Kolejny film o opętaniu: Taśmy Watykanu

7687090.3O wyjątkowo słabej kondycji horrorów z ostatnich lat słyszy się nie od dziś. Bardzo często zarzuca się im niski poziom grozy czy brak świeżości. „Taśmy Watykanu” w tym przypadku wcale nie będą wyjątkiem. One będą tę opinię potwierdzały.

27-letnia Angela Holme (Olivia Taylor Dudley) wiedzie stosunkowo spokojne i szczęśliwe życie u boku swojego chłopaka Pete’a (John Patrick Amedori) i ojca Rogera (Dougray Scott), z którymi mieszka na jednym z amerykańskich przedmieści. Jednak po serii nieszczęśliwych wypadków zachowanie dziewczyny radykalnie się zmienia. Zaczyna ona sprowadzać cierpienie i śmierć na każdego, kto znajduje się w jej otoczeniu.

Horror Marka Neveldine’a („Adrenalina”, „Gamer”) pod pewnymi aspektami nawiązuje do dramatu Scotta Derricksona – „Egzorcyzmy Emily Rose”. W obu przypadkach widzowie obserwują życie spokojnej i młodej dziewczyny, która z niewyjaśnionych do końca przyczyn zaczyna dziwnie się zachowywać. Początkowe halucynacje i złe nastroje przeradzają się w trudne do zdefiniowania czynności, które wzbudzają z kolei podejrzenia najbliższych. Medycyna widzi w tym wówczas problemy psychiczne, zaś Kościół – działanie demona. I gdy Ci pierwsi stają się bezradni, w drugich pozostaje ostatnia nadzieja.

Przez tą widocznie powielaną schematyczność, film definitywnie traci na wartości. Świadczy to bowiem o braku nowatorskiego podejścia do projektu przez reżysera czy scenarzystę. Obraz ten można opisać za pomocą jednego słowa: przeciętny. Gra aktorska jest nijaka, a wykreowane przez obsadę postacie są mało wyraziste i nieprzekonujące. W dobie szybkiego rozwoju technologii komputerowej, efekty specjalnie zastosowane w tym horrorze na nikim nie zrobią wrażenia.

Kluczowym problemem „Taśm Watykanu” jest mała ilość zawartych w nim scen grozy, które jeżeli już się pojawiają, to zdają się być sztampowe. Budowane są na typowym operowaniu ciszą, szeptami i groźnie brzmiącą melodią, a także na migawkach wizualnych. Jakość tych fragmentów sprawia, że trudno zatem zbudować solidny nastrój napięcia i strachu. Wręcz przeciwnie. Momentami widz ma najzwyczajniej w świecie ochotę parsknąć śmiechem. Razi w tej produkcji również brak logiki. Skoro w jednym momencie główna bohaterka łamie z przemieszczeniem oba barki, to dlaczego sekundę później potrafi naturalnie nimi poruszać?

„Taśmy Watykanu” wypadają znacznie gorzej w zestawieniu z wcześniej wymienianą produkcją, biorąc pod uwagę aspekt psychologiczny. O ile w „Egzorcyzmach Emily Rose” emocje ludzkie wydają się być realistyczne i pogłębione, o tyle w omawianym obrazie wyraźnie tego brakuje. Reakcje i uczucia najbliższego otoczenia Angeli są zwyczajnie sztuczne i płytkie. Reżyserowi trudno jest najwidoczniej zachować także ciąg przyczynowo-skutkowy. Film zdaje się być sklejony z ledwo pasujących do siebie fragmentów. Sprawia to, że odbiorca będzie miał problem z określeniem przyczyn opętania bohaterki czy tego w jaki sposób został przeforsowany pomysł egzorcyzmów.

Mimo wszystko częściowe oparcie filmu na faktach jest jego zdecydowanym plusem. „Taśmy Watykanu” zapewne otworzą oczy tym, którzy nie zdawali sobie sprawy ze skali oraz wagi ukrywanych przez Kościół tajemnic. Odbiorcę może zaskoczyć również zakończenie produkcji, które jest swoistym przesłaniem dla ludzkości. W głównej mierze od tego czy je zaaprobujemy czy też nie, zależy nasze podejście do spraw religijnych.

Fani horrorów, którzy zdecydowali się obejrzeć ten film, zapewne teraz bardzo tego żałują. Dlatego tym, którzy mają w planach to zrobić, powiem jedno: Do diabła z nim!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *