Kto zobaczył? Kto usłyszał? – The Dumplings zagrali w B90

kto-zobaczyPamiętacie The Dumplings sprzed 3 lat? Jeśli tak i nadal utożsamiacie ich z nastolatkami stawiającymi pierwsze poważne kroki w branży muzycznej, to macie sporo do nadrobienia. Dziś duet ten ma na koncie dziesiątki, jak nie setki koncertów, dwie płyty i jedną reedycję, a niedawno wyruszył w kolejną trasę, dość enigmatycznie nazwaną „Kto zobaczy”. W piątek, 4 listopada, Justyna Święs i Kuba Karaś zagrali na scenie klubu B90 i potwierdzili, że to, co proponują swoim słuchaczom, to muzyka najwyższej jakości.

Koncert The Dumplings to jedno z tych wydarzeń, gdzie nie ma mowy o przeroście formy nad treścią. Justyna i Kuba to bardzo zdolni i bardzo świadomi muzycy. Będąc od początku świadkiem ich muzycznej działalności nie da się nie zauważyć jak ogromną przeszli drogę. Z licealistów, którzy w pokoju urządzili prowizoryczne studio nagrań, a na scenę wychodzili dość niepewnie, stali się artystami z prawdziwego zdarzenia. Są naturalni, niesamowicie charyzmatyczni i potrafią zbudować koncert tak, by miał jak to się mówi, miał ręce i nogi. Może i ten piątkowy potrzebował czasu, by się rozkręcić, ale zrobił to w odpowiednim momencie, do tego stopnia, że końcówka powaliła na kolana i zmusiła do podrygiwania w rytm muzyki nawet tych najbardziej opornych. Na docenienie zasługuje również warstwa wizualna. Przed, w trakcie i po koncercie z tyłu sceny wyświetlany był krótki materiał filmowy, ale w kategorii „piękny obrazek” największa robotę zrobił światła, które idealnie współgrały z muzyką i stworzyły niesamowity klimat. Oświetleniowiec spisał się na piątkę z plusem!

W piątek słabych momentów nie było. Każdy, dosłownie każdy numer, był świetnie zagrany. Justyna i Kuba słyną z tego, że na koncertach lubią urozmaicać swoje utwory. O ile te z „Sea You Later” brzmią bardzo podobnie do wersji studyjnych, o tyle te z „No bad days” przeszły sporą transformację. Jak sam Kuba przyznał, wynika to z tego, że podczas nagrywania debiutu nie mieli świadomości tego, że to co finalnie znajdzie się na albumie, trzeba będzie jeszcze przełożyć na język koncertowy i że nie będzie to zadanie tak proste, jak mogłoby się wydawać. Przy nagrywaniu drugiej płyty muzycy byli już bogatsi o pewne doświadczenia, więc starali się poskładać wszystko tak, by nie było większych problemów z graniem wersji live i żeby całości nie trzeba było odtwarzać z komputera, a można się było trochę tymi dźwiękami się pobawić, co z resztą nawiasem mówiąc wychodzi Kubie o mistrzowsku.

Na setliście znalazło się trochę starszych rzeczy, ale i sześć premierowych utworów, które znalazły się na wydanej niedawno reedycji drugiego albumu. Umiejętności pisarskie Justyny docenić należy w utworze „Piękne Dłonie”, zainspirowanym pewną historią pewnej wyjątkowej mieszkanki Katowic. Cudownie opowiedziana historia. Najmocniejszymi punktami setlisty były natomiast „Blue Flower”, „Mewy”, „Dark Side” oraz „Coffee and cigarettes”, czyli nowa wersja świetnie znanego „Technicolor Yawn”, z udziałem Tomka Makowieckiego, który zresztą był gościem specjalnym koncertu. Wspólnie z „pierogami” wykonał on wspomniane „Coffe and cigarettes” i utwór „Sama wkracza w pustkę”. Słówko jeszcze o „Dark Side” – najlepszym utworze, który Kuba i Justyna do tej pory stworzyli. Jeśli można o czymś powiedzieć, że jest zbyt dobre, to zdecydowanie jest to ten właśnie ta kompozycja. To numer mroczny, rozbudowany, wielowarstwowy, pełen przestrzeni i niuansów, który z każdym odsłuchem robi jeszcze większe wrażenie.

The Dumplings są zdecydowanie dojrzalsi muzycznie. Ich twórczość od zawsze broniła się sama, ale od pewnego czasu nie wymaga żadnych rekomendacji – jakikolwiek utwór nie zostanie wydany, wiadomo, że będzie dobry. Nadal niemało i bardzo śmiało eksperymentują z muzyką, ale w prezentowaniu jej na żywo są zdecydowanie bardziej pewni siebie niż kiedykolwiek wcześniej, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. A do tego to po prostu przesympatyczni młodzi ludzie. Warto obserwować co dzieje się u nich muzycznie, bo z pewnością jeszcze nas zaskoczą. I to nie raz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *