„Mikołaj i spółka” – świąteczny niewypał

Mikołaj i spółka Święty Mikołaj chwilę przed Bożym Narodzeniem zrezygnował z rozwożenia prezentów, elfy zachorowały na tajemniczą chorobę. Świąteczna katastrofa. Czy w tym roku gwiazdka się odbędzie? Tego możemy się dowiedzieć, oglądając najnowszą świąteczną komedię – „Mikołaj i spółka”.

Kilka dni przed Bożym Narodzeniem elfy produkujące prezenty dla dzieci z całego świata zapadają na dziwną chorobę. Pomóc im może tylko witamina. Święty Mikołaj (Alain Chabat) wyrusza na ratunek swoim pracownikom i z mroźnego Bieguna przenosi się do świata ludzi. W zdobyciu lekarstwa pomaga mu pewna rodzina, która także ma swoje przedświąteczne problemy.

W polskim dubbingu udział wziął m.in. Wojciech Malajkat jako tytułowy Mikołaj. Wybór trochę chybiony. Głos 54-letniego aktora nie pasuje do filmowego Mikołaja, który jest starszy. Drażni to podczas oglądania filmu. Zaskakuje natomiast Śnieżynka (Audrey Tautou). O tym, że jest to głos Sarsy, dowiedziałam się dopiero podczas napisów końcowych. Charakterystyczny głos wokalistki był nie do poznania w filmie, ale z postacią wciąż młodej i pięknej Śnieżynki komponował się idealnie. Był też najbardziej zbieżny z oryginałem.

Filmowi brakuje oryginalności. Nie wystarczy, żeby Mikołaj zamiast czerwonego stroju nosił zielony i poruszał się saniami z alarmem. Potrzeba czegoś więcej. Tymczasem reżyser i scenarzysta, przy okazji też główny aktor – Alain Chabat, posługuje się zużytymi motywami. Świąteczna przemiana złego człowieka, małżeństwo na nowo odkrywające swoją miłość czy dzieci ratujące Święta – to wszystko już było. Alain Chabat przecież potrafi rozbawić widza. Wyreżyserował m.in. film „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra”. Może zawiodło tłumaczenie?

Polskie dialogi niestety nie zachwycają. Zamiast komizmu wynikającego z filmu, mamy śmieszność połączoną z zażenowaniem odbiorców. Oprócz tego dzieci za dużo krzyczą, zwracają się do siebie w chamski sposób. Śnieżynka mówiąca Mikołajowi, żeby „ruszył te swoje cztery litery” to już za dużo. Może Francuzów to bawi. Na polskiej sali kinowej śmiechu nie było słychać.

Nowoczesna muzyka skomponowana przez Matthieu Goneta nie przeszkadza w odbiorze filmu. Bardzo dobrze pasuje do obrazu współczesnego świata, w którym znalazł się Mikołaj. Jest dynamiczna, pasuje do zmieniającej się akcji. Przy tym jest też klimatyczna i wprowadza tę magiczną atmosferę świąt.

Do nastroju świątecznego pasuje też tło, a szczególnie nocne scenerie Paryża, kiedy miasto oświetlone jest tysiącami światełek. Wrażenie robią nocne ujęcia z lotu ptaka. Chociaż nie ma śniegu, a reniferom jest za ciepło, widok przyozdobionego lampkami Moulin Rouge od razu kojarzy się z Bożym Narodzeniem. Mimo to, na moją listę świątecznych klasyków „Mikołaj i spółka” w tym roku  nie trafi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *