Student w drodze

Na początku był wybór. Zadecydowałeś, na jakiej uczelni chcesz się uczyć. Później przyszedł czas na zadanie kolejnego pytania: jak zamierzasz tam dotrzeć? Oczywiście najwygodniejsza opcja to zamieszkanie jak najbliżej kampusu, Ale są też sytuacje, kiedy jest to niemożliwe, a codzienna droga wymaga poświęceń.

Z Borkowa na zajęcia

przystanek uniwersytetMagda studentka wiedzy o filmie i kulturze audiowizualnej pochodzi z Radomia. Zaczynając studia na Uniwersytecie Gdańskim postanowiła wynająć mieszkanie niedaleko uczelni. Niestety po długich poszukiwaniach nie znalazła żadnej interesującej oferty. Po znajomości udało jej się wynająć mieszkanie w przystępnej cenie. Niestety znajduje się ono w Borkowie. Dla studentki jest to spora odległość od uczelni. Dojazd na zajęcia trwa przeszło godzinę.  Łącznie w ciągu dnia w autobusach i tramwajach spędza ponad dwie godziny. Dojazd na pętle tramwajową Łostowice – Świętokrzyska zajmuje około 15 minut, następnie przesiada się na tramwaj, którym około 50 minut jedzie prosto na uczelnię. Niestety w godzinach szczytu czas dojazdu znacznie się wydłuża.

Magda przyznaje, że nie przepada za dojazdami i w tym czasie wolałaby pospać. Dodaje, że zawsze bierze ze sobą książkę, dzięki której czas mija znacznie szybciej. Niestety największą wadą są powroty o późnych godzinach – Są autobusy nocne, które dojeżdżają bezpośrednio pod mój blok, jednak jeżdżą tylko co godzinę i akurat bardzo rzadko mi pasują. To wiążę się niestety ze sporymi wydatkami na taksówki – mówi Magda.

Na szczęście nie zawsze musi wcześnie wstawać. Zajęcia zazwyczaj zaczyna o 11.30. Niestety w środę ma lektorat z języka hiszpańskiego na 8.00 więc jest zmuszona wstać jeszcze przed 5 rano. Z tego powodu w przyszłym roku planuje wynająć pokój bliżej uczelni – Mimo, iż podoba mi się moje obecne mieszkanie, codzienne dojazdy to duża strata czasu dodaje studentka.  Zdecydowanie wolałabym pospać godzinę dłużej, tym bardziej, że często uczę się po nocach­.

Ze stacji na stację

skm przymorze 1Z kolei Patrycja studiująca na dwóch kierunkach Uniwersytetu Gdańskiego sporą część dnia spędza w SKM-ce. Codziennie musi wstać chwilę po 5, by zdążyć na pociąg. Gdy inni jeszcze śpią, ona właśnie wyrusza ze stacji Strzebielino Morskie. Jedzie do Sopotu, gdzie studiuje finanse i rachunkowość lub do Gdańska, bo tam jej drugim kierunkiem jest dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Zdecydowała się dojeżdżać, ponieważ oprócz studiów uczestniczy w zajęciach szkoły tańca w Lęborku, a to w zupełnie przeciwnym kierunku.

Patrycja wspomina, że w czasie studiów licencjackich lubiła swoje codzienne dojazdy. Czas gnał jak błyskawica, bo zawsze jeździła z grupą znajomych. Teraz, gdy została sama odnosi wrażenie, że podróż przeciąga się w nieskończoność.

Przyznaje także, że nie przepada za ściskiem w pociągach. Są niewygodne, jest w nich ciasno oraz tłoczno. W przeszłości bywało, że całą drogę musiała stać, a to męczy jeszcze bardziej. Na szczęście nie zawsze jest tak źle. Bywa, że nawet w tym ścisku można się uśmiechnąć. Patrycja wspomina jak któregoś dnia udało jej się zająć ostatnie miejsce siedzące. Ona i towarzysze drogi przez większość trasy mieli non stop podkurczone nogi. Gdy dwójka pasażerów wysiadła, ona oraz mężczyzna siedzący naprzeciwko rozprostowali kończyny z ogromnym uczuciem ulgi. –  Pamiętam, że w tym momencie oboje się zaśmialiśmy. Później droga upłynęła już na przyjemnej dyskusji – wspomina Patrycja. Jednak w pociągu należy też zachować ostrożność. Studentce zapadł w pamięć współpasażer, który budził jej obawy. – Z pozoru niby miły – mówi Patrycja. – Pytał, dokąd jadę, o której wracam, a że spotykaliśmy się w miarę często raz zajął mi nawet miejsce. Jednak następnym razem wolałam usiąść w innym przedziale. Uznałam, że tak po prostu będzie bezpieczniej.

Gdzie jest szyberdach?

Agnieszka, studentka pedagogiki, już piąty rok dojeżdża na zajęcia autobusem. Dziennie w podróży w jedną i drugą stronę spędza niecałe dwie godziny, co jest to dla niej tak naturalne jak oddychanie. – Na początku często słyszałam od innych studentów, że są pełni podziwu dla moich codziennych dojazdów, ale ja się tylko uśmiechałam i zapewniałam, że nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej – mówi studentka. Dzisiaj, po pięciu latach nikogo już to nie dziwi i każdy wie, że na zajęcia dociera, jako pierwsza. – To jest minus. Inni jeszcze śpią, a ja przygotowuję się do drogi, bo taki jest rozkład jazdy autobusów. Na uczelni często jestem pierwsza – dodaje Agnieszka.

Przez te lata wiele się wydarzyło, poznała nowych ludzi i przeżył niecodzienne sytuacje. Pamięta jak któregoś majowego dnia wracała do domu. Siedziała razem ze znajomymi na końcu autobusu. Otworzyli wówczas szyberdach, bo na zewnątrz panował ukrop Wszyscy odczuli ogromną ulgę opowiada Agnieszka. – W pewnym momencie usłyszałam huk i poczułam silny powiew wiatru. Wtedy zauważyliśmy, że szyberdach po prostu…odpadł. Poinformowaliśmy o tym kierowcę, który natychmiast się zatrzymał. Większość pasażerów wysiadła w poszukiwaniu zguby. Szukaliśmy go przez dobre 10 minut, aż w końcu kierowca się poddał i ruszyliśmy w dalszą drogę. Mieliśmy zbyt duże opóźnienie by szukać go dalej – mówi.

Część studenckiego życia

Dla dziewczyn dojazdy są częścią studenckiego życia. W swojej decyzji nie są odosobnione. Sporo żaków w podobny sposób dociera na zajęcia. Najczęściej na codzienne podróże decydują się ci, którzy mają dobre połączenie komunikacyjne z rodzinnego domu do miejsca uczelni. Takie rozwiązanie jest dużo tańsze niż stancja. Dodatkową zaletą jest mieszkanie w rodzinnym domu. Niestety bywa też i tak, że wynajmowany przez nas lokal znajduje się daleko od kampusu, więc jesteśmy zmuszeni dojeżdżać. Podróże zajmują sporo czasu, dlatego trzeba wcześniej wstać, bo zbyt długi sen lub kolejna drzemka może skutkować (kolejną) nieobecnością na pierwszych zajęciach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *