Ostatnie dzieło Mistrza. „Powidoki” Andrzeja Wajdy

Powidoki recenzja filmu„Powidoki” Andrzeja Wajdy to biograficzna opowieść z historią w tle. W swoim ostatnim filmie reżyser przedstawia historię Władysława Strzemińskiego (w tej roli Bogusław Linda), artysty malarza, twórcy teorii unizmu i pioniera konstruktywistycznej awangardy.

Wajda odnosi się w sposób szczególny do historii bohatera, stawia Strzemińskiego w centrum uwagi jako symbol niepokornej jednostki. Jego produkcja to obraz bezwzględnego systemu niszczącego artystę, który w efekcie niezłomnej walki traci wszystko. Strzemińskiemu, wielkiemu malarzowi i historykowi sztuki, odebrano nie tylko pracę i legitymację artysty plastyka, bez której nie mógł kupić farb, ale nawet talerz zupy. Jednak ani bieda i głód, ani brak materiałów niezbędnych do malowania, nie odebrały Strzemińskiemu odwagi, patriotyzmu i wierności wartościom.

Początkowo reżyser planował nakręcić obraz burzliwego związku Strzemińskiego z rzeźbiarką Katarzyną Kobro. Zrealizował jednak późną biografię malarza, a postać Kobro w filmie ograniczył do minimum. Zmianę decyzji tłumaczył tym, że scenariusz oparty na tak skomplikowanej relacji mógłby napisać jedynie sam Dostojewski. Niestety w finalnym scenariuszu, napisanym przez Andrzeja Mularczyka, jakby zabrakło trochę artystycznego pióra, gdyż pozostawia on wiele do życzenia. Mularczyk stworzył scenariusz jakby poszarpany, momentami aż za bardzo inspirowany „Teorią widzenia” Strzemińskiego. Z drugie strony, oszczędził nam hollywoodzkiego przedstawienia jednowymiarowej biografii. Zapewne to waśnie był powód, dla którego spośród kilku scenariuszy Wajda wybrał właśnie ten.

Ci, którzy z malarstwem związani są od praktycznej strony, dostrzegą, z jaką precyzją reżyser podszedł do ujęć, gdy bohater trzyma pędzel, miesza kolory, nakłada farbę na płótno. Nie mogło być inaczej, gdyż Wajda studiował na Akademii Sztuk Pięknych i pragnął zostać malarzem. To właśnie w tych scenach szczególnie pokazał swoją pokorę i szacunek do Strzemińskiego. Podczas studiów na ASP Wajda poznał Andrzeja Wróblewskiego i zafascynował się jego dziełami. Łączyła ich przyjaźń, przekonanie o własnym talencie i wojenne przeżycie straty ojca. Ostatnia scena filmu z całą pewnością jest ukłonem w stronę Wróblewskiego.

powidoki-zamachowskaNie da się ukryć, że „Powidoki” stoją przede wszystkim doskonałą rolą Bogusława Lindy. To on ratuje niejeden dialog, tak bardzo oderwany od rzeczywistości i niedopracowany przez scenarzystę. Chociaż w filmie Wajdy mamy całą plejadę bardzo dobrych aktorów, z Zofią Wichłacz (Hania) i Krzysztofem Pieczyńskim (Przyboś) na czele, to stanowią oni jedynie tło dla Lindy. Zawiodła Bronisława Zamachowska (w roli Niki – córki Strzemińskiego), dla której rola u Wajdy jest debiutem. Czekałam aż poruszy widownię, krzyknie, oburzy się, rozpłacze. Na próżno szukać emocji w scenie, gdy ma trafić do sierocińca. Brak jej wiarygodności nawet podczas pogrzebu matki. Najbardziej autentyczna była podczas próby recytacji stalinowskiego wiersza. Bo taka właśnie była jej gra – wyrecytowała postać Niki.
Misterne zdjęcia Pawła Edelmana, szerokie plany i wolność artystyczna z pewnością na długo zostaną w pamięci po obejrzeniu „Powidoków”. Edelman oddał polskie realia lat 50. i w dużej mierze to właśnie dzięki jego zdjęciom Wajdzie udało się stworzyć film głęboko artystyczny. Doskonałym wyborem była również muzyka Andrzeja Panufnika, kompozytora tworzącego w czasie równoległym Strzemińskiemu.

„Powidoki” to niejako podsumowanie twórczości Wajdy. Jego ostatni sygnał sprzeciwu interwencji władzy w kulturę. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta produkcja jest odpowiedzią na tzw. dobrą zmianę. Jednak reżyser planował zekranizować historię Strzemińskiego od bodaj piętnastu lat, co dyskwalifikuje tę teorię. Jak mówi Paweł Edelman w najnowszym wywiadzie dla Gazety Wyborczej, to – polityczna zmiana w Polsce spowodowała, że ta historia stała się przeraźliwie aktualna. Wajda zrezygnował z hollywoodzkiego scenariusza i odrzucił propozycję nawiązania awangardową formą filmu do twórczości artysty. Zrealizował dzieło według własnego wyboru tak, jak jego bohater powtarzał studentom – Każdy wybór jest dobry, bo jest wasz. Reżyser zostawił dobry, klasyczny film z ważnym przesłaniem. Szkoda tylko, że to już ostatnie dzieło Mistrza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *