Sopot jak Jamajka. Koncert Seana Paula w Zatoce Sztuki

Dancehall, reggae, hip-hop i sporo popu – te wszystkie dźwięki połączył jeden koncert na scenie Zatoki Sztuki. W czwartek, 23 lipca, plażą przy klubie zawładnął dawno niewidziany Sean Paul. Choć nie obyło się bez organizacyjnych wpadek, obok występu tego muzyka nie sposób było przejść obojętnie.

Smutna prawda o koncertach, nie tylko tych w Zatoce Sztuki, jest taka, że dla kupujących bilety liczy się jedynie nazwisko artysty i zakup kija do selfie. Nie zrobić sobie zdjęcia na takim koncercie to przecież przepustka do społecznego potępienia. I tak, zanim muzyka mogła wybrzmieć, w tłumie przewijały się głosy oburzenia na złą organizację wydarzenia. Królujące w tłumie kije do selfie będą od teraz codzienną zmorą imprez masowych.

sean-paul-8763Choć inteligencja amatorów koncertowych zdjęć nie powalała, to przecież na scenie miały dziać się ciekawsze rzeczy. Zapowiadany na kilka dni przed koncertem przyjazd pełnego składu zespołu rozbudził w fanach wielkie nadzieje. Miało być show wypełnione egzotyką i dobrą muzyką, ale rzeczywistość okazała się mniej wyjątkowa.

Nie można zaprzeczyć, że Sean Paul jest królem dancehallu. Jego muzyka to energetyczna bomba. Niestety, podczas sopockiego koncertu jamajskich rytmów było naprawdę niewiele. A to właśnie ta część jego muzycznego dorobku zrobiła z artysty prawdziwą gwiazdę na rynku. To, w czym Sean Paul jest najlepszy, zostało przykryte popowymi kompozycjami. Trochę ironicznie, bo sam artysta zwracał zebranym uwagę, żeby nie zapomnieli, że w jego żyłach płynie dancehall.

sean-paul-8785Sean Paul, ochoczo wspomagany przez drugiego MC i konsoletę, nie wyśpiewywał do końca swoich utworów, prezentując raczej przegląd tych bardziej znanych kawałków. Nie mogło zabraknąć klubowych perełek z ostatnich płyt, czyli „Got 2 Luv U”, „Other Side of Love” czy „She Doesn’t Mind” i też tych mniej znanych jak „Turn It Up”. Nawet Sean Paul zaczął romansować z nieco elektronicznymi dźwiękami, co uwidoczniło się podczas koncertu w Zatoce.

Fani rozkochani w jego pierwszych płytach mięli okazję na żywo posłuchać legendarnych utworów. Jamajczyk sięgnął po „Gimme The Light”, „Get Busy”, ale też „Baby Boy” nagraną razem z Beyonce. Roztańczony tłum bujał się do pełnego energii „Give it up to me” i „Like glue” i nieco przearanżowanego „We be burnin’”. Klimat dopełniały te mniej skoczne kawałki jak „I’m still in love with you” i „Hold My Hand”. Najgorzej z całego zestawienia wypadł hymn muzyka, czyli „Temperature”.

Co by nie mówić o organizacji, pozytywne wibracje ze sceny przegoniły narzekania wśród tłumu. Sean Paul, w przeciwieństwie do występującego nie tak dawno w Gdyni Drake’a, nie musiał upewniać się czy aby na pewno wszyscy rozumieją angielski. Kontakt z publicznością miał świetny, upewniając się np. czy zebrani kochają swój kraj. Na pewno kochają Seana Paula, bo od sceny tłum długo potem nie mógł odstąpić. Zatoce Sztuki mimo wszystko należą się oklaski za sprowadzenie Seana Paula  po raz kolejny do Trójmiasta.

fot. Patryk Pawłowski

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *