„Ja zawsze byłem inny”- rozmowa z Adamem Borodo, pracownikiem naukowym UG

źródło prywatne

Adam Borodo – asystent w Zakładzie Gospodarki Elektronicznej UG i Opiekun Koła Naukowego Elektronicznego Biznesu. Przewodniczący Rady Fundacji Pomerianian’ Students Colation. Przedsiębiorca. Pasjonat rozwoju osobistego. Czego jeszcze o nim nie wiemy?

Jest to mój pierwszy wywiad, więc trochę się stresuję, ale Pan ma duże doświadczenie w wystąpieniach publicznych.

Wystąpienia publiczne to dla każdego trudny temat, ja też miałem z tym problem. Pamiętam moje pierwsze. To była 7 albo 8 klasa podstawówki. Wtedy myślałem, że swoją karierę będę wiązał z polityką albo ściślej z samorządem lokalnym. Startowałem w wyborach do Sejmiku Uczniowskiego Miasta Gdyni…znaczy miałem wystartować. Będąc w samorządzie Szkoły Podstawowej nr 21, poszedłem na spotkanie Sejmiku. Było tam dużo delegatów – uczniów szkół podstawowych i średnich. Miały zgłaszać się osoby, które chciały wystartować w wyborach do prezydium. Jak zobaczyłem ponad 50 głów wpatrujących się w jedną osobę, to dosyć się wycofałem. Okazało się, że wszyscy się zgłosili i potem pojawiło się pytanie kto chciałby wstąpić do komisji skrutacyjnej. Stwierdziłem, że jak już tutaj przyjechałem, miałem wystąpić, a że tak powiem… jednak nie, bo za bardzo się denerwuję, to stwierdziłem „dobra, pójdę do komisji skrutacyjnej”.

Wszyscy kandydaci po kolei przedstawiali swój program wyborczy. I wtedy usłyszałem: „mamy jeszcze jednego kandydata – Adama Borodo”. Automatycznie nogi mi się ugięły, ledwo wstałem i podszedłem do mównicy. Gdy stanąłem przed pulpitem, wszyscy na mnie patrzyli i oczekiwali, że powiem coś mądrego. Strasznie się denerwowałem. Wtedy pomyślałem, że trzeba coś z tym zrobić.. Szukałem szkoleń związanych z  kompetencjami miękkimi, które mogą dotyczyć wystąpień publicznych. . Tak naprawdę problemem nie jest samo wystąpienie, problemem jest zaakceptowanie samego siebie przed grupą. Pamiętam szkolenie Net Vision, którego organizatorem był Parlament Studentów Politechniki Gdańskiej. Tam były wystąpienia przed kamerą i dużo się wtedy nauczyłem. Kompetencje miękkie bardzo mi się spodobały. Potem starałem się ludziom pomóc jak oswoić się z kamerą lub jak po prostu występować publicznie. Tak naprawdę wystąpienia publiczne to jest coś, co bardzo lubię. Jeżeli ktoś się ich boi, to jedyną radą jest ćwiczyć.

Okazuje się, że początkowo myślał Pan o karierze politycznej, a ostatecznie został Pan wykładowcą.

Tak, mi się priorytet zmienił, kiedy udało mi się dostać na uczelnię. Już będąc na uniwersytecie, otworzyłem działalność handlową. W międzyczasie jeszcze jako student, poznając elementy samorządu lokalnego, stwierdziłem, że fajnie byłoby zrobić coś dla ludzi. Nie czułem potrzeby bycia politykiem z zasady samego bycia politykiem, a dlatego by mieć rzeczywisty wpływ na swój mały lokalny ogródek, na tę społeczność, z którą mam kontakt na co dzień. Przez 3 kadencje byłem radnym Rady Dzielnicy Gdynia Śródmieście, a następnie dzielnicy Gdynia Orłowo. W międzyczasie intensyfikowałem swoje działania w samorządzie lokalnym. Pierwszym sprawdzianem były wybory samorządowe, w których startowałem, niestety nie udało mi się dostać. Wtedy polityka była na równi z moją pracą w murach naszej uczelni.

Studia skończyłem w 2009 roku na Wydziale Ekonomicznym UG. Świętej pamięci dr Krefta powiedział, że taką fajną robotę zrobiłem w kole naukowym i samorządzie – zaczynałem w Parlamencie Studentów UG, ale potem zdecydowałem, że więcej zrobię na samym wydziale i byłem w Radzie Samorządu Studentów Wydziału Ekonomicznego. Potem poddałem się pracy w kole naukowym. Pamiętam, jak doktor zadzwonił do mnie po mojej obronie i powiedział, że jest otwarty etat i może chciałbym spróbować. Udało się za drugim razem i w 2011 roku zostałem przyjęty. To było bardzo fajne, połączenie wystąpień publicznych z wnoszeniem czegoś do społeczności. Na pierwsze zajęcia poszedłem bardzo zestresowany, bo sam skończyłem studia 2 lata temu i teraz to ja mam uczyć. Po około 15 minutach byłem w domu, stwierdziłem, że to jest spoko robota. Najfajniejsza jest sama dydaktyka. Kiedy student przychodzi i prosi o rozszerzenie wiedzy lub radę, to czuję satysfakcję. Wtedy myślę, że faktycznie mam wiedzę i coś fajnego do przekazania, a inni są chętni posłuchać.

źródło prywatne

Czy będąc studentem, myślał Pan o pracy nauczyciela akademickiego?

Właśnie nie. Jak byłem studentem, to ta praca wydawała się być ciężka i nie byłem pewien, czy chciałbym to robić. Bycie po drugiej stronie jest trudne, ale też fajne. Mogę kontynuować studia, które bardzo lubiłem i nadal lubię, w sensie ekonomię i biznes elektroniczny. Staram się w tym rozwijać, dużo czytam, bo e-commerce jest bardzo dynamiczną branżą. Staram się budować swoją pozycję – osoby, która wie jak połączyć kropki i może przekazać rzetelną wiedzę. I tak naprawdę fajne jest jak widzisz, że student docenia twoją pracę. Nie staram się być innym człowiekiem, przychodzę na zajęcia i przekazuję wiedzę tak, jak chciałbym, żeby ona była mi przekazana. Bycie po drugiej stronie jest niezwykle fascynujące i oczywiście inne. Nie przychodzę na zajęcia, tylko sam jestem osobą, do której przychodzą inni. Najtrudniejsze jest to, że ty sam musisz ich ocenić.

Biznes elektroniczny, w którym się Pan specjalizuje, jest bardzo dynamiczny i wymaga stałej nauki, również z pańskiej strony. Nawiązując do tego, chciałam dowiedzieć się, jak idzie doktorat?

Zawsze mówię, że nie ma rzeczy niemożliwych, a dla mnie akurat jedna niemożliwa rzecz to moja rozprawa doktorska, oczywiście żartuję. Dziękuję, że Pani pyta, jest już właściwie na ukończeniu. Mam nadzieję, że w lutym uda mi się ją oddać do recenzji. Co będzie, to będzie. Badam wpływ społeczności social mediów na sprzedaż przedsiębiorstw. Doktorat to dla mnie swego rodzaju temat tabu, ale już prawie stawiam kropkę nad i.

Był Pan zaangażowany w działalność Koła Naukowego Elektronicznego Biznesu jako członek, a obecnie jako opiekun. Jak bardzo zmieniło się jego funkcjonowanie na przestrzeni lat?

Tak naprawdę jeśli miałbym spojrzeć na to, co było kiedyś między 2004 a 2009, a tym, co jest teraz między 2011 a 2020, to widzę, że niektórym się nie chce, albo nie widzą możliwości, jakie daje im dodatkowa aktywność poza nauką. Kiedy ja byłem studentem, to te wszystkie organizacje pozwalały zbudować doświadczenie, sieć kontaktów. Jeśli chodzi o sam KNEB, to pamiętam, że jak byłem studentem, to co roku mieliśmy dużą konferencję „Czas na E-biznes”. Spotkania były otwarte dla szerokiej publiczności, zawsze mieliśmy pełną aulę, osób chętnych wysłuchać wystąpień. Wyjeżdżaliśmy też na tygodniowe obozy – „Czas na e-biznes na sportowo”. W skrócie – w ciągu dnia aktywności sportowe, a wieczorem wspólna dyskusja na temat e-biznesu. Sami szukaliśmy możliwości i w większości sami za nie płaciliśmy. Chcieliśmy po prostu zainwestować we wspólne doświadczenia, wspomnienia. Największa różnica polega na tym, czy się po prostu chce.

Nawiązując do samych relacji – w wyniku pandemii studenci musieli ograniczyć swoją integrację. Całe nauczanie odbywa się w trybie online. Jak Pan się w tym odnajduje?

Na początku 10 marca pomyślałem – no spoko. Myślałem, że lock down potrwa 2-3 tygodnie, a tu się nagle okazało, że zmuszeni byliśmy przesiedzieć cały semestr przed komputerem, potem obecny i może się okazać, że semestr letni również spędzimy przy komputerach. Mam pewien dysonans całości, z jednej strony fajnie, bo mówię swoim studentom o narzędziach do współpracy i tutaj teamsy są świetnym przykładem, można się w rzeczywistości nauczyć. jego wykorzystania. Dla mnie było okey przez 2 miesiące, a potem zaczynało brakować interakcji, kontaktu wzrokowego, niestety nie wszyscy chcą włączać kamerki i patrzysz na pulsujące kółka. Ja rozumiem, z czego to wynika, siedzimy na kanapie w piżamie, w wygodnych ciuchach w zaciszu swojego pokoju i uczestniczmy w ograniczonym zakresie. Miałem taką sytuację w semestrze letnim, że student biegał po lesie, jak zadałem pytanie to zgłosił się do odpowiedzi. Uczestniczysz, angażujesz się i przy okazji robisz coś innego mi to w ogóle nie przeszkadza. Dla mnie, jako dla osoby otwartej, bycie i siedzenie cały czas przy kompie i kamerce zaczyna się robić powoli męczące.

Szczególnie gdy zajęcia są od rana do wieczora.

Dokładnie tak. Najgorszy jest brak interakcji. Kiedy jesteś na zajęciach, pytasz, patrzysz w oczy, można się pośmiać. Ja wiem, że mam czasem żenujące żarty prowadzącego, ale interakcja jest najbardziej istotna. Ty masz zaciekawić słuchacza, musisz przekazać wiedzę, ale możesz to zrobić w taki sposób, żeby osoby były zaangażowane  i chciały chłonąć widzę.

Ma Pan teraz więcej czasu czy mniej?

To jest złudne, bo wydawałoby się, że nie tracisz czasu na dojazd na uczelnię, ale teraz czasu jest mniej, bo jesteś dostępny niemal 24 godziny na dobę. Zajęcia się odbywają tak, jakby się odbywały, obowiązków jest tyle, ile było, a nawet czasem trochę więcej, bo trzeba spiąć różne elementy organizacyjne, które trzeba z tego elementu stacjonarnego przenieść w online, więc to też wymaga dużego nakładu pracy. Więc czasu nie mam dużo, ale to nie jest tylko związane z samą uczelnią. Robię też inne rzeczy, tylko po to, żeby nie pisać doktoratu (śmiech). Nie no, oczywiście żartuję. Nie lubię siedzieć, a mam teraz momenty, że siedzę przed komputerem od rana do wieczora non stop.

źródło prywatne

Mimo wszystko znajduje Pan czas na różne aktywności i tutaj pojawia się temat Luźno Przy Kawie. Skąd pojawił się pomysł na współtworzenie podcastu?

To nie umknie żadnemu studentowi – śmiech. Ja tego nie rozgłaszam, ale fajnie, że dochodzi dalej. Szukałem narzędzia w Internecie, które pozwoli mi wyrazić swoją opinię, bo jak pani już wie, ja uwielbiam gadać. Zgadałem się z Michałem – współprowadzącym, z którym od rozmowy przy kawie wyszło, że on też lubi podcasty. Podcast daje możliwość pójścia dalej niż YouTube i wyrażenia czegoś więcej, bo trafiasz do zupełnie innej grupy odbiorców. Poza tym podcasting w Polsce się dopiero rozwija i rośnie w siłę, to widać. Więc pomysł na podcast pojawił się, bo chciałbym pogadać o e-commerce, o tym co mnie interesuje i może są osoby, które również chciałyby tego posłuchać. Stwierdziłem, że skoro uczę e-biznesu, to może spróbować go ugryźć z drugiej strony i przekazać coś więcej. I to jest fajne, że można wyrażać swoją opinię, ktoś inny to odbiera i docenia, a ja mogę wykorzystać swoje gadulstwo. To też pozwala mi się odciąć.

Skoro jesteśmy już przy temacie resetu i czasu wolnego. Jakie są Pana zainteresowania poza tymi naukowymi?

Pytanie jest trudne, bo mógłby powiedzieć, że zbieram znaczki, które zbierałem jak byłem mały -śmiech- a teraz tego nie robię. Hym… znaczy, ja mam dwójkę super dzieciaków. Oczywiście dzieci nie są moim hobby, ale kiedy mogę usiąść i być z nimi, to jest to moment, w którym robię coś dla siebie, odpoczywam. Poza tym czasem gram w squasha, a na drugi dzień się nie mogę ruszać. Chodzę też na basen z dziećmi. Znaczy, ja stoję w wodzie przez pół godziny, a dziecko robi inne ćwiczenia, no ale tak to bywa. Więc to, że mogę spędzić czas w gronie rodziny jest fajne, a w tym momencie nawet najważniejsze.

Szczególnie teraz, gdy zbliżają się święta i panuje taka rodzinna atmosfera. Widzę, że Pan jest już w świątecznym nastroju.

Wszyscy się ze mnie nabijają. Ja codziennie mam inną opaskę na głowie. Lubię ten klimat świąteczny, przedwczoraj miałem choinkę, wczoraj – rogi, a dzisiaj łańcuch choinkowy z bombkami. Mnie to odpowiada, ja zawsze byłem inny. Na szkoleniach z kompetencji miękkich mówię, że trzeba znaleźć samego siebie, zaakceptować to i nie przejmować innymi osobami. Gdybym był na uczelni, to też pewnie ubrałbym „ulgy christmas sweater” i opaskę, i nie przejmowałbym się tym, co inni mówią. Oczywiście, kiedy jest okazja i muszę ubrać garnitur i krawat to bez problemu to zrobię.

Plany na przyszłość?

Planów jest zawsze bardzo dużo. Niektórzy mówią górnolotnie „żyjmy dniem”, ale tak naprawdę robimy coś w jakimś konkretnym celu. Moimi planami na przyszłość jest to, żeby wyłożyć przedmiot tak, żeby studenci nadal byli zadowoleni, żebym skończył to, co mam do skończenia. Planuję z rozsądkiem na potrzeby tego, co jest teraz obecnie. Na tę chwilę zakończyć dobrze semestr, dać dobrą wiedzę studentom i oddać swoją rozprawę doktorską.

Tym pozytywnym akcentem możemy zakończyć. Dziękuję za rozmowę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *