiętnasty wielkoszlemowy tytuł.

W drugiej części drabinki upatrywano Rafaela Nadala jako głównego przeciwnika Serba. Hiszpan zaczął turniej bardzo dobrze. Przeszedł czterech pierwszych rywali bez straty seta. Komplikacje zaczęły się w ćwierćfinale, choć i na początku tego meczu nic nie zapowiadało się, że numer 2 światowego rankingu będzie miał jakiekolwiek problemy. Tenisista z Majorki rozpoczął spotkanie ze Stefanosem Tsitsipasem bardzo dobrze. Wygrał dwa pierwsze sety. Później Grek otrząsnął się i zaczął prezentować coraz lepszy tenis. Hiszpan wyglądał coraz gorzej fizycznie, a Tsitsipas był na fali wznoszącej. Zwycięzca ATP Masters z 2019 roku wygrał następne trzy sety i awansował do półfinału. Po pokonaniu Nadala Grek zaczął być w stawiany w roli kandydata do finału. Jednak, aby tam dotrzeć, musiał wpierw pokonać Daniła Miedwiediewa, który wcześniej zwyciężył w „bitwie o Rosję” ze swoim rodakiem Andriejem Rublowem. Stefanos jednak nie prezentował się najlepiej w tym spotkaniu. Oddał łatwo dwa pierwsze sety. W trzecim wszedł na optymalny dla siebie poziom, ale było już za późno. Danił Miedwiediew wygrał z nim 6:4, 6:2, 7:5, tym samym awansując drugi raz w karierze do finału Wielkiego Szlema.

Pojedynek finałowy zapowiadał się znakomicie. Stary mistrz grał z wielkim talentem światowego tenisa. Przed meczem nie można było wskazać zdecydowanego faworyta. Novak, mimo że osiem razy wygrał Australian Open, nie zachwycał w turnieju i miał problemy zdrowotne. Miedwiediew wygrał aż dwadzieścia ostatnich spotkań! Warto zaznaczyć, że nie grał w spotkaniu takiej rangi. Rosjanin znalazł się drugi raz w finale Wielkiego Szlema. W 2019 roku przegrał w ostatecznej potyczce US Open z Rafaelem Nadalem.

Jednak wszelkie wątpliwości zostały szybko rozwiane. W pierwszym secie pojedynek był wyrównany, ale zakończył się zwycięstwem Serba. W drugim z Miedwiediewem stało się coś niewytłumaczalnego. Rosjanin posypał się psychicznie, był sfrustrowany swoimi błędami, ciągle narzekał na nawierzchnie (ta była perfekcyjnie przygotowana), a nawet zniszczył rakietę. Novak Djoković przyzwyczajony do presji takiego spotkania prezentował się bardzo solidnie, nie popełniał niepotrzebnych błędów. Rosjanin przegrał drugiego seta, a jego sytuacja w meczu była coraz gorsza. W trzeciej partii Rosjanin nie odnalazł swojej optymalnej dyspozycji, a efektem była porażka w trzech setach (5:7, 2:6, 2:6) i średniej jakości widowisko.

Tenisiści w finale nie pokazali fajerwerków, ale cały turniej w wykonaniu panów był interesujący i pełen niespodziewanych wyników.

Największe nadzieję Australijczyków były związane z Ashleigh Barty — Australijką i liderką światowego rankingu. Gospodarze turnieju ponownie nie doczekali się zwycięstwa swojej reprezentantki w Australian Open. Barty przegrała w półfinale z Karoliną Muchową z Czech (6:1, 3:6, 2:6). Porażka Australijki była tym bardziej niespodziewana, bo znakomicie zaprezentowała się w pierwszym secie i wydawało się, że wszystko idzie po jej myśli. Czeszka wygrała jednak wyrównanego drugiego seta, a w trzecim poszła za ciosem i wygrała cały mecz. Na Muchovą czekała w półfinale Jennifer Brady, która wcześniej odprawiła z kwitkiem swoją rodaczkę Jessice Pegule. W starciu pomiędzy Muchovą, a Brady to Amerykanka okazała się lepsza, wygrywając (6:4, 3:6, 6:4), tym samym znajdując się po raz pierwszy w wielkoszlemowym finale.

W drugiej stronie drabinki było jeszcze ciekawiej. W czwartej rundzie „turniejowa dwójka” — Simona Halep pokonała triumfatorkę French Open  Igę Świątek (3:6, 6:1, 6:4). W ćwierćfinale Rumunka skonfrontowała się z Sereną Williams. Amerykanka pokonała Halep 6:3, 6:3, pokazując, że chcę doścignąć legendarny rekord Margaret Court. Australijka ma 24 tytuły wielkoszlemowe, a Williams 23. Jednak na drodze do wyrównania tego rekordu była do pokonania przeszkoda w postaci Naomi Osaki. Japonka z amerykańskimi korzeniami pokonała swoją idolkę z dzieciństwa 6:3, 6:4. Serena zdała sobie sprawę, że być może nie będzie w stanie wyrównać rekordu Margaret Court. Opuściła zapłakana konferencję prasową. Naomi Osaka awansowała do wielkiego finału, walcząc o swój drugi tytuł w Australii.

naomiosaka/Instagram

Przed finałem to Japonka była jednoznacznie wskazywana jako faworytka. Osaka trzykrotnie sięgała po tytuł Wielkiego Szlema (2 razy w US Open i raz Australian Open), więc wie jak radzić sobie z presją takiego spotkania, a dla Brady była to całkowicie nowa sytuacja. Pierwszy set był wyrównany, zdawało się, że być może będzie potrzebny tie-break. Nic z tego. Japonka niespodziewanie wygrała pierwszego seta, wykorzystując kilka pomyłek Amerykanki i wygrała pierwszą partię. W drugiej Osaka weszła na najwyższe obroty, deklasując swoją rywalkę. Zdobyła swój drugi tytuł w Australii.

Jak radzili sobie Polacy?

Wzrok Polaków był skierowany oczywiście na Igę Świątek. Nastolatka z Raszyna awansowała pewnie do czwartej rundy, po drodze eliminując Arantxe Rus (6:1, 6:3), Camilę Giorgi (6:2, 6:4) i Fionę Ferro (6:4, 6:3). Na tym etapie na Polkę czekała znana jej Simona Halep. Mistrzyni French Open zaprezentowała się bardzo dobrze, objęła prowadzenie w spotkaniu. W następnych dwóch setach Iga popełniła niestety zbyt dużo niewymuszonych błędów. Świątek nie powtórzyła wyniku z Paryża, gdy pokonała Halep. Jednak zaprezentowała się bardzo solidnie.  Iga jest jeszcze młodą tenisistką i nie wolno oczekiwać od niej, aby wygrywała każdy turniej Wielkiego Szlema. Cieszy to, że zaprezentowała się dobrze, a jej wyniki i postawa na korcie rokują bardzo pozytywnie.

Hubert Hurkacz był naszą największą singlową nadzieją wśród mężczyzn. Wrocławianin w pierwszej rundzie trafił na Szweda — Mikaela Ymera. Niestety, Polak przegrał po pięciosetowym boju (6:3, 3:6, 6:3, 5:7, 3:6) i tym samym odpadając z turnieju na wczesnym etapem. Hurkacz musi zastanowić się ze swoim sztabem, czemu nie idzie mu w Wielkich Szlemach. Wiadomo, że ma talent i możliwości, aby spokojnie dobijać się do czołówki.

Kamil Majchrzak również pożegnał się w pierwszej rundzie. Przegrał z Miomirem Kecmanoviciem 2:6, 4:6, 3:6.

W rywalizacji debla wśród mężczyzn w pierwszej rundzie odpadł Hurkacz wraz z Kanadyjczykiem Felixem Augerem-Aliassimem. Przegrali oni z braćmi Skupski (3:6, 2:6). Łukasz Kubot z Wesleyem Koolhofem (Holandia) odpali w trzeciej rudzie z Matthiew Ebdenem i Johnem Patrickiem Smithem (6:7, 5:6)

W mikście Iga Świątek z Łukaszem Kubotem ulegli  w drugiej rundzie z Hayley Carter i Sanderem Gillem (4:6, 1:6).

Pandemia w Australii

Problemem Australian Open była niestety panująca pandemia koronawirusa. Organizatorzy na szczęście postarali się, aby turniej się odbył, ale nie odbyło się bez komplikacji. Pierwszym problemem była izolacja zawodników. Wszyscy, którzy przybyli do Australii musieli poddać się przymusowej kwarantannie. Zawodnicy byli zamknięci w czterech ścianach. Potem po wykryciu przypadku wśród pracowników hotelu, w którym przebywali zawodnicy, to wszyscy goście tego przybytku ponownie musieli się poddać izolacji. Powodowało to, że zawodnicy nie mieli równych warunków. Dodatkowo niektórym przydzielono lepsze zakwaterowanie w luksusowych warunkach, a inni byli zamknięci w niewielkich pokoikach.

Organizatorzy zdecydowali się wpuścić publiczność na trybuny. Pierwsze rundy były rozgrywane razem z kibicami, co było wspaniałym doświadczeniem. Niestety kibic dzisiaj jest przyzwyczajony do pustych trybun. Niestety i ta sielanka się skończyła. W stanie Wiktoria, gdzie leży Melbourne przekroczono próg zakażeń i zabroniono na pięć dni zgromadzeń. Obserwatorzy Australian Open byli świadkami kuriozalnej sytuacji. Gdy w Melbourne 13.02 dochodziła północ to organizatorzy kazali opuścić kibicom trybuny, mimo trwających wciąż na kilku kortach spotkań.  Na szczęście po pięciu dniach ponownie wpuszczono fanów na korty. Fantastycznym widokiem było oglądanie finałów przy zapełnionej w 85% (takie były pandemiczne restrykcje) Rod Laver Arenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *