Muzyka pod wpływem narkotyków, czyli recenzja „False Idols”

Tricky_False-Idols_COVER_hires-copy-580x580„False Idols” to dziesiąta w karierze solowa płyta Tricky’ego. Znany z narkotycznych melodii i mrocznego wokalu Brytyjczyk wybrał się w muzyczną podróż w poszukiwaniu samego siebie. Czy porwał ze sobą też słuchaczy?

Krążek utrzymany jest w typowo trip hopowym klimacie. Atmosfera kolejnych kawałków jest ciężka i niepokojąca. Od pierwszego dźwięku czujemy ogromny wpływ substancji „powszechnie uznawanych za nielegalne”.

Autor nie należy do specjalnie świętych i bezgrzesznych. Traktuje o tym „Somebody’s Sins”, pierwszy kawałek. Od razu przykuwa uwagę. Po pierwsze: ze względu na dość… kontrowersyjny tekst. Po drugie: wykonanie. Stylistyka „głosów w głowie” została tu wykonana wręcz wybornie. Kobiecy głos przewodni, a w tle niepokojący szept doskonale ze sobą współgrają i umacniają przekaz. Do tego minimalistyczny podkład i mamy mocny akcent na początek.

Dalej jest równie ciekawie. Wpadające w ucho „Nothing matters” i „Bonnie & Clyde” bardziej pasują do dzisiejszego nurtu popkultury, jednak nadal trzymają poziom. Są delikatniejsze, co wcale nie znaczy, że złe. Drugi z wymienionych kawałków podpada nawet pod soul.

Warto zwrócić uwagę na utwór „Valentine”. Na tle wymienionych wcześniej brzmi jak żywcem wyjęty z groteskowego horroru. Zwrotki szeptane niskim, nadwyrężonym głosem i refren „My funny valentine…” wyjękiwany jakby ostatnim tchnieniem umierającego wiercą w mózgu dziurę i pozostają w pamięci na baaardzo długo. Wysłuchanie kawałka wieczorem nie gwarantuje zbyt kolorowych snów.

Słabymi punktami albumu są numery „Is That Your Life” i „Chinese Interlude”. Pierwszy to tak naprawdę funkowy utwór, nijak mający się do dziwności trip hopu. Bardziej na dyskotekę niż do kontemplacji treści. Drugi brzmi jak banalna kołysanka, idealny utwór do poduszki. Chęć trafienia nie tylko do hardkorowego słuchacza, ale i mainstreamowego odbiorcy zrobiła tutaj swoje. Gdyby oba kawałki opuściły płytę, nie straciłaby na wartości.

Nie należy zapominać jednak o tym, co w tej muzyce jest najważniejsze. Przekaz. Teksty, pisane w znakomitej większości przez Tricky’ego, to tak naprawdę złożona, głęboka poezja z nutą narkotycznego uniesienia. Praktycznie każdy z utworów jest dziełem godnym tomiku poezji. Nielekkiej. Nie dla każdego.

Tricky w wywiadzie przedpremierowym powiedział, że nie obchodzi go czy płyta się komuś spodoba i nagrywa ją dla siebie. Cóż, gdyby każdy przejaw egoizmu artystycznego przynosił takie efekty byłoby pięknie. Album jest bardzo solidny, poza drobnymi zgrzytami nie ma się do czego przyczepić. Nie jest to typowy mocny i odrzucający trip hop. Mogę z całą odpowiedzialnością polecić go zarówno zagorzałym fanom gatunku, jak i tym, którzy chcieliby sprawdzić „czym to się je”.

Tricky – „False Idols”

01. Somebody’s Sins
02. Nothing Matters
03. Valentine
04. Bonnie & Clyde
05. Parenthesis
06. Nothing’s Changed
07. If Only I Knew
08. Is that Your Life
09. Tribal Drums
10. We Don’t Die
11. Chinese Interlude
12. Does It
13. I’m Ready
14. Hey Love
15. Passion of the Christ

Cena albumu: 60,49zł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *