Kosmiczne Tides From Nebula w B90

Fot: Michał Fila

Sobotni wieczór (12 listopada) w klubie B90 upłynął przy dźwiękach rockowych i post-rockowych. Na scenie kolejno pojawili się Moose the Tramp, Tranquilizer i gwiazda koncertu – Tides From Nebula. Warszawskie trio wyniosło brzmieniowy kunszt na niebotycznie wysoki poziom.

Punktualnie o 19:30 pierwsi zameldowali się muzycy trójmiejskiej formacji Moose the Tramp. Na koncie mają nagrany, ale jeszcze nieopublikowany krążek: „Historie Medytacje”. Zagrali z niego większość utworów, zostali także ciepło przyjęci przez publiczność. Z pewnością sceniczny występ wokalisty Piotra Gibnera zasługuje na uznanie. Nie próbował nikogo udawać, a jego naturalizm na scenie od razu zjednywał słuchaczy.

Następnie formacja o nieco intrygującej nazwie pojawiła się na podeście klubu. Tranquilizer z charyzmatyczną wokalistką Luną Bystrzanowską oczarowali zgromadzoną widownię. Ich minimalistyczne podejście, z eksperymentalnymi dźwiękami od razu przykuwało uwagę. Wykorzystanie efektów przy wokalu przenosiło nas w inną rzeczywistość. Okrzyki połączone z rytmiczną perkusją z pewnością zapamiętamy na długo.

Po takich supportach chce się tylko więcej. Świeża krew dostarczyła ogromnej ilości energii, którą spożytkowano w podróży z Tides From Nebula. Zespół, który swoją karierę rozpoczynał w 2008 roku, dziś, po ośmiu latach koncertuje na całym świecie. Po dwuletniej przerwie wrócili do kraju z trasą koncertową. Promowali świetnie przyjęty krążek „Safehaven”. To czwarta płyta w ich dyskografii.

Wielką zaletą tego festiwalu brzmień był przekrój utworów z ich całej dotychczasowej kariery. Od pierwszej „Aura”, poprzez „Eartshine” i „Eternal Movement” do „Savehaven”. Dobór suit – w większości przypadków tak trzeba traktować nagrania TDF – był idealnie trafiony. Przez silne uderzenia perkusji, po delikatne drgania basu i wysokie dźwięki gitary. Fantastycznym kunsztem popisał się Maciej Karbowski. Z instrumentem czynił niemożliwe. Po właśnie takie cuda ponad 700 osobowa publika przyszła. Zgromadzeni ludzie zamykali oczy i pozwalali przenieść się w muzyczny kosmos. Szczególnie podczas dwóch utworów z ostatniego albumu. Czuło się podczas tych numerów wielkość zespołu. Dopracowany każdy szczegół, bezbłędne wykonanie i emocjonalna miazga.

W Polsce istnieje zaledwie kilka kapel, które potrafią wykonywać muzykę z kręgu post-rocka. Do jednej z nich z pewnością należy warszawski Tides From Nebula. A dowodem tego jest nawiązanie współpracy ze Zbigniewem Preisnerem i światowa trasa koncertowa. I choć koncert w Gdańsku trwał zaledwie półtorej godziny, to chciałoby się tej grupy słuchać wiecznie.

Fot.: Michał Fila

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *