Futbolowy 16/17 #14 Porażki, skandale i język niemiecki!

fp2Kolejny poniedziałek, to kolejna porcja piłkarskich wieści! Najnowszy Futbolowy dostarczy Wam wiedzy z frontu Brytyjskiego, gdzie za nami pucharowy tydzień, później przeniesiemy się na półwysep Iberyjski, aby poznać realia życia hiszpańskich piłkarzy, natomiast wisienką na torcie będzie niemiecka Bundesliga. Gotowi? Zaczynamy!

 

You’ll Never Win Anything(?)

Michał Sz.: Za nami mecze w ramach Pucharu Ligii Angielskie i Pucharu Anglii. W tym pierwszym przypadku poznaliśmy już finalistów rozgrywek, którymi zostały drużyny Manchesteru United oraz Southampton. Drugi puchar jest natomiast dopiero na jednej z początkowych faz, już teraz nie obyło się bez emocji. Ale po kolei.

W ramach sobotnich meczów zwycięstwo odniosła znaczna większość faworytów, a części z nich, tak jak Chelsea, Manchester City czy Arsenal, zrobiły to w pewnym stylu (wygrywając odpowiednio w stosunku 3:0, 4:0 oraz 5:0). Nieco więcej problemów miał stołeczny Tottenham, lecz popularne Koguciki ostatecznie odniosły zwycięstwo 4:3. Niedziela to już popis gospodarzy, gdyż w czterech pucharowych meczach to właśnie oni zwyciężali. Najbardziej znany z nich, czyli Manchester United, w pewnym stylu pokonał Wigan Atletic, natomiast inna drużyna z Premier League, czyli Hull, niespodziewanie uległa drużynie Fulham i to aż 4:1!

Na koniec specjalny akapit dla graczy Liverpoolu, którzy w grze zwanej „puchary krajowe” odnieśli dwie spektakularne wtopy. Pierwszą z nich była porażka w dwumeczu z Southampton, który koszem liverpoolczyków awansował do finału Pucharu Ligii. Drugim upadkiem z konia, tym razem nieco większego, był dla podopiecznych Kloppa sobotni mecz w ramach Pucharu Anglii, gdzie ich siły okazały się niewystarczające na pierwszoligowy zespół Wolves. Tym samym sezon The Reds można już uznać praktycznie za skończony, a parafraza hymnu klubu, głosząca hasło „You’ll Never Win Anything” staje się prawdziwa (a przynajmniej na najbliższy rok).

Sama prawda czy marna prowokacja?

 

Kryzys i powrót na właściwe tory

Podopieczni Zidane’a musieli przełknął kolejną gorycz porażki i podnieść się po remisie z Celtą Vigo w ramach Pucharu Króla. Niestety, wynik 2:2 nie pozwolił na awans do półfinału i walkę o jedno z trzech najważniejszych trofeów w sezonie. W poprzednim meczu ulegli 1:2.

Przełamanie przyszło dość szybko, bo w już w ostatnią niedzielę. Na Estadio Santiago Bernaubeu Real Madryt pewnie pokonał Real Sociedad 3:0. Z bardzo dobrej strony wreszcie pokazał się lider Królewskich – Portugalczyk Cristiano Ronaldo. Zanotował w meczu asystę przy trafieniu Mateo Kovacica i gola. W środku pola rządził i dzielił świetnie dysponowany wspomniany wcześniej Chorwat. On również na swoim koncie zapisał gola i asystę przy trafieniu… Ronaldo. Zwycięstwo przypieczętował w 82 minucie Alvaro Morata, po kapitalnej asyście Lucsa Vazquez’a.

Zgoła odmienne nastroje panują u dwóch najpoważniejszych rywalach Realu. W skandalicznych okolicznościach FC Barcelona tylko zremisowała w meczu z Betisem Sevilla. Arbiter nie uznał prawidłowo zdobytej bramki po strzale Luisa Suareza. O poziomie sędziowania w Hiszpanii można napisać esej, a i tak tematu się nie wyczerpie.

Niedawny kat Realu, przerywający 40 meczów bez porażki, również stracił punkty. W meczu z Espanoylem ulegli aż 1:3. Honorową bramkę dla byłego klubu Grzegorza Krychowiaka strzelił Jovetic.

W tabeli pewnie przewodzi zespół Królewskich, mając na koncie 46 punktów i jeden mecz więcej do rozegrania. 4 oczka mniej posiadają Barcelona i Sevilla. Walka o mistrzostwo Hiszpanii wchodzi w arcyciekawą fazę.

Półnadzy mężczyźni to magnes na kobiety. Źródło: https://www.facebook.com/RealMadrid/

 Eins, Zwei… und auf Wiedersehen!

Na koniec obiecane Niemcy, gdzie w Grze o Tron zwanej również Bundesligą, zostały już tylko dwie drużyny. O dziwo drugą z nich nie jest Borussia Dortmund, a RB Lipsk, który mknie przez rozgrywki niczym Passat w dieslu – zdarzają mu się wtopy, ale kierunek jazdy i prędkość są zachowane. Między nimi a liderującym Bayernem są tylko trzy punkty różnicy, ale prawdziwa zabawa dopiero nadejdzie. Drużyna z Monachium wciąż bowiem liczy się w europejskich rozgrywkach, co już wkrótce nieznacznie może wpłynąć na ich nienaganną do tej pory formę. Na to zdecydowanie liczy drużyna z Lipska, do tej pory siłą rzeczy nie zaangażowana w sprawy międzynarodowe. Innym plus całej sytuacji jest taki, że hen hen za prowadzącą dwójką jest Eintracht Frankfurt, a tuż za nim Borussia i Hoffenheim. Tak więc piosenka Rammstein w tym przypadku spokojnie mogłaby skończyć się już w trzeciej sekundzie – w Niemczech liczą się tylko dwa zespoły.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *