Być może “Jutro będziemy szczęśliwi”

Jutro będziemy szczęśliwiFrancuskie kino od niedawna skrupulatnie wybija się w kinematografii dzięki słodko-gorzkim produkcjom. Ma być zabawnie, ale wzruszająco. Lekko, ale na ważne tematy. „Jutro będziemy szczęśliwi” to kolejny z francuskich filmów, który pozostanie w waszej pamięci na dłużej.

Film w reżyseri Hugo Gélin’a nagrywano zarówno we Francji, jak i w Wielkiej Brytanii. Londyn, pokazany przez twórców (Hugo Gélin, Mathieu Oullion, Jean-André Yerles), wygląda jak żywiołowa, pełna kultury miejska dżungla. To właśnie dzięki zgrabnym, dobrze uchwyconym kadrom momentalnie odnajdujemy się w rzeczywistości głównych bohaterów. Oglądając odnosi się wrażenie, że zarówno operatorzy kamer jak i scenarzyści dopracowali w każdym calu wszystko to, co zobaczymy na dużym ekranie.

Historia rozpoczyna się od pokazania codziennego życia głównego bohatera, Samuela (Omar Sy), który, prowadząc życie godne Piotrusia Pana, za nic ma odpowiedzialność i stabilizację. Jego życie staje na głowie, gdy pojawia się w nim Kristin (Clémence Poésy) wraz z jego niespełna roczną córką – o której istnieniu nie miał pojęcia. Matka dziewczynki zostawia dwójkę samych sobie i znika. Od tego momentu, aż do samego końca projekcji widz nie będzie miał okazji znudzić się żadną sceną.

Omar Sy, gwiazda francuskiego kina, znany przede wszystkim z brawurowej roli w „Nietykalnych” nie zawiódł, dając z siebie wszystko w roli zakochanego w córce ojca. Jest w tym jednocześnie zabawny, ujmujący i autentyczny. Nie unika wątpliwości, że świetnie rozpisane dialogi dodatkowo pomogły aktorowi wczuć się w postać. Na uwagę zasługuje również postać córki głównego bohatera, Glorii (Gloria Colston), która z urzekającym uśmiechem i wielką empatią odgrywa trudne sceny. Młodziutka aktorka zadebiutowała w tym filmie i z pewnością dzięki tej roli otworzy sobie drzwi do kariery. Również Bernie, przyjaciel Samuela (Antoine Bertrand) zostaje w pamięci, a sceny z jego udziałem należą do zabawniejszych.

Słabiej w filmie wypada natomiast główna rola żeńska, Clémence Poésy jako Kristin. Matka Glorii jest po prostu nudna, dialogi z jej udziałem są szare, naciągane, a jej postać drętwa i bez wyrazu. Wątpliwe jest to, że to scenarzyści „popsuli” tę postać – bardziej prawdopodobne wydaje się, że aktorka nie odnalazła się w swojej roli. „Jutro będziemy szczęśliwi” to francuska wersja filmu meksykańskiej produkcji z 2013 o tytule „Instrukcji nie załączono”. Osoby, które oglądały tę wersję filmu mogą poczuć się zawiedzione, ponieważ bardzo wiele wątków pokrywa się wręcz scena w scenę. W pierwowzorze m.in. wątek matki jest zdecydowanie lepiej rozbudowany, a postać bardziej charyzmatyczna.

“Jutro będziemy szczęśliwi” z całą pewnością nie zawodzi. To film zarówno na samotny wieczór, jak i na spotkanie w towarzystwie rodziny. Pięknie pokazuje jak potężna jest miłość rodzica do dziecka, i jak potrafi zmienić życie o 180 stopni.  Należy do tych zaskakujących, poruszających i bawiących jednocześnie, przypominając w lekki sposób o tym, co naprawdę liczy się w życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *