„Super luz i już, setki bzdur i już, to nie ja…”

FB

fot. Birgerking

Nie „lajkują”, nie „szerują”, a jednak istnieją. Ba, mają przyjaciół i bogate życie towarzyskie. Szkopuł w tym, że jest ich coraz mniej. Facebook ma już przeszło miliard użytkowników na świecie, w tym 7,5 mln w samej Polsce. Oni jednak nie zamierzają ulec ekspansywności najbardziej popularnego portalu społecznościowego. Zgodnie twierdzą – ich własne życie w zupełności im wystarcza. 

Brak intonacji i informacji

Marta to 19-letnia studentka medycyny, która przez brak konta na Facebooku czasami czuje się wykluczona ze społeczeństwa, ale jak sama podkreśla  nie zdarza się to często i wiąże się z prostym faktem, że omijają ją pewne informacje. – Chodzi mi o zapraszanie na imprezy przez Facebooka. Gdy ktoś organizuje spotkanie, wybiera ludzi spośród znajomych na tym portalu. Prowadzi to do paradoksalnych sytuacji: dowiaduję się przez przypadek o imprezie, na którą wiem, że byłabym zaproszona, gdybym miała Facebooka i nie wiem, czy przychodzić, niejako się wpraszając… – wyjaśnia Marta.

Niemałym problemem jest załatwienie spraw studenckich. Przesyłanie tekstów, pomocy naukowych czy zapisy na egzaminy – wszystko to studenci organizują przez Facebooka. Dlatego Marta i jej koleżanka, która także nie ma konta na portalu, za każdym razem muszą przypominać, by informacje pojawiły się także na grupowym mailu.

Ze znajomymi Marta dużo rozmawia przez telefon. I choć nie uważa tego za najlepszy sposób komunikacji, wciąż twierdzi, że jest on bogatszy, niż konwersacja pisana, bo wiele można przekazać przez samą intonację.

net addict

fot. Daniel Conway

Przyjaciele namawiają ją do założenia konta na Facebooku, ale Marta wie, jak by się to skończyło: bez przerwy oglądałaby zdjęcia, czytała, co kto napisał, czatowała ze znajomymi. A tak, jeśli rzeczywiście chce wiedzieć co u kogoś słychać, dzwoni do tej osoby lub się z nią spotyka. – I nie zawracam sobie głowy tym, co działo się na imprezie koleżanki znajomej chłopaka, którego widziałam raz w życiu i to 2 lata temu – śmieje się Marta.

Facebook uzależnia

Agnieszka jest jedną z nielicznych przedstawicielek płci pięknej na wydziale elektrotechniki Politechniki Gdańskiej. Kontakt ze znajomymi utrzymuje drogą telefoniczną i mailową, czasami poprzez Skype’a. Jak sama twierdzi, zdarza się, że znajomi rozmawiają o czymś, co miało miejsce na Facebooku, a ona, jako niewtajemniczona, nie jest w stanie się wypowiedzieć. W większości przypadków ktoś jej wyjaśnia o czym mowa.

Agnieszka nie planuje założyć konta na Facebooku. Według niej ten portal uzależnia  społeczeństwo i zamiast umacniać – ogranicza kontakty międzyludzkie. – Zauważyłam, że niektórzy nie potrafią normalnie podejść i zagadać, nie mają także potrzeby poznawania osób podczas rozmowy, bo sporo już wiedzą z Facebooka i to im wystarcza – dodaje Agnieszka.

Nie potrafią się przywitać

Gosia pochodzi z Piły, gdzie pracuje jako barmanka. Otacza się przyjaciółmi i znajomymi, z którymi utrzymuje osobisty i telefoniczny kontakt. Twierdzi, ze Facebook nie jest jej do niczego potrzebny. – Osoby, które prześcigają się w liczbie znajomych, a w rzeczywistości znają tylko 10% z nich, zdecydowanie mnie nie interesują – podkreśla.

Gosia nie czuje, żeby coś ją omijało. Pracuje w miejscu publicznym, gdzie to spotyka bardzo wielu ciekawych ludzi, z którymi ma sposobność rozmawiać na wszelkie tematy. – Artyści ze sceny muzycznej, fotograficy, czy nawet pisarze – wylicza. Informacje o wydarzeniach, które odbędą się w Pile, docierają do niej między innymi właśnie w pracy, gdzie zresztą część z nich się odbywa. – Na przykład koncert na zakończenie Music Festiwal and Master Class, podczas którego grali muzycy z Chin – dodaje Gosia.

Przez pewien czas miała konto na Facebooku, jednak ze względu na charakter swojej pracy otrzymywała mnóstwo zaproszeń od osób, których tak naprawdę nie znała, w związku z czym usunęła profil. – Niektórym wydaje się, że skoro raz kogoś widzieli i zamienili kilka zdań, to już są znajomymi na portalu. A jak mijają cię na ulicy, to nie potrafią się przywitać – uściśla.

Gosia nie jest wrogiem Facebooka. Podkreśla, że dzięki temu portalowi można odszukać wielu znajomych z dawnych lat i odświeżyć relacje, czy wręcz znaleźć miłość. – Na Facebooku logują się ciekawi ludzie, pokazują swoje prace, dzielą się dobrą muzyką. I to właśnie ta strona portalu mnie interesuje, żadna inna – podkreśla Gosia.

Żonę poznałem w realu

Karol to 23-letni, żonaty student Administracji, pracujący w wolnych chwilach w Biedronce. Jak sam wymienia: nie używa Tweetera, nie wrzuca zdjęć na Instagram i nie korzysta z Google +. – Brak konta na Facebooku nie utrudnia mi życia. Żonę poznałem w realnym świecie, a Sylwestra udało nam się zorganizować, pomimo tego, iż zapisy odbywały się poprzez wydarzenie na tym portalu – tłumaczy.

Karol podkreśla, że ceni swoją prywatność i nie odczuwa potrzeby „szerowania się” każdym wydarzeniem z życia. – Samo pytanie „O czym teraz myślisz?” nasuwa mi tylko jedną odpowiedź – A co Ci do tego?. (Pytanie wyświetla się na stronie głównej Facebooka – przyp. aut.). Przyznaje, że nie interesuje go co, gdzie i kiedy zrobili jego znajomi. – Czasami zastanawia mnie o czym ludzie mogą jeszcze rozmawiać, skoro wszystkim wymienili się na ścianie, wszystko już przeczytali i zalajkowali…

Kontakty ze znajomymi utrzymuje, choć, jak podkreśla, na poziomie zdrowo poniżej norm przyjętych w czasach Facebooka. Według Karola Facebook z założenia nie jest czymś złym, ale należy z niego korzystać z głową, nie tracąc kontaktu z rzeczywistym światem. – Niezrozumiałe jest dla mnie to, do jakiego stopnia ludzie potrafią eksponować swoją prywatność, nie pozostawiając w zasadzie nic dla samych siebie – dziwi się Karol. Ma tu na myśli umieszczanie wszelkich informacji o sobie w publicznym miejscu i oczekiwanie na komentarze ze strony innych użytkowników. Karol uważa, że obecne społeczeństwo trochę się pogubiło w tym co jest Facebookiem, co życiem osobistym, a co plotkami z życia celebrytów. – Nie potrafimy rozgraniczyć istotnych dla nas kwestii, dając innym szerokie pole do manipulacji i nadużywania naszego przyzwolenia. Ludzie XXI wieku – doby social media i Internetu – sami biernie przyglądają się swojemu upadkowi… Ale w sumie to może ja jestem dziwny?

Be_Different_by_caniodica

fot. Sachin Kumar

Jakoś funkcjonujemy

Emilia to uzależniona od sportu zabiegana studentka czwartego roku romanistyki. Dzięki  braku konta na Facebooku czuje się wręcz wyjątkowa. – Znajomi wiedzą, że o każdym spotkaniu, które zaplanują na tym portalu, mnie muszą powiadomić osobiście – wyjaśnia. A na brak znajomych nie narzeka. Mocno przywiązuje się do ludzi i jeżeli spotkania z nimi nie są możliwe,  musi choć usłyszeć ich głos. – Nie umiem za to dogadywać się z ludźmi przez Internet. Mimika twarzy, wyraz oczu są mi niezbędne do odczytania emocji drugiej osoby – dodaje. Wszystkie oficjalne sprawy (jak na przykład te związane z uczelnią) załatwia przez maila.

Jej nieobecność w facebookowym gronie nie wiąże się z żadną ideologią czy protestem.  – Modzie na Naszą-klasę też nie uległam. Im mniej moich danych w Internecie tym lepiej – dodaje. Emilia podkreśla, że nie potępia ani nie ocenia negatywnie osób używających portali społecznościowych. – Większość moich znajomych ma konto na Facebooku, aczkolwiek znam osoby, które, podobnie jak ja, także go nie posiadają i jednak jakoś funkcjonują – śmieje się.

Czaru brak

Natalia, mimo młodego wieku (25 lat) ma niezwykle bogaty życiorys: jest lekarzem w szpitalu psychiatrycznym, autorką dwóch prac naukowych i ponad 30 artykułów medycznych. Mieszka w Poznaniu, jest katoliczką, wegetarianką, interesuje się tańcem współczesnym, literaturą i projektuje biżuterię.

– To, że nie mam konta na Facebooku, częściowo traktuję jako protest przeciwko temu portalowi. Mój narzeczony ma fikcyjny profil, czasem z niego korzystam, ale gdy to robię, nie czuję się najlepiej. – wyjaśnia Natalia. Ceni sobie prywatność, nie lubi fałszu – „znajomych”, „lubienia” – przyznaje, że to ją odrzuca.

Jak trafnie zauważyła Natalia, Facebook zdominował świat i niektóre wydarzenia, akcje, promocje najlepiej rozpowszechniane są właśnie na tym portalu. – W zeszłym roku żałowałam, że nie mam profilu, bo pojawiły się ogłoszenia o pracy przy The Body Exhibition. Jak się dowiedziałam, to było już za późno, rekrutacja się zakończyła. Trochę byłam rozżalona, myślałam sobie, że może jednak powinnam się ugiąć i założyć to cholerstwo… – tłumaczy.

Mimo to najbardziej lubi bezpośredni kontakt: patrzeć jak ktoś się rusza, jak się uśmiecha, słuchać jaki ma ton głosu, poprawić komuś włosy, podać rękę. – Lubię badać pacjentów, pociąga mnie taka bliskość, intymność i zaufanie między ludźmi. W Facebooku nie widzę tego czaru – dodaje.

Natalia uważa, że wpływ Facebooka na społeczeństwo jest raczej negatywny, a portale  tworzą fikcję posiadania przyjaciół. – Zamykają ludzi w domach, przywiązują do komputerów, przylepiają ręce do telefonów, każą co chwilę coś sprawdzać, oglądać najnowsze zdjęcia. Oferują kłamstwo, że jest się lubianym, fajnym – bo na tym jednym zdjęciu widać, że wyglądam dobrze, że mam dobre ciuchy i byłam na super imprezie – wyjaśnia Natalia.

Zauważa, że w realnym świecie ludzie często wyglądają mniej atrakcyjnie, nie ważą słów tak jak kiedy piszą, widać jaki mają nastrój. – Relacje ludzkie to jest żywioł, trzeba się czasem z kimś pokłócić, komuś łzę otrzeć, podtrzymać, gdy się potknie…

Dobre narzędzie marketingowe

Kuba jest umuzykalnionym prawnikiem, który przez kilka lat pracował z zespołem muzycznym. – Facebook jest dobrym i tanim narzędziem marketingowym. Gdybym prowadził działalność gospodarczą, jednym z moich pierwszych kroków byłoby właśnie założenie konta na tym portalu – twierdzi. Po przygodach z grono.net i Naszą-klasą zraził się jednak do portali społecznościowych i jest zdania, że nic nie zastąpi kontaktu w realnym świecie.

Kuba nie planuje założenia profilu na tym portalu. Uważa, że dzięki nie posiadaniu tam konta, omija go cała masa niepotrzebnego szumu informacyjnego. – To chyba truizm, że Facebook ma kolosalny wpływ na społeczeństwo globalne, ale przyznam, że trochę przeraża mnie łatwość z jaką, przy pomocy tego portalu, można dokonać medialnego linczu – reasumuje Kuba.

alone

fot. Éole

Ilość, nie jakość

Ula z zawodu jest psychologiem, twierdzi, że społeczeństwo to realni ludzie, a nie ich konta, profile, czy posty. – Myślę, że raczej to te nadużywające Internetu, czy też uzależnione od wirtualnego życia osoby wykluczają się same ze społeczeństwa i prawdziwego życia – zauważa.

Dla Uli Facebook nie jest jedynym ani nawet głównym źródłem informacji o tym co, gdzie i kiedy się dzieje. – Jeśli cokolwiek mnie omija, to tylko te sprawy, które mnie i tak nie interesują, ergo nie zaśmiecam sobie nimi głowy – kwituje. Kontakt z ludźmi i orientowanie się w bieżącym świecie woli organizować sama. – W morzu reklam i fotek z łazienki często te ważne, wielkie sprawy przemykają niedostrzeżone – podkreśla Ula. Zgodnie z zasadą, że co za dużo, to niezdrowo, woli wąskie grono ludzi, z którymi wiążą ją realne przeżycia, niż działania od kilku setek znajomych, z którymi łączyłyby ją tylko „lajki”.

– Myślę, że głównym skutkiem ekspansji Facebooka jest globalne pójście na ilość, zamiast na jakość – dodaje. Ula nie planuje zakładać konta tym portalu, ponieważ dzięki jego nieposiadaniu zyskuje dużo czasu na kontakt z bliskimi oraz kontrolę nad tym, co zajmuje jej myśli. – Na razie facebookowa społeczność nie oferuje mi niczego, czego bym nie dostała od prawdziwego życia – podsumowuje.

Walka z wiatrakami?

Facebook atakuje nas z każdej strony. Większość witryn internetowych część zawartości udostępnia tylko facebookowiczom. Poprzez ten portal firmy zdobywają klientów , a organizatorzy imprez – uczestników. Praktycznie każda sfera życia przenosi się na Facebooka: szukanie pracy, realizowanie pomysłów na życie, zaręczyny. Czy bojkotowanie tego – życia na pokaz, wartościowania osoby poprzez pryzmat liczby „lajków”, zubożenia kontaktów twarzą w twarz – ma sens? Czy też jest to tylko walka z wiatrakami, której uczestnicy skazani są na porażkę i „społecznościową” banicję…? A może Facebook to kolejny krok zbliżający państwo do „rozwiniętego i bogatego zachodu”?

4 lutego Facebook obchodził 10 urodziny. Czy w 2004 roku Mark Zuckerberg stworzył narzędzie ułatwiające komunikowanie się, czy też nowy organ człowieka – internetowy narząd, bez którego niedługo nie sposób będzie funkcjonować…?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *