„Chcę grać na różnych nutach” – wywiad z Piotrem Adamczykiem

Piotr Adamczyk otrzymał w tym roku „Politkę” na lipnowskim festiwalu imienia Poli Negri. Tuż po odebraniu nagrody, porozmawialiśmy z aktorem o kondycji polskiego kina.

Jakie ma pan wrażenia dotyczące festiwalu „Pola i inni”?

Zauważyłem, że festiwal „Pola i inni” jest ważnym wydarzeniem dla Lipna, mieszkańcy utożsamiają się z Polą Negri, są dumni, że pochodziła z ich miasta. Możliwe, że gdyby aktorka urodziła się na przykład w Warszawie, nie byłaby tak wspominana i czczona. Statuetka, którą otrzymałem jest dużym wyróżnieniem, ale najważniejsze jest dla mnie spotkanie z widzem. Wspólne zdjęcie czy chwila rozmowy stanowi dla mnie dużą wartość.

Nie jest pan asertywny jeśli chodzi o bezpośredni kontakt z widzem.

Bo to w żadnym wypadku nie są krępujące spotkania. Wręcz przeciwnie, to bardzo miłe sytuacje. Zawsze dziwi mnie, że podpis na kartce może sprawić komuś tak dużo radości. To jest dla mnie pewnego rodzaju kupon odcinany od naszej pracy. Staramy się być wiarygodni w różnego typu postaciach. Wzruszać, bawić, a czasami i przestraszać. To, że ktoś docenia moją pracę i chce zrobić sobie ze mną zdjęcie, jest dla mnie wyróżnieniem.

Jest pan lubianym aktorem?

W czasach internetu bardzo trudno tak powiedzieć. Z jednej strony, kiedy chodzę po ulicach, ludzie uśmiechają się do mnie, proszą o chwilę rozmowy. Wtedy mam wrażenie, że jestem lubianym aktorem. Kiedy zajrzę do internetu, mam przeciwne odczucia.

Zawsze znajdzie się grupa frustratów…

…Którzy bardzo głośno krzyczą, co niestety bywa przykre. W ankiecie ulicznej prawdopodobnie wypadłbym bardziej pozytywnie.

Jest recepta, żeby zyskać uznanie widza?

Trzeba uczciwie wykonywać swoją pracę. Nawet jeśli pewne wybory zostaną naznaczone na przykład przez media jako negatywne, to po czasie, tak jak mówił Mark Twain: „Prawda zdąży dopiero założyć buty, kiedy kłamstwo obiegnie cały świat.” Wierzę, że ta prawda krok po kroku tę Ziemię obiegnie. Myślę, że tak też należy uprawiać ten zawód, konsekwentnie, nie zastanawiając się „co ludzie powiedzą”, ale być uczciwym wobec siebie i także wobec odbiorców. Oczywiście, nie mogę zadowolić wszystkich. Wiele osób zarzuca mi, że po roli papieża pozwalam sobie na granie w komediach. A dla mnie jest to kwintesencją tego zawodu, by grać na różnych nutach.

Trudno było rozstać się z rolą papieża?

Nigdy nie rozstałem się z tą rolą, podobnie jak z innymi. Być może role teatralne mijają, zostają jedynie wspomnienia. Do roli filmowych można wrócić, są zapisem mojego światopoglądu i życia w danej chwili.

Znajduje pan czas na oglądanie polskich filmów?

Tak, chociaż nie zawsze wykorzystuję go w stu procentach. Niedawno obejrzałem wyjątkowy film „Powstanie”, oparty na materiałach dokumentalnych, który serdecznie polecam. Pochodzę z Warszawy, więc Powstanie Warszawskie zawsze było dla mnie ważnym elementem. Szkoda, że to nie jest film, który mógłby zostać pokazany całemu światu, bo myślę, że cudzoziemcy mogliby tego obrazu nie zrozumieć. Potrzebna jest znajomość historii, aby w pełni odczuć emocje, które płyną z tego filmu.

To jest problem, że często powstają filmy, które mogą zrozumieć tylko Polacy?

Film o papieżu jest włoską produkcją, mimo że powstał w Polsce i zagrali w nim nasi aktorzy. To pokazuje, że potrafimy przegapić najlepsze okazje. Cieszę się, że teraz widzowie będą mogli zobaczyć „Miasto 44” Jana Komasy, że historia zmobilizowała naszych twórców do stworzenia takiego obrazu. To nie jest tak, że nasza historia będąc skomplikowaną, jest tylko lokalna. Możemy tworzyć filmy o polskich wydarzeniach, dokładnie je tłumacząc. Pamiętajmy, że nie wszyscy te wydarzenia dobrze znają. Człowiek nie powinien nigdy wstydzić się tego, że czegoś nie rozumie. W danym momencie, jeden film, który nawet w łopatologiczny sposób wyjaśni pewne sprawy, może otworzyć oczy wielu ludziom. Dobrzy byłoby, gdybyśmy potrafili robić filmy, które będą dla Polaków rozliczeniem się z historią, a dla cudzoziemców wyjaśnieniem historii naszego kraju.

Nie obawia się pan, że pewnego dnia w działanie wkradnie się rutyna?

Kocham to, co robię więc mam nadzieję, że rutyniarstwo mi nie grozi.  A aktorstwo to miłość kosztowna i nie zawsze można uzyskać wzajemność. Właśnie z tego powodu lubię grać w komediach. Zadowolenie i śmiech publiczności jest ważniejszą zapłatą niż aktorskie honorarium.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *