Måns Zelmerlöw w Starym Maneżu!

Świetny wokal, świetne utwory i wypełniona po brzegi sala… To wszystko naprawdę dobrze określa sobotni koncert Månsa Zelmerlöwa w Starym Maneżu. 

Godzina 19:30 i na scenę wychodzi on. Powitany gromkimi brawami i okrzykami Måns Zelmerlöw rozpoczyna swoje show. I właśnie to show zostanie w pamięci wielu na bardzo, bardzo długo. Nic dziwnego – Szwed od samego początku pokazał pokłady energii, jaką posiada oraz charyzmę i pewność siebie. Myślę, że ten wieczór udowodnił, że zwycięstwo w Konkursie Piosenki Eurowizji w 2015 roku nie było przypadkiem. Poza świetnym obyciem scenicznym, Måns, moim zdaniem, jako jeden z niewielu współczesnych twórców popowych może pochwalić się nienagannym wokalem. I co najlepsze, choć zachwyca w wersji studyjnej, to na żywo jego głos jest zdecydowanie lepszy, czystszy i przyjemniejszy w odbiorze.   

Sobota w Starym Maneżu sprawiła wiele przyjemności zarówno tym starszym, jak i tym nowszym, chciałoby się powiedzieć poeurowizyjnym, fanom i słuchaczom. Måns, wraz z zespołem, przedstawił wiele nowych kawałków pochodzących z jego ostatniego albumu – Chameleon”, który ukazał się końcem 2016 roku. Piosenki takie jak: Should’ve Gone Home”Fire in the Rain”Glorious”Wrong Decision”Beautiful Lie”, czy też Happyland” okazały się być naprawdę dobrym materiałem na koncerty. Potrafiły rozbujać publiczność pod sceną, chętnie odśpiewywane były też refreny. I niezależnie czy były to kawałki skoczne i szybkie, czy te bardziej spokojnie, to ludzie bawili się do nich równie dobrze, a muzycy za każdym razem zbierali gromkie brawa. 

Nie da się jednak ukryć, że pewne utwory wzbudziły szczególny zachwyt wśród publiczności. Chodzi oczywiście o dwie piosenki pochodzące sprzed 10 lat, czyli Brother Oh Brother” oraz Cara Mia”, które wielu przywodzą na myśl czasy dzieciństwa i szkolnych dyskotek. Podczas wykonywania tych kawałków Zelmerlöw nawet nie musiał śpiewać refrenów, gdyż świetnie zastępowała go w tym momencie publiczność. Dobrym pomysłem okazało się też przearanżowanie obu tych utworów i tym sposobem nabrały one pewnej świeżości, która zdecydowanie im nie zaszkodziła. W nieco bardziej rockowym klimacie wybrzmiały równie dobrze, a może nawet nieco lepiej. 

Trzecim kawałkiem, który wprawił tłum w szaleństwo, była piosenka znana wielu z Konkursu Piosenki Eurowizji 2015, która wówczas zapewniła Månsowi zwycięstwo. Mowa oczywiście o Heroes”. Tym razem również w nieco zmienionej aranżacji, jednak utwór nabrał dzięki temu pewnej subtelności, która zdecydowanie mu pasuje, a przy tym nie stracił na swoim pierwotnym uroku. Poza aspektem muzycznym niewątpliwie warto wspomnieć o kontakcie Szweda z publicznością. A jest tu o czym mówić. Artysta przyłożył się także pod tym względem. Pomiędzy utworami opowiadał różne anegdotki i pytał ludzi jak się bawią. Jednak najwięcej radości sprawił swoim fanom w momencie, kiedy zaczął używać polskich zwrotów. Nie było tego może wiele, ale pokazało to ogromny szacunek i zaangażowanie w relację z polskimi słuchaczami. 

Podsumowując sobotni wieczór z całą pewnością mogę powiedzieć, że naprawdę warto było wybrać się do Starego Maneżu. Koncert Månsa Zelmerlöwa był zdecydowanie jednym z lepszych koncertów na jakich byłam. 

Fot. Kinga Michalska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *