Gdy seryjny morderca nuci „Ach, śpij kochanie”

Ach śpij kochanie

W polskim kinie nastała era filmów z gatunku „raczej żałosnych”, które wielokrotnie spływają po widzach beznamiętnie. Spragnieni ambitniejszych produkcji, godnych tych z końca XX wieku powoli tracą nadzieję. I wtem, bez większych marketingowych zagrywek, w cieniu pokoju zwanego polską kinematografią, pojawia się mała wisienka na torcie – „Ach, śpij kochanie”.

Film w reżyserii Krzysztofa Langa jest interpretacją prawdziwej historii polskiego seryjnego mordercy, Władysława Mazurkiewicza. Za scenariusz odpowiadał Andrzej Gołda. Oglądając „Ach, śpij kochanie”, można dojść do wniosku, że polskie kino doczekało się w końcu kryminału na poziomie. Film jest mroczny, intrygujący, wciągający, ale również zabawny i pokazujący smutną rzeczywistość, pełnego krętactw, PRL-u. Widz jest stopniowo wprowadzany w śledztwo i karta po karcie odkrywa kolejne, zaskakujące fakty. Porównując historię oprawcy, którą przedstawiają rozmaite źródła z internetu, z historią przedstawioną na dużym ekranie można dojść do wniosku, że wiele wątków było naciąganych dla stworzenia bardziej efektownej opowieści. Niemniej jednak scenariusz filmu nie zawodzi i jest dopracowany, lekkim krokiem przenosi nas w świat PRL-owskiego Krakowa, z lat 50’tych.

Niewątpliwie najmocniejszą stroną „Ach, śpij kochanie” jest nienaganny dobór aktorów. Andrzej Chyra, wcielający się w postać Mazurkiewicza, kreuje postać intrygującą i budzącą niepokój. Przywołuje drobne skojarzenie z postacią Dr. Lectera z „Milczenia Owiec”, szczególnie, gdy milicjant podejmuje się prób złamania jego psychiki, żeby ten przyznał się do morderstw. Również jego niezrozumiała relacja z byłą żoną i przerażający spokój, który towarzyszył mu przy mordowaniu ofiar sprawia, że Chyra na moment przestaje być „tym znanym aktorem”.

Tomasz Schuchardt, wcielający się w postać milicjanta Karskiego wydaje się czuć pewnie w postaci, w którą się wcielał. I choć nie nudzi, to też nie wzbudza zbyt wielu emocji – jego postać jest poprawna i taka jakbyśmy oczekiwali, nie zaskakuje niczym specjalnym. Stanowi przykład głównego bohatera, dającego pole do popisu bardziej skomplikowanym postaciom. Postacie prokuratora Waśko (Andrzej Grabowski), Majora Olszowego (Bogusław Linda) i Pajka (Arkadiusz Jakubik) wzbudzają niemałe emocje.  Są skrojone na miarę i dopracowane. Grabowski rozbawia widzów, wprowadzając do produkcji elementy czarnej komedii, Linda tworzy niebanalną czarno-białą postać, a Jakubik idealnie wczuwa się w mającego problem alkoholowy, oddanego koledze, pracownika milicji.

Jedyną postacią żeńską, która robi wrażenie w „Ach, śpij kochanie” jest żona Mazurkiewicza. Katarzyna Warnke kreuje sylwetkę pięknej i przerażającej jednocześnie famme fatale. Nie wiadomo, czy jej postać intryguje przez to jak traktował ją Mazurkiewicz, czy może przez podejrzenie, że to ona wpłynęła na to kim stał się jej mąż. Dziwi też wymienienie Izabeli Kuny jako głównej aktorki na plakacie. Jej postać dostaje w filmie słaby epizod i wypada z pamięci tak szybko, jak szybko się pojawia.

Blada i nijaka jest postać Anny, odgrywanej przez Karolinę Gruszkę, która zdaje się być niedopasowana do roli, jakby krępowała ją jej własna postać. Najbardziej widać to w scenie gwałtu, która wyszła tak naciąganie, że widz nie czuje nawet potrzeby, by odwrócić wzrok, czy też się skrzywić. Bez echa również odbija się scena z Katarzyną Figurą, właściwie jej postaci mogłoby w ogóle nie być w tym filmie – nikt by na tym nie ucierpiał, a niejeden widz zaoszczędziłby sobie sekund spędzonych na rozmyślaniu, dlaczego chciano przedstawić ją jako seksowną, uwodzącą bohatera postać.

Na koniec warto dodać, że na duże wyróżnienie zasługuje również nienaganna scenografia, dobrze wyprofilowane kadry i nieźle zgrana ze scenami muzyka. Nie rażą nas nieudane dialogi, nie męczą naciągane sceny i nieśmieszne żarty. W połączeniu z obsadą i utalentowanym reżyserem otrzymujemy naprawdę niezłą produkcję. Podsumowując, twórcy filmu przyłożyli się, by wieczór spędzony przy „Ach, śpij kochanie” nie był zmarnowanym czasem, a zakup biletu w kinie pieniędzmi wydanymi w błoto.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *