Brodacze z Black Label Society rozpalili B90

10649783_533200263483942_7942598832332272372_nŚroda (11 marca) była dla fanów heavy metalu długo wyczekiwanym dniem. Amerykańską grupa Black Label Society, na czele z liderem Zakkiem Wyldem, zagrała w klubie B90 swój pierwszy koncert na Pomorzu. Promocja wydanej w zeszłym roku płyty „Catacombs of the Black Vatican” skłoniła postawnych brodaczy do przemienienia gdańskiej sceny w piekielny loch, wypełniony ciężkim, mocarnym brzmieniem gitarowych riffów.

Odziani w czerń fani BLS oblegali B90 już dobrych kilkanaście minut przed wybiciem godziny 19.00 – a chętnych do zobaczenia muzyków zza oceanu na żywo było mnóstwo. Na  scenie pojawił się support, zespół Crobot, z materiałem utrzymanym w konkretnej, rockowej stylistyce z charakterystycznym amerykańskim zacięciem. Widownia żywo reagowała na występ grupy – pojawiły się pierwsze pląsy i podrygiwania – ale było to jedynie małe preludium tego, co miało rozegrać się na scenie w trakcie występu gwiazdy wieczoru…

Kilkanaście minut po 21.00 klub ogarnął mrok, a scenę spowiła wielka czarna płachta z wymalowaną białą czaszką – logiem BLS. Publiczność zgromadzona w B90 zastygła w napięciu i oczekiwaniu. I nagle wybuchła eksplozja, z której wyłonili się czterej postawni, odziani w skóry i piekielnie utalentowani muzycy: Jeff Fabb, Dario Lorina, John DeServio oraz Zakk Wylde! Panowie rozpoczęli koncert utworem „The Beginning… At Last”, który zadziałał na fanów jak zapłon, rozpalający ciała oraz głosy do wspólnego świętowania siły prawdziwego heavy metalu.

Przyozdobiony drewnianym krzyżem, różańcem i czaszkami statyw mikrofonu dosłownie drżał, gdy Black Label Society wykonywali jedne z najbardziej znanych utworów: „Funeral Bell”, „Bleed For Me” oraz „Suicide Messiah”. Fani wykrzykiwali teksty piosenek, skandowali imię lidera i szaleli pod sceną. Zakk wskakiwał na głośniki i wraz ze swoją hipnotyzująca gitarą zachęcał tłum do jeszcze głośniejszej zabawy.

Momentem kulminacyjnym tego metalowego świętowania była solówka Wylde’a, która trwała prawie 10 minut. Gitarzysta z dumą Music&Atmosphere-разное-Black-Label-Society-Metal-755089prezentował swoje umiejętności, a publiczność  próbowała śledzić szybkie ruchy dłoni muzyka, który dosłownie zaklinał swoje wiosło. Teraz już nikt nie wątpił w słuszność tezy, jakoby Zakk był jednym z najlepszych gitarzystów globu.

Ale długowłosy multiinstrumentalista zagrał również na organach, pozwalając by Dario Lorina przejął gitarowy ster. Nastąpiła bowiem chwila wyciszenia, którą przyniosły dwie ballady. Pierwsza, „Angel Of Mercy”, pochodząca z najnowszej płyty Black Label Society, udowodniła, że amerykańscy brodacze potrafią zaprezentować liryczne oblicze. Natomiast „In This River”, utwór dedykowany tragicznie zmarłemu przyjacielowi Wylda – Dimebag’owi Darrell’owi –wprawił słuchaczy w atmosferę skupienia. Odwdzięczyli się muzykom gromkimi brawami i okrzykami zachwytu.

Ostatnia cześć koncertu przyniosła kolejne mocne utwory, w tym „Concrete Jungle” i „Stillborn”, które zakończyły występ. Mimo, że panowie z BLS nie zdecydowali się na bis, publiczność nie mogła narzekać na brak spełnienia. Muzyczne widowisko ekipy Zakk’a Wylde’a stało na bardzo wysokim poziomie. Widzowie, którzy z niecierpliwością czekali na ten pamiętny koncert w B90 nie powinni czuć się zawiedzeni. Choć każdy z nich pragnąłby zapewne wydłużenia go w nieskończoność.

Niestety, nie udało się nam zrobić zdjęć z tego wydarzenia. Zespół ograniczył ilość zezwoleń na fotografie do minimum. Doszły nas również słuchy o nieeleganckim zachowaniu ochroniarzy z ramienia BLS, którzy w sposób kategoryczny zabraniali fotografom uwieczniania grupy. Przyjęliśmy te wiadomości z niemałym żalem. Jednak cóż poradzić – przecież gwiazdom formatu Black Label Society można wybaczyć (prawie) wszystko.

Czekamy na kolejne koncerty światowej klasy w B90!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *