Bez zębów i kłów. Recenzja nowego „Pitbulla”

pitbull niebezpieczne kobiety recenzja

Fot.: materiały prasowe

Patryk Vega dostarcza kolejny film z serii „Pitbull”. Do zgrai opryszków i bossów mafii dołączają niebezpieczne kobiety. Zamysł był świetny, ale wykonanie dość kiepskie. Bliżej obrazowi do kryminalnej komedii niż porządnego filmu akcji. Niestety, niewiele zostało z oryginału z 2005 roku.

Najważniejszą rzeczą jaką zrobił Vega w swoim filmach: „Pitbull: Nowe porządki” i jego kontynuacja „Pitbull: Niebezpieczne kobiety” jest doskonała rzeczywistość. Mieliśmy tzw. „grupę Mokotowską”, teraz dostajemy wątek z mafią paliwową.  Nie ma tutaj jednoznacznej walki między dobrymi, przykładnymi policjantami, a złymi gangsterami. Świat w filmie Vegi ma wiele odcieni szarości.

Tytułowe kobiety nikną jednak w ilości wątków i postaci, przewijających się podczas fabuły. Pojawia się porucznik Izabela Zych ps. „Somalia” (Magdalena Cielecka) – skorumpowana glina, której dziecko jest poważnie chore. Musi wybierać między drogim leczeniem syna, a uczciwością. Do tego dochodzi Jadźka, którą zagrała bezbarwna i nudna Anna Dereszowska. Jej postać niczego ciekawego nie wnosi do akcji, a jedynie mgliście przebija się w dwóch, mało znaczących momentach. Zupełnie inna jest Olka (Maja Ostaszewska), która zapadła w pamięć w poprzedniej części „Pitbulla”. Dalej wygląda jak blachara, a jej głównym zadaniem jest jak to określa: “przepierdalanie kasy”. Scena z ciążą córki jest przesadzona i zbędna, ale dodaje filmowi uroku.

Na srebrnym ekranie zobaczymy też miotaną emocjami Zuzę (Joanna Kulig), która postanawia rzucić pracę w korporacji na rzecz policji. Mocno naciągane, ale kiedy już przywdziewa niebieski mundur, jej postać jest systematycznie rozwijana. W kulminacyjnym momencie targana wątpliwościami, poznaje się strażaka Remka ps. „Cukier” (Sebastian Fabijański), który jako jedyny ją rozumie. Komplet pojawiających się kobiet uzupełnia „Drabina” (Alicja Bachleda-Curuś), oskarżona o zlecenie zabójstwa własnej matki. Trafia do więzienia z dzieckiem, gdzie przechodzi wewnętrzną przemianę. Szkoda, że w natłoku wątków i postaci ginie w scenariuszu.

Postać grana przez Sebastiana Fabiańskiego jest intrygująca, ale ma swoje mankamenty. Po pierwsze z wyjątkową łatwością przejmuje biznes paliwowy, a po drugie czyta namiętnie Shopenhauera. Obie rzeczy mocno odrealnione. Postura „Cukra” jednak nie wpisuje się klimat Pitbulla: beznamiętna twarz ćpuna, który wpada w trans i oplata się… pytonem. Vega kompletnie rozminął się z tematem. Zamiast iść w podobnym kierunku, jak przy postaci „Babci” (Bogusław Linda) z poprzedniej części, serwuje nam irytującego chuderlaka, który wszystkich oszukuje: gang motocyklowy, mafię, policję i własną dziewczynę.

Nie mogło zabraknąć, grającego od pierwszego “Pitbulla”, st. aspiranta Jacka Goca ps. „Gebels” (Andrzej Grabowski), który notabene jest w tym samym stopniu od początku serii. Rozpracowuje wspólnie z „Majamim” mafię paliwową. Pracownik Wywiadu Skarbowego „Szelka” (Artur Żmijewski) mocno utrudnia im to zadanie. Wciąga do współpracy „Cukra” i czyni z niego milionera. Żmijewski dostał arcyciekawą postać do zagrania, ale Vega jak zwykle przekombinował. Zamiast skupić się na informacjach, jak wygląda wyłudzanie podatku VAT, czy siatka połączeń między światem przestępczym a politycznym. To serwuje nam Jadźkę smarowaną przez „Szelkę” pączkami. Absurd!

Oczekiwania wobec tego filmu były wysokie. Zwłaszcza, że reżyser zaintrygował nas „Nowymi porządkami”. Co więc się stało, że ten obraz zasługuje zaledwie na ocenę średnią? Za duża ilość wątków i postaci. Vega poległ na poziomie scenariusza, gdzie za jednym zamachem chciał zrealizować kilka historii, ale główny wątek ginie. Zamiast porządnego kina akcji, dostaliśmy komedię sensacyjną z domieszką brutalizmu. Wiem, że Patryk Vega szykuje nowego „Pitbulla”. Oby tym razem wyciągnął wnioski i pozbył się przekonania, że im więcej tym lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *