Nie tak łatwo zostać Amerykaninem – recenzja „I tak cię kocham”

Z polskimi tłumaczeniami zagranicznych filmów bywa różnie. Tym razem trafiło się to z gorszej puli. Jednak pod niezbyt finezyjnym tytułem kryje się jedna, z ciekawszych komedii ostatniego czasu. „I tak cię kocham” to lekkie, ale i dające do myślenia studium nad codziennymi problemami społeczeństw wielokulturowych z wyjątkowo uniwersalnym przesłaniem.

Kumail wiedzie życie w podobnym schemacie jak miliony innych dzisiejszych Amerykanów. Nie może oderwać się od swojego iPhone’a, po godzinach od realizowania się w słabo płatnym hobby dorabia jako kierowca Ubera, czasami robi sobie przerwę na powiększonego burgera z dużymi frytkami i zarywa noce oglądając horrory. Kultura, z jakiej się wywodzi to zupełnie inne uniwersum w stosunku do amerykańskiego trybu życia. Po latach spędzonych w nowej ojczyźnie skutecznie oddalił się od rodzinnych tradycji. W jednym aspekcie jednak wyjątkowo surowa, konserwatywna i bezkompromisowa pakistańska kultura, jakiej wierni są jego rodzice, nie może mu dać spokoju. Staje się wyraźnym brzemieniem, gdy Kumail niespodziewanie poznaje Emily. Kobietę, która dużo namiesza w jego monotonnym życiu.

Pół biedy bowiem, gdy tradycja rodzinna wymaga od Ciebie regularnej modlitwy, restrykcyjnej diety zgodnie z nakazami świętej księgi oraz ambitnego kierunku studiów jak prawo czy medycyna aby nie szargać dumy rodu. Gorzej, gdy zabrania Ci wyboru osoby, z którą chcesz się związać, a trud ten przenosi na Twoich rodziców. Małżeństwa aranżowane to jeden, z najbardziej kontrowersyjnych elementów kultury państw Półwyspu Indyjskiego i okolic. Problematyka wokół tego zagadnienia narasta, gdy zderza się ono ze swobodniejszą kulturą państw zachodnich.

Główna postać filmu to niemal lustrzane odbicie aktora, który ją odgrywa.  W filmowego Kumaila Nanjianiego, członka rodziny pakistańskich emigrantów w USA wciela się… Kumail Nanjiani, syn pakistańskich emigrantów w USA. Po lekturze jego życiorysu można dostrzec wiele punktów zbieżnych z filmowym imiennikiem. Być może właśnie to czyni tę postać tak autentyczną i łatwą w odbiorze.

Na uznanie zasługuje również ukazanie rodziny Kumaila. Całkowicie nie zgadzam się z głosami o powierzchowności obrazu filmowej rodziny Nanjiani. Film w sposób zwięzły i autentyczny przedstawił codzienność pakistańskiej rodziny i jej zwyczajów, która na swój, ale skuteczny sposób zaadaptowała się do amerykańskiej rzeczywistości. Ponadto dobrze rzucił światło na problematykę konfliktu kultur z perspektywy innej, niż tej, jaką widzimy u Kumaila.

Twórcy w uroczy sposób przedstawili rozwój relacji między Kumailem, a rodzicami Emily. Błyskotliwy i przebiegły bohater dobrze, choć nie bez zgrzytów, odnajduje się w relacji z ekscentrycznym małżeństwem.

Akcja filmu dzieje się w sporej większości w Chicago, a miejsca wydarzeń w spójny sposób ze sobą współdziałają. Gdyby nie wspomnienie o mieście akcji pewnie nie domyślelibyście się, gdzie się ona odbywa, gdyż w gruncie rzeczy sceneria amerykańskich metropolii nie jest wybitnie niepowtarzalna.

Podsumowując. „I tak cię kocham” chwyta za serce wątkiem trudnej miłości i walki charakterów. Przede wszystkim jednak w  doskonały sposób rzuca światło na problematykę będącą nieodłącznym elementem codzienności społeczeństw wielokulturowych. Dwugodzinny seans w przystępny i wartościowy sposób przedstawia problem trudny i złożony, o którym wiele dzisiaj słyszymy, każdy ma na jego temat dużo do powiedzenia, jednak mało kto próbuje go zrozumieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *