Love of his life, czyli Freddie Mercury i miłość do kotów

źródło: pinterest.com

Niesamowity talent, wielka charyzma, szalone stroje, kontrowersyjny styl życia, to określenia, które przychodzą na myśl, ilekroć ktoś wspomina Freddiego Mercury’ego. Jest on bez wątpienia ponadczasową ikoną, której twórczość przyczyniła się rewolucji w świecie rocka. Zapamiętany został, jako jeden z najlepszych frontmanów w historii. Jego występy oprócz popisu możliwości wokalnych, były także pokazem mody i spektaklem teatralnym, w którym to on grał pierwszoplanową rolę. Prywatnie, przez całe życie, pozostawał ogromnym fanem kotów i  poświęcał im każdą wolną chwilę.

Wieloletni przyjaciel Freddiego Mercurego, Brian May, w wywiadzie dla „The Daily Telegraph” z 2011 r. polemizował z wszechobecnie kojarzonym, kapryśnym i wyniosłym wizerunkiem wokalisty zespołu Queen. Powiedział, iż w bliskich relacjach pozostawał on osobą, która godziła skłócone strony. Mało kto znał go bardzo dobrze, ponieważ był raczej wycofany i nie szybko ufał ludziom. Wbrew pozorom często odczuwał samotność. Był człowiekiem wyjątkowym, nierozumianym przez społeczeństwo, zbyt wrażliwym, niż chcieliby tego inni. Był imigrantem, który musiał udowodnić, że jest warty więcej, niż myślą rodowici Brytyjczycy. Był synem, który nie chciał spełnić oczekiwań rodziców, ryzykantem, który upierał się przy swojej wizji brzmienia zespołu. Freddie Mercury bez wątpienia zawsze chodził własnymi ścieżkami i może właśnie dlatego tak bardzo ukochał koty.

Peter Freestone, wieloletni współpracownik Mercury’ego, powiedział „The Washington Post”, iż artysta traktował koty niczym członków rodziny. Z kolei Jim Hutton,partner muzyka, napisał we wspomnieniach, że były one dla Freddiego jak własne dzieci. Wokalista Queen poświęcał swoim zwierzętom masę uwagi i zapewniał możliwie najlepsze warunki życia. Przez 45 lat posiadał 10 kotów. Większość z nich pochodziła ze schronisk lub była adoptowana w szpitalach weterynaryjnych, których nie było stać na leczenie bezdomnych zwierząt. Często dochodziło więc do sytuacji, w których Freddie zwyczajnie ratował im życie.

Źródło: pinterest.com

Źródło: pinterest.com

Źródło: pinterest.com

Kiedy Mercury był w związku z Mary Austin, posiadał dwa koty, którym nadano imiona Tom i Jerry. Według wspomnień ludzi z jego otoczenia, miał do nich dzwonić z hotelu, ilekroć był w trasie. Telefony miały być wyrazem troski, czy aby na pewno Marry dobrze się nimi opiekuje i niczego im nie brakuje. Scena wzorowana na tych wydarzeniach znalazła się w filmie biograficznym o zespole Queen – „Bohemian Rhapsody”, który swoją premierę miał 24 października 2018 r. Pozostałe koty, które zajęły bardzo ważne miejsce w życiu jednego z najbardziej rozpoznawalnych artystów w historii, nazywały się: Dorothy, Tiffany, Delilah, Goliath, Lily, Miko, Oscar i Romeo. Freestone powiedział kiedyś również, iż tylko ukochanym zwierzętom Freddie był w stanie wybaczyć każdą szkodę wyrządzoną w domu, bez względu na to jak wartościowy był zniszczony przedmiot.

Źródło: pinterest.com

Przy tworzeniu ostatniego albumu z Queen, Freddie spędzał bardzo dużo czasu ze swoimi kotami, ze względu na postępującą chorobę. Jednemu z nich, który miał być jego ulubieńcem, dedykował także słowa utworu „Delilah”. Znajduje się on na wydanym w 1991 r. albumie „Innuendo”. Kot zostaje nazwany tam „oczkiem w głowie”, a jego właściciel mówi, iż kocha go nawet gdy jest humorzasty, bo nikt go tak nie uszczęśliwia. „Koci motyw” pojawia się przy okazji tej samej płyty po raz drugi, jednak już nie w tekście, a teledysku do piosenki „These Are the Days of Our Lives. Jego premiera miała miejsce w 45. urodziny Mercury’ego, 5 września 1991 r. Jest to ostatnie nagranie z udziałem Freddiego przed śmiercią, które kończy się wyszeptanymi słowami „I still love you”. Wokalista pojawia się w nim w kamizelce z wizerunkami kotów, projektu Diany Moseley, która przeszła do historii zarówno muzyki jak i mody.

Koty zajmowały bardzo ważne miejsce w życiu Freddiego, na każdym z jego etapów. Były pierwszymi słuchaczami jogo utworów, tworzonych w domowym zaciszu, oraz pocieszycielami, kiedy czuł się samotny. Myślę, że to były bardzo piękne relacje, które ukazują ogromną wrażliwość artysty – nie tylko na sztukę, czy ludzi, ale także na los zwierząt. Mercury, wybierał koty porzucone i chore, aby całkowicie zmienić ich życie i zapewnić im zasłużoną miłość. Może jego postawa stanie się dla kogoś inspiracją, aby zamiast kupować pupila, wybrać opcję adopcji. Zima to bardzo trudny czas dla schronisk, a do tego ze względu na trwającą pandemię coraz mniej osób decyduje się na przygarnięcie czworonoga.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *