07/03/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Demokracja potrzebuje otwartości

5 min przeczytania

źródło: unsplash.com

Dziś porozmawiamy z Jakubem Hamanowiczem o przyszłej władzy w rękach Gen Z, sile politycznych memów i problemach, które blokują młodych liderów.

Nasza generacja jest często nazywana pokoleniem „chronicznie online”. Czy myślisz, że w kontekście polityki i demokracji jest to dla nas bardziej przewaga czy zagrożenie?

Jeżeli spojrzymy z perspektywy młodego człowieka, to jest on w pewnym sensie bezbronny. Osoby, które mają na niego wpływ właśnie poprzez social media czy media tradycyjne, będą tym grać. Młody człowiek może się pogubić w ilości informacji i w tym, dlaczego właściwie kogoś popiera. Dzisiaj żyjemy w erze postprawdy. Nie chodzi już o to, co jest sprawdzalne, tylko o to, co zostanie uznane za prawdę. Decyduje ten, kto szybciej zasypie bańkę informacyjną.

Co sądzisz o tym, jak teraz polscy politycy grają social mediami, żeby dotrzeć do młodego wyborcy?

Myślę, że ostatnio głośnym przykładem jest konto Koalicji Obywatelskiej i to, jak wrzucają tzw. shitposting i memy. Z jednej strony widać, że zasięgi są genialne, nagle ich konto ożyło, z drugiej strony pytanie, czy nie zaszkodzi to ich wizerunkowi. Ostatnio było też głośno o Jarosławie Kaczyńskim, który wchodził na scenę na jednej z konferencji do remiksu ze swoim imieniem. Mam wrażenie, że sam był zmieszany całą sytuacją. Jest to ciekawe, ale czy chcemy, żeby tak wyglądała polityka? Na to pytanie musimy sami sobie odpowiedzieć. To od nas zależy w jakim kierunku idzie polityczny PR.

Które cechy naszego pokolenia mogą Twoim zdaniem nam pomóc, stać się naszą siłą?

Na pewno zadawanie pytań i wojowniczość, ale to cechuje każde nowe pokolenie. Pytanie, czy nasze pokolenie nie będzie — właśnie przez nadmiar informacji — łatwiejsze do zmanipulowania. Fajnie, że mamy dostęp do szybkiej informacji, możemy je łatwo rozpowszechniać, i tworzyć własne inicjatywy. W czasach „Solidarności” nie dało się tak szybko organizować. Z drugiej strony łatwiej jest wszystko podważyć. Ciężko mi powiedzieć, do czego to doprowadzi.

Widzisz w naszej generacji nowe pokolenie liderów?

Jest kilka takich osób. Łatwiej jest mi wskazać potencjalnie  przyszłych liderów prawicowych. Myślę, że jednym z nich stanie się Daniel Nawrocki. Co ważne, wcześniej dzieci prezydentów nie były tak aktywne w trakcie trwania kadencji ich rodziców. Natomiast ze strony liberalnej również mogę wskazać kilka osób. Niestety pojawia się pewien problem. Te osoby często nie chcą kandydować i dalej rozwijać swojej ścieżki politycznej. Na przykład Paweł Mrozek, który jest przedstawicielem Akcji Uczniowskiej, zmienia kurs w kierunku kariery medialnej. Niestety, takie partie jak Koalicja, Lewica czy PSL nie wspierają młodych liderów. Oni ich niszczą. A prawica robi coś odwrotnego. PiS i Konfederacja ich tworzą.

Za 10–20 lat nasza generacja będzie już w większości sprawowała władzę. Jak ty to widzisz? Jakiego błędu na pewno nie możemy powtórzyć, patrząc na poprzednie pokolenia?

Wychodząc daleko w przyszłość, zawsze jestem ostrożny, bo patrząc na to, co się dzieje — czy na Wschodzie, czy w Unii Europejskiej — nie byłbym taki pewny tego, czy Polska będzie suwerenna, czy konflikt nie rozleje się na Europę. Miejmy nadzieję, że nie. Ale jeżeli miałbym patrzeć optymistycznie, to jest jeden duży plus — młode pokolenia mają dużo mniej uprzedzeń. A demokracje nie potrzebują uprzedzeń, demokracje potrzebują otwartości. Edukujmy, wspierajmy inkluzywność, a nasza demokracja będzie w dobrych rękach.

Prognozujesz nadal tak dużą polaryzację na scenie politycznej, czy jednak coś w tym zmienimy? Może na gorsze?

Boję się, że polaryzacja może być większa, patrząc na tendencję wzrostową dla skrajnie prawicowych partii. To jest moja największa obawa, ale z drugiej strony wystarczy, że jedna taka skrajnie prawicowa partia będzie w rządzie i ludzie mogą się na niej przejechać. Warto więc zapytać: czy te partie potkną się o własne deklaracje, czy jednak będą wyjątkowo bystre i będą wiedziały, jak stawiać krok w lewo albo w prawo.

Czy teraz młodzi w Polsce mają rzeczywiście duży wpływ na rzeczywistość, czy jest on raczej ograniczony?

Wpływ jest duży. Wpływ młodego człowieka jest taki sam jak dorosłego obywatela. Każdy głos liczy się tak samo. Kwestia jest tylko taka, że trzeba budować politykę młodzieżową. A młody wyborca staje się coraz gorętszym „towarem”. To robi Karol Nawrocki poprzez założenie Rady Młodzieżowej przy prezydencie. Powstała też Rada Młodzieżowa przy Zespole Parlamentarnym ds. Młodzieży. To wszystko jest po to, żeby tworzyć przyszłych liderów — nie ukrywajmy, też partyjnych. Tusk nie widzi siły w młodych politykach, nie wspiera polityki młodzieżowej. To wie każdy działacz młodzieżowy. Głos młodych będzie liczył się coraz bardziej, ale nie tylko w kontekście urny wyborczej, lecz też tego, jaki program partie będą budowały.

Kiedy ty pierwszy raz poczułeś, że masz realny wpływ na rzeczywistość?

Gdy pierwszy raz wygrałem wybory do Młodzieżowej Rady Miasta – w wieku 13 lat. Nie ukrywam jednak, że trochę z tej działalności politycznej się wycofuję — między innymi przez ten problem, o którym mówiłem w kontekście partii liberalnych. Nie wykluczam natomiast eksperckiego z zaplecza. Jeśli chodzi jednak o realny wpływ, to mamy dzisiaj dużo możliwości. Młodzieżowe Rady, Młodzieżowe Sejmiki Województw, nawet samorządy szkolne są świetnymi miejscami, gdzie możemy działać. Możemy też działać niezależnie i do tego też zachęcam. Social media są dzisiaj niezwykłym miejscem do rozpoczęcia swojej przygody w świecie publicznym.

 

Jakub Hamanowicz – 21-letni aktywista społeczny i samorządowy, zaangażowany w promocję praw człowieka, równości oraz aktywizację młodzieży. Był przewodniczącym Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska i Młodzieżowego Sejmiku Województwa Pomorskiego. Aktualnie przewodzi Młodzieżowej Rady przy Euroregionie Bałtyk. Wyróżniony w rankingu Forbes „25 Under 25”, kontynuuje działalność na rzecz integracji społecznej i równego traktowania.