Na dwa głosy: John Wick

john-wick-poster-final-656Ostatnim razem pisaliśmy o aspirującym reporterze, który dla materiału nie cofnie się przed niczym. Teraz przyszedł czas na emerytowanego zabójcę, który zabije każdego, kto stanie na drodze do jego spokojnego życia. W Na dwa głosy recenzujemy „Johna Wicka”. 

Magda Drozdek: Tytułowy John Wick to emerytowany zabijaka. Wszyscy w kryminalnym światku go znają i na wieść, że może wrócić do pracy przechodzą im ciary po plecach. Historia musi się zacząć od standardowego „pewnego dnia”, gdy to do jego domu wtargnęli nieznajomi bandyci, zabili mu psa i ukradli ukochany samochód. Kilka dni wcześniej pochował żonę, więc napad przelewa czarę goryczy. Wick rozbija skrytkę z reliktami dawnego życia i wraca do gry. Chce zabić wszystkich, którzy zburzyli jego szczęśliwe życie.

Marek Listwan: Każdy z nas zna tzw. kino klasy B. Z tego rodzaju rozrywką jest jak z disco polo – nikt się nie przyznaje, a słuchają wszyscy. „John Wick” to film właśnie tego gatunku i nikt nie planował udawać, że jest to coś więcej. Zresztą, po obecności Keanu Reevesa na plakacie widać, że to nie będzie oscarowa produkcja.

Magda: Powiedziałabym ci: nie idź tą drogą! Keanu to najlepszy aktor jaki trafił się tej ziemi. Facet ma do siebie dystans i przynajmniej nie udaje, że robi „wielką sztukę”. I taki też jest „John Wick” – bez ściemy rozwalamy Rosjan (żegnaj poprawności polityczna).

Marek: Mówiąc w ten sposób o Keanu, wymierzasz policzek całemu panteonowi aktorów, zaczynając od ś.p. Marlona Brando, na Leonardo „Gdzie-jest-mój-Oscar” DiCaprio kończąc. Keanu to ten typ człowieka, który ma zawsze jeden wyraz twarzy, jeden ton głosu i sprawia wrażenie przygwożdżonego życiem. Na plakacie zbiórki środków na schronisko w Dąbrówce, jest taki smutny piesek. Keanu jest jeszcze smutniejszy. Choć może w tym filmie to miało jakiś większy sens, w końcu John to taki „ponury żniwiarz”, albo jak wolą Rosjanie – Baba Jaga.

Magda: Przynajmniej jest konsekwentny. Wystarczy posłuchać kilku jego wywiadów, żeby przekonać się, że jego wizerunek smutnego biedaka jest bzdurą. Jako John jest wyjątkowo przekonujący. Emerytowany zabójca? Trochę prztyczek w wizerunek z „Matrixa”.

2014-John-Wick-Images

Marek: Wizerunek biedaka z brodą pochodzi z jego życia poza ekranem, może sobie zaprzeczać jeśli chce i nie ma powodów, by mu nie wierzyć. Jednak w niemal każdym filmie gra taką depresyjną sierotę bez mimiki. No ale jak już wspomniałem, tutaj może się jakoś bronić. Ale zostawmy już tę kłótnię. Twoja stronniczość w stosunku do byłych gwiazd „Matrixa” jest nam już powszechnie znana. Czy coś poza „Panem Drewniakiem” urzekło Cię w tym filmie?

Magda: Jak zawsze: zdjęcia. Miasto w filmie Leitcha i Stahelskiego jest zjawiskowe. Szczególnie dobrze wypadają te ujęcia kręcone nad ulicami Nowego Jorku. No i nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o pięknej Daisy! Dla tego psa można zabijać.

Marek: Gwoli wyjaśnienia: w CDN-ie kochamy zwierzątka. Ja również jestem zauroczony małą Daisy. Jeśli mówimy o zabijaniu, to trzeba uczciwie przyznać, że w „Johnie Wicku” to nie jest zwykłe mordobicie i rozwalanie łbów. To prawdziwy taniec śmierci. I tak jak Keanu nie trawię, tak trzeba mu przyznać, że sceny walki ma już opanowane do perfekcji.

Magda: On żyje dla takich scen. To już nie to co kiedyś, ale wciąż daje radę. Fanów odsyłam na film „Man of Tai-chi”. Jakość „Johna Wicka” mierzona jest w ilości trupów, a te kładą się tu dziesiątkami. Wick nie jest też niezniszczalny, w porównaniu z innymi podobnymi mu bohaterami. Prawie jak Chuck Norris –potrafi zabić 3 osoby przy pomocy ołówka. Dostaje jednak nieźle w kość od swoich przeciwników. Sam Keanu przyznał nawet, że podoba mu się to że z każdą kolejną sceną John ma coraz więcej siniaków.

Marek: Widzę, że oglądaliśmy ten sam wywiad, ale niestety nie zgodzę się. John jest niezniszczalny, to taka postać z komiksu. W jednej chwili jest ledwo żywy od rany ciętej, w drugiej ma w tym miejscu szwy, które za chwilę puszczają, ale kto by się tym przejmował, przecież „show must go on”. Siniaki, rany i odrapania to tylko takie efekty specjalne.

hr_John_Wick_1Magda: Zejdźmy na chwilę z Keanu i jego Johna. Jak reszta? Rosjanie boją się Baby Jagi. Wszyscy wiedzą, że scenariusz ma być komiksowy i przerysowany. Mnie najbardziej drażnił guru mafii – Viggo Tarasov. Za to dzięki reżyserom za smaczek w postaci Willema Dafoe i „ekipy sprzątającej” – mało a cieszy.

Marek: Według mnie gwiazdą filmu jest Alfie Allen, czyli Josif Tarasov, sprawca całego zamieszania. To bardzo wiarygodna postać, taki typowy synek bogatego tatusia. Pozer, prostak i tchórz. Wiem, że to tani chwyt, bo takich się najłatwiej nienawidzi, ale ja to kupuję. Myślę, że Alfie może stać się taką etatową, filmowo-serialową mendą.

Magda: Zdecydowanie predyspozycje fizyczne do takich ról ma. Czarne charaktery to będzie jego konik. „Gra o tron” trochę go wybiła na bliższy plan, bo jeszcze wciąż nie pierwszy. Gwiazdą filmu bym go nie nazwała z dwóch powodów. Jeden jest zbyt oczywisty i już nie będę wracać do tego wątku, a drugi taki, że do grania ma niewiele.

Marek: Przynajmniej jest wyrazisty i ma więcej niż jedną minę. Przyjemny elementem filmu, był wszechobecny czarny humor. To było takie oczko, puszczane przez reżysera, mówiące: „ej, to wszystko jest przecież dla jaj, nie spinaj i patrz jak fajnie się mordują”.

Magda: Olać scenariusz i dialogi – ma być strzelanina, czyli to co najlepsze. Wreszcie jakiś film sensacyjny, który nic nie udaje. Keanu można kochać lub nienawidzić, ale po przygodach z romansami i fantastyką, najlepiej sprawuje się w bijatykach. „Johna Wicka” polecam wszystkim, którzy potrafią przeżyć prawie dwie godziny bez sensownych dialogów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *