Futbolowy poniedziałek

fp2Za nami kilka derbowych pojedynków rozgrywanych w wielu zakątkach Europy, poczynając od spotkania w Manchesterze, na Derbach Polski kończąc. Relacje z tych wydarzeń oraz zapowiedz meczów towarzyskich Reprezentacji Polski znajdziecie w dzisiejszej odsłonie Futbolowego. Zapraszamy.

Michał: Manchester is RED. Tak w skrócie można opisać ostatnią kolejkę Premier League. Wynik derbów Manchesteru zapewne wszyscy doskonale znają (albo domyślają się go na podstawie pierwszego zdania), natomiast dopiero po pewnym czasie zaczęły wychodzić na świat pewne smaczki związane z tym wydarzeniem. Marcus Rashford, zdobywając jedynego gola w tym spotkaniu, stał się najmłodszym strzelcem w historii potyczek zwaśnionych klubów. Baa! Gdy angielskie media w poniedziałkowy poranek publikowały swoje gazety z młodym piłkarzem na pierwszej stronie, on zapewne ochoczo ruszał do szkoły w celu zdobywania wiedzy i dalszego fejmu wśród kolegów. Z innych ciekawostek warto dodać, że walka na Etihad rozpoczęła się już przed rozgrzewką, a miało to miejsce w tunelu. Mianowicie Ryan Giggs, aktualnie asystent Van Gaala, postanowił podgrzać nieco atmosferę meczu i wychodząc z workiem pełnym piłek na płytę boiska, „przypadkowo” zaczepił nim o Briana Kidda, czyli asystenta Pellegriniego. Ot – miły gest w kierunku przeciwnika.

Rafał: Bramkowa akcja doskonale pokazuje, że czasem lepiej postawić na wychowanków, niż kupować przereklamowanych gwiazdorów. Będący przy piłce nieopierzony Rashford oraz kryjący go Demichelis wyglądają jakby zamienili się rolami. To młody anglik zachował się w polu karnym przeciwnika niczym profesor i z łatwością, przedryblował 35-letniego Demichelisa, który zaprezentował się w tej sytuacji niczym junior. Zastanawiający jest również fakt, że po ogłoszeniu decyzji o zatrudnieniu od przyszłego sezonu Guardioli, City przegrywa praktycznie wszystko. To nasuwa dość ciekawą teorię (niektórzy nazwą ją spiskową, ale ten epitet już mało kogo rusza), mianowicie Pellegrini celowo sabotuje poczynania swojego zespołu, aby w przyszłym sezonie nie było go w Lidze Mistrzów. Teoria wydaje się jak najbardziej logiczna, jednak nie jest to jednoznaczne z tym, że jest prawdziwa. Choć ostatnie wyniki City (porażki z United, Liverpoolem, Tottenhamem czy Leicester) nadają jej autentyczności.

Michał: Abstrahując jednak od wydarzeń z Manchesteru, walka o czołowe lokaty trwa w najlepsze. Kolejny krok do tytułu wykonało Leicester, które od mistrzostwa Anglii dzieli zaledwie osiem kolejek. Wydaje się zatem, że jedyną drużyną, która może zagrozić Lisom jest Tottenham. „Potknięcie” City skrupulatnie wykorzystał natomiast Arsenal, wygrywając swój mecz z Evertonem, a trochę mniej skrupulatnie West Ham, który w dość mierny sposób jednie zremisował z Chelsea.

Rafał: W słonecznej Hiszpanii gra toczy się już tylko o drugą lokatę, ponieważ w tym sezonie tytuł mistrzowski niewątpliwie powędruje do Barcelony. Walka o drugie miejsce rozstrzygnie się pomiędzy drużynami z Madrytu, które dzieli zaledwie punkt różnicy. Real w ubiegłym tygodniu pokonał Sevillą 4-0, choć wynik nie odzwierciedla przebiegu spotkania. Drużyna Grzegorza Krychowiaka, który po kontuzji rozegrał cały mecz w barwach swojego zespołu, miała sporo okazji do odwrócenia losów meczu. Najpierw Gameiro nie strzelił karnego, natomiast w drugiej połowie sędzia nie uznał prawidłowo zdobytej bramki. Gdyby któraś z powyższych okazji została wykorzystana, Sevilla doprowadziłaby do remisu, a wtedy mecz potoczyłby się zupełnie inaczej. Jednak nie ma co gdybać, po kontrowersyjnej decyzji arbitra Real strzelił gola na 2-0 rozwiewając wszelkie wątpliwości i w tym momencie mecz praktycznie mógłby się zakończyć. Kroku Realowi nie dotrzymało Atletico, które niespodziewanie przegrało ze Sportingiem Gijon 2-1.

Michał: We Włoszech sytuacja jest o tyle stabilna, że już chyba mało co jest nas w stanie tam zaskoczyć. Wiadomo – zawsze można pośmiać się z Milanu czy Interu, ale to byłoby jak jazda sankami w lato – niby można, ale najwięcej frajdy sprawia to zimą. Wiosną, kiedy zbliżamy się już do największych rozstrzygnięć, i tak już wiadomo, że drużyny z Mediolanu nie będą się liczyć w walce o trofea (taa – Milan wygra Puchar Włoch), więc i szkoda na nie czasu. Mało śmiesznie jest także na szczycie, a wszystko to za sprawą „wielkiej trójcy”. Praktycznie rzecz biorąc tytuł powinien trafić do rąk Juventusu bądź Napoli, gdyż ci pierwsi nie przegrali w lidze od dwudziestu spotkań, a ci drudzy swoją ostatnią porażkę ponieśli właśnie z drużyną z Turynu.

Rafał: We Francji, sytuacja jest jeszcze prostsza, ponieważ PSG już w zeszłej kolejce zapewniło sobie krajowe mistrzostwo. Na fali rozluźnienia po spotkaniu z Troyes oraz awansie do kolejnej rundy Ligi Mistrzów, paryżanie mieli zmierzyć się z AS Monaco. Zgodnie z przewidywaniami ten mecz przegrali, dzięki czemu czerwono-biali umocnili się na drugim miejscu w tabeli. Tak więc w lidze francuskiej pozostało już tylko jedno miejsce pozwalające na uczestnictwo w przyszłej edycji LM. W walce o tę lokatę nadal liczy się kilka zespołów, a jednym z nich jest Stade Rennes z Kamilem Grosickim w składzie, które po emocjonującym meczu pokonało Olimpique Marsylie 5-2.

Michał: Pewnym krokiem po koronę króla strzelców w Niemczech zmierza Robert Lewandowski, który w miniony weekend po raz kolejny wpisał się do protokołu sędziowskiego, a tym razem ów wpis był na wagę trzech punktów dla Bayernu. Co te punkty oznaczają w dalszej perspektywie? A no to, że na siedem kolejek przed końcem sezonu, podopieczni Guardioli mają pięć punktów przewagi nad Borussią, a to z kolei daje im pewną pozycję w perspektywie Ligi Mistrzów. Co prawda Benfica Lizbona nie wydaje się być zbyt wymagającym rywalem, ale lepiej chuchać na zimne. Patrząc przez pryzmat europejskich pucharów i walki o triumf w Bundeslidze, to Borussia będzie miała pod górkę. Jej los rysuje się na czerwono, ponieważ kolejnym jej rywalem w Lidze Europy będzie Liverpool. Co prawda nie jest to rywal nie do przejścia (skoro udało się z Tottenhamem, to z The Reds powinno być łatwiej), ale ich gra w kratkę jest swego rodzaju gwarantem sporych emocji.

Rafał: Na deser, oczywiście Ekstraklasa. Największym wydarzeniem mijającego tygodnia były niewątpliwie tzw. Derby Polski, rozgrywane pomiędzy Lechem a Legią. Bohaterem spotkania został Nemanja Nikolić, strzelec dwóch bramek dla Wojskowych. Dodatkowego ,,smaczku” całej sprawie nadaje fakt, iż przed zatrudnieniem w Legii, Nikolić został odprawiony z kwitkiem właśnie przez poznaniaków. W całym sporze gratulujemy Węgrowi sportowej postawy. Zamiast użalać się na łamach prasy, Nemanja wziął się do ciężkiej pracy i to właśnie na boisku udowodnił swoją przydatność. Brawo. Sam mecz pokazał przepaść dzielącą w tej chwili obie drużyny. Legia to zespół zgrany, dobrze przygotowany kondycyjnie do rozgrywek z silną ławką rezerwowych, zorientowany na sukces. Natomiast Lech boryka się z problemami zdrowotnymi kluczowych zawodników, nie posiada wyraźnego lidera oraz ma kilka nieobsadzonych pozycji w składzie. Minęło tylko pół roku od zdobycia przez poznaniaków mistrzostwa, a układ sił w tabeli zmienił się diametralnie. Cóż, takie uroki Ekstraklasy. Wartym odnotowania jest również rosnąca forma Wisły Kraków. Po zatrudnieniu trenera Wdowczyka, zawodnicy nabrali wiatru w żagle, tym razem gładko pokonując Jagiellonię 5-1. W uzyskaniu tak okazałego rezultatu pomógł niewątpliwie sędzia, który w 9 minucie spotkania pokazał czerwoną kartkę zawodnikowi z Białegostoku, jednakże nie zmienia to faktu, że Wisła pod wodzą nowego szkoleniowca jeszcze nie przegrała.

Michał: Odchodząc nieco od tematyki piłki klubowej, przyszła pora na zgrupowania reprezentacyjne. Dla wielu będzie to jedna z ostatnich szans na sprawdzenie pewnych piłkarzy tudzież wariantów gry, natomiast dla innych – szansa na dopracowanie składów. Gdzieś pomiędzy znajduje się nasza ekipa, gdyż niby skład naszej kadry jest praktycznie wykrystalizowany, ale z drugiej strony jest w nim jeszcze sporo miejsca na rotację. Dobrym sprawdzianem okażą się najbliższe mecze, w których podejmiemy Serbię (23 marca) i Finlandię (26 marca). Część kadrowiczów i polityków ostrzy sobie kły zwłaszcza na ten drugi mecz, bo z Finlandią zawsze ważna jest pierwsza połówka, ewentualnie pierwsze 0.7. Tak czy inaczej, trzymamy kciuki za Biało-Czerwonych, bo to właśnie po tych meczach dowiemy się kto pojedzie na Euro, a kto obejrzy je w telewizji. Do boju, Polsko!

współpraca: Michał Szum

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *