Dwugłos Trójmiejski #12 Status quo utrzymany

Lechia utrzymała przewagę nad Legią, Arka zremisowała w Szczecinie | fot. sportsbetting.com11

Przedostatnia kolejka fazy zasadniczej Ekstraklasy nie zmieniła sytuacji na szczycie tabeli. Po wygranej z Lechem Poznań, Lechia Gdańsk dalej ma trzy punkty przewagi nad Legią Warszawa. Blisko pierwszego zwycięstwa od kilku miesięcy była Arka – w Szczecinie, po dobrym występie i emocjonującym meczu, stracili decydującego gola w końcówce i ostatecznie podzielili się punktami z Pogonią. Zapraszamy na Dwugłos Trójmiejski.

Maciek Golec:

Mecz Lechii z Lechem był dla gdańszczan trzecim w ciągu ostatnich ośmiu dni. Do tego, w środę czeka ich półfinałowe starcie Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, a w sobotę zmierzą się z Cracovią. Intensywność ta zmusiła Piotra Stokowca do oszczędzenia niektórych zawodników. Podczas meczu z „Kolejorzem”  na ławce usiadł m.in. Flavio Paixao, a jego miejsce w wyjściowym składzie zajął Artur Sobiech. Jak się później okazało, trener miał niezłego nosa, bo to właśnie były napastnik Darmstadt zapewnił biało-zielonym trzy punkty. Lechia od początku zdecydowanie zaatakowała rywala, czego jednym ze skutków była wspomniana bramka. Lider był konkretniejszy w ofensywie i skuteczny w defensywie dzięki żelaznej dwójce Nalepa-Augustyn, która z powodzeniem neutralizowała zagrożenie ze strony gości. Podopieczni Dariusza Żurawia nie oddali nawet celnego strzału na bramkę Dusana Kuciaka. Słowak zanotował tym samym 15. czyste konto w sezonie.

Kibice w Gdańsku mogli się cieszyć z powrotu na boisko długo kontuzjowanego Patryka Lipskiego, który wniósł sporo kreatywności do środka pola. Kolejne dobre spotkanie rozegrała para stoperów, a ponownie w zdobytą bramkę zamieszany był Błażej Augustyn. Rosły defensor, asystując spektakularną przewrotką, potwierdził, że wyrasta na pierwszoplanową postać tego zespołu. Martwić może jedynie postawa Konrada Michalaka. 21-latek już nie pierwszy raz wyróżniał się w Lechii w sposób negatywny. Raziła w oczy niecelność jego podań, czego w żaden sposób nie nadrabiał ani dryblingiem, ani wykańczaniem akcji. Cierpliwość do jego występów powoli wśród gdańskiej publiczności się kończy.

Mimo kilku istotnych zmian w składzie, tj. braku Łukasika, Nunesa, czy Flavio Paixao, jakość piłkarska Lechii wcale się nie zmniejszyła. Piotr Stokowiec, zmuszony do rotacji na skutek wymagającego terminarza, nie musi obawiać się o drastyczny spadek formy, czy braki na którejś z pozycji, co będzie bardzo istotne w kontekście walki o mistrzostwo Polski. Zwycięstwo nad Lechem praktycznie zapewniło gdańszczanom pozycję lidera po fazie zasadniczej i przybliżyło o kolejny krok do upragnionego celu. Tylko kataklizm sprawi, że mogące decydować o mistrzostwie Polski spotkanie z Legią w fazie finałowej, odbędzie się nie w  Gdańsku, a stolicy.

Mateusz Hawrot:

Jeszcze niedawno można było się spodziewać, że Arka pojedzie do Szczecina na mecz z Pogonią w roli totalnego outsidera. Choć niezła gra i wywalczony remis w derbach Trójmiasta wlał trochę nadziei w serca żółto-niebieskich kibiców, to dalej spotkanie na Pomorzu Zachodnim uchodziło za niezwykle trudne. Niemal nic nie przemawiało za gdynianami – ani fatalna passa meczów bez zwycięstwa w lidze, ani bardzo słaby bilans bezpośrednich starć z „Portowcami”. Pogoń to przeciwnik, który zdobywcom Superpucharu Polski wyjątkowo nie pasuje i zazwyczaj łatwo inkasuje w pojedynkach z Arką trzy punkty. Tym razem przyjezdni postawili faworyzowanym szczecinianom trudne warunki i byli bardzo blisko upragnionego triumfu.

Pierwsze kilkanaście minut meczu nie zapowiadało nadchodzących ogromnych emocji. Kibiców z marazmu wyrwał nagły gol dla Pogoni po dośrodkowaniu, a jakże, z rzutu rożnego. Nikt w lidze nie stracił tyle bramek po stałych fragmentach gry co Arka. Trafienie gospodarzy podziałało mobilizująco na arkowców. Dość szybko po świetnej akcji i dograniu rezerwowego Tadeusza Sochy wyrównał Marko Vejinović, a w drugiej połowie żółto-niebiescy dwukrotnie wychodzili na prowadzenie. Najpierw po pięknym uderzeniu Macieja Jankowskiego, a później po skutecznym strzale głową Adama Dei. Wynik 3:2 na kilkanaście minut przed końcem wskazywał, że cel – trzy punkty – jest bardzo blisko. Podopieczni tymczasowego trenera Grzegorza Witta dali sobie jednak wbić gola w końcówce. Zawodnik Pogoni, pomimo asysty kilku rywali, w tym wysokiego Christiana Maghomy, zdołał pokonać Pavelsa Steinborsa. Powtórki pokazały, że strzelec bramki raczej faulował obrońcę Arki przy wyjściu na pozycję, ale sędzia nie cofnął swojej decyzji.

Pomimo kolejnego meczu bez kompletu punktów, piłkarze Arki znów zaprezentowali się na dobrym poziomie. Można założyć, że gdyby grali tak od początku bieżącej rundy, nikt o spadku nawet by nie myślał. Duże znaczenie dla układu tabeli będzie mieć najbliższe domowe spotkanie z Miedzią Legnica, kończące fazę zasadniczą. W razie wygranej, arkowcy zajmą najprawdopodobniej 12. lokatę, co pozwoli im zagrać w rundzie finałowej cztery mecze u siebie i doda pewności przed decydującymi siedmioma meczami. Zespół niemal na pewno poprowadzi nowy szkoleniowiec – Jacek Zieliński, były opiekun m.in. Lecha i Cracovii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *