Wśród nocnej ciszy – kobiety z obrzeży

fot. Wikimedia Commons

„Dear girl, you will be believed, dear girl we will hear you, dear girl we will see you, we will stand by you” 

Aija Mayrock „Dear Girl”


Równość to piękne słowo. Jej zadaniem jest zniwelowanie różnic spowodowanych wykształceniem, miejscem pochodzenia, kolorem skóry, płcią. Artykuł 33. Konstytucji RP mówi o równości kobiet i mężczyzn w sferze rodzinnej, politycznej, gospodarczej, a także społecznej. Piękne słowo, szlachetny zapis. Jak to wszystko ma się jednak do rzeczywistości?

„Napisz do mnie, jeśli cała dojedziesz do domu”

Niech wstanie pierwsza kobieta, która nigdy nie dostała takiej wiadomości. W momencie wsiadania do autobusu, pociągu, SKM-ki. A można by pomyśleć, że w środkach komunikacji miejskiej jesteśmy bezpiecznie. To przecież dotarcie do nich sprawia największy problem. Niestety, nic bardziej mylnego. W autobusach czy pociągach jesteśmy tak samo narażone na atak, jak w drodze do nich. Przykładem jest, chociażby historia zdarzenia, do którego doszło w autobusie w New Delhi w 2012 roku. Gdzie 6 mężczyzn, włączając w to kierowcę, zgwałciło i zamordowało 23-letnią Jyoti Singh. Pijani, agresywni mężczyźni, ataki słowne. To tylko wybrane przykłady tego, czego doświadczają kobiety w komunikacji miejskiej. Dorosłe, ale nie tylko.

„Dziewczyny nawet kwiatkiem” 

Martyna od małego mieszka w mieście pod Gdynią. Kiedy miała 6 lat, mama zabrała ją do sklepu. Jechały autobusem. Dziewczyna nie mogła wtedy podejrzewać, że ta wyprawa zmieni aż tyle.

Południe. Ludzie z drugiej zmiany jechali do pracy. Autobus do Gdyni był praktycznie pełny. Nie panował ścisk, ale większość miejsc było zajętych.

– Moja mama siedziała przy oknie, a ja od wejścia. Od początku podróży razem z nami w autobusie był pijany mężczyzna. Stał w miejscu, gdzie swoje wózki mogą przypinać osoby niepełnosprawne – wspomina.

Od początku zaczepiał Martynę. Nie jest w stanie przypomnieć sobie dokładnie, co do niej mówił. To, co pamięta jednak bardzo wyraźnie to paraliżujący strach. Strach 6-letniej dziewczynki.

– Po prostu się bałam. Byłam mała, nie wiedziałam, o co mu chodzi. Przez całą podróż mnie zaczepiał pomimo tego, że moja mama mówiła, żeby się odczepił – opowiada.

W pewnym momencie mężczyzna nagle do niej podszedł i złapał za ramię. Wtedy struchlała. Całe szczęście inny pasażer szybko zareagował, agresor został wyrzucony z autobusu i rozpłynął się w tłumie ludzi. Prawdopodobnie na drugi dzień zapomniał o całym zajściu i małej, przerażonej dziewczynce, która miała zapamiętać jego dotyk na bardzo długo. Ta dziewczynka jest teraz dwudziestoletnią kobietą i kiedy mówi o tej sytuacji, trzęsą jej się ręce. To przeżycie zmieniło jej sposób postrzegania świata. W szczególności kiedy zostaje z nim sam na sam, podczas wieczornej drogi do domu.

Martyna nie znosi wychodzić po zmroku. Najgorsze jest dla niej przechodzenie pod wiaduktem i przy parku. Kiedy musi to zrobić, zawsze do kogoś dzwoni, chce mieć „w razie czego” kontakt z drugą osobą. Mimo że kocha muzykę, ścisza ją podczas powrotu do domu. Odwraca się, skręca w inne ulice, przypomina sobie, jak tata uczył ją trzymać pięści, jak uderzać, żeby bolało. Nie ufa. Nie może sobie na to pozwolić. W naszym świecie łatwo skrzywdzić kobietę. Zbyt łatwo.

– Ten mężczyzna zaburzył moje poczucie bezpieczeństwa. Zrobił to jednym prostym gestem, przy masie ludzi – mówi Martyna. – Co stoi na przeszkodzie innym, żeby to zrobić, zwłaszcza w nocy. 

To, jak takie przeżycie potrafi rzutować na psychikę, jest przerażające. Doświadczenie z dzieciństwa w zestawieniu z zakorzenionym strachem o swoje bezpieczeństwo nocną porą tworzy mieszankę wybuchową. Zastanawiam się, jak sytuacje podobne do tej, której doświadczyła, wpłynęłyby na jej dalsze życie, gdyby nie żyła w ciągłym strachu. Nie bała się o swoje zdrowie i życie podczas nocnych powrotów. Czy mogłaby głośno słuchać swojej ukochanej muzyki? Bez strachu wejść pod wiadukt? W końcu przestać zaciskać pięści?

Najbardziej boję się mężczyzn

Jesienne popołudnie, nie było szczególnie późno, ale słońce zdążyło już zajść. Laura wracała do domu od swojej przyjaciółki. Przez telefon rozmawiała z koleżanką – Agnieszką. Rozmowa dziewczyn dotyczyła pracy Agnieszki. Sprzedawała znicze na Wszystkich Świętych i chciała podzielić się tym, jak upłynął jej na tym kolejny dzień. Laura na pewnym etapie drogi musiała minąć się z mężczyzną. Nie zwróciła na niego szczególnej uwagi. Był ubrany, jak wszyscy inni w kurtkę i jeansy. Nie wyróżniał się z tłumu. Zbliżali się do siebie i nic nie wskazywało na to, że miał złe intencje.

–Wracałam, jak zwykle tą samą drogą, przez park. Podeszłam do mostku, on szedł z naprzeciwka. Wszystko normalnie. Kiedy był już bardzo blisko mnie, sytuacja diametralnie się zmieniła. Zaczął rozpinać rozporek i okropnie się śmiać. Jedyne co mogłam zrobić to krzyknąć i rzucić się do ucieczki. Pobiegł za mną.

Wbiegła głębiej do parku, zauważyła ludzi z psami i z duszą na ramieniu popędziła w ich stronę. Kiedy mężczyzna zobaczył przechodniów, stanął, by po chwili zniknąć Laurze z oczu. Dziś dziewczyna wspomina ten moment z przerażeniem.

– Cieszę się, że znaleźli się ludzie, którzy odstraszyli tego człowieka. To była najbardziej przerażająca rzecz, jaka mnie spotkała. Wracanie nocą zawsze jest dla mnie straszne. Nieraz byłam zaczepiana, krzyczano do mnie sprośne uwagi. Nieraz widziałam też mężczyznę, który onanizował się w miejscu publicznym, śmiejąc się z osób, które przestraszone uciekały. Po tamtej sytuacji mój strach wzrósł jeszcze bardziej. Boję się, że ktoś mnie napadnie, porwie, czy zrobi mi po prostu krzywdę. Najbardziej boję się mężczyzn. To wszystko jest po prostu przerażające. 

Zarówno Laura, jak i Martyna mieszkają w miejscowościach pod Gdynią. Miejsca, w których doświadczyły tych niezwykle traumatycznych zdarzeń, były publiczne, dobrze oświetlone. Razem z Martyną w autobusie była masa ludzi, Laura całe szczęście trafiła na przechodniów. Okoliczności nie powstrzymały agresorów, ale ratunek całe szczęście nadszedł.

W poduszkę 

Dlaczego zwracam na to uwagę? W Polsce jest ponad 40 tysięcy wsi. Są zamieszkane nie tylko przez mężczyzn, ale także kobiety. Nie we wszystkich są drogi, autobusy, nie wszystkie stać na oświetlenie każdego skrawka przestrzeni publicznej. Niektóre z nas nie mają szansy powiedzieć o tym, co je spotyka. Historie kobiet niemieszkających w dużych miastach rzadziej się przebijają. Są ukrywane, wypłakiwane w poduszkę i zapominane, a koszmar nocnych powrotów dotyczy przecież nas wszystkich. Mówię o tym, dlatego że musimy szczególnie zwracać uwagę na te z nas, które często nie mają szansy się wypowiedzieć. Których krzyki nie są słyszane, toną w hałasie miejskiego życia. A wraz z nimi krzyczące kobiety. Musimy wytężyć słuch i skupić się na ich głosach. Na tym polega siostrzeństwo, na tym polega budowanie bezpiecznej dla wszystkich przyszłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *