Zrobieni na szaro
4 min odczytu
Gdański Marsz Równości 2025/ fot. Eden Król
W sprawie związków partnerskich Polska wciąż pozostaje jednym z ostatnich krajów w Europie bez jakiejkolwiek formy regulacji prawnej. Debata trwa od prawie dwóch dekad, a kolejne rządy obiecują zmiany, które kończą się na wyborczych deklaracjach.
Według najnowszego raportu IPSOS LGBT+ Pride Report 2025 aż 62 procent ankietowanych Polaków uważa, że związki osób tej samej płci powinny zostać uregulowane prawnie (w tym 31 procent jest za wprowadzeniem jednopłciowych związków małżeńskich). W dorosłość wchodzi pokolenie Z, w którym – jak ustaliło IPSOS – 14 procent osób deklaruje przynależność do tęczowej społeczności. Młodzi nie chcą już dłużej czekać. Agata, lesbijka, która od dwóch lat jest w związku, mówi o swojej sytuacji z mieszanką nadziei i lęku:
Temat ślubu przewija się w naszych rozmowach. Jest to dla nas ważne. Wiem, że prawo nie zmieni naszego uczucia, ale boję się sytuacji granicznych. Gdyby coś mi się stało, moja dziewczyna dowiedziałaby się o tym ostatnia. Staram się nie myśleć o sprawach takich jak kredyt czy dzieci.
Na pytanie o trwającą kolejną batalię o związki partnerskie odpowiada krótko: „Czuję się jak karta przetargowa”.
Końca nie widać
Po wyborach 15 października 2023 r. wiele osób oczekiwało przełomu. Zapowiadana przez koalicję ustawa o związkach partnerskich miała być jednym z filarów zmian po 10 latach rządów PiS. W lipcu 2024 r. rewolucyjny dokument utknął w Komitecie Stałym Rady Ministrów. Po miesiącach bezczynności w czerwcu 2025 r. Lewica złożyła nowe projekty ustaw, określając w nich związek partnerski jako rejestrowaną w urzędzie stanu cywilnego relację dwóch osób niezależnie od płci. Jednak już pierwsze czytanie, zapowiedziane na 15 października 2025 r., zostało zablokowane przez wewnętrzny spór z PSL.
W ramach porozumienia stworzono alternatywny, okrojony projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu. Zniknęła z niego jakakolwiek forma formalizacji, a parom zaproponowano umowę u notariusza gwarantującą podstawowe prawa jak wgląd do dokumentacji medycznej. To rozwiązanie także może nie przejść, ponieważ prezydent Karol Nawrocki już zapowiedział sprzeciw wobec wszystkiego, co miałby w jego mniemaniu naruszyć konstytucyjną definicję małżeństwa.
W prawo zwrot
Legislacyjny ping-pong budzi także frustrację aktywistów. Jakub Hamanowicz, 21-letni działacz i członek Gdańskiej Rady ds. Równości, ocenia negatywnie poczynania rządzących.
Działam od 13. roku życia w polityce, udzielałem się m.in. w Młodzieżowej Radzie Miasta Gdańska i Młodzieżowym Sejmiku Województwa Pomorskiego. Obecnie jestem także w Gdańskiej Radzie ds. Równego Traktowania. Jest to dość wąskie środowisko i poznałem wielu asystentów posłów. Lewicy nie chodzi o wprowadzenie tej ustawy, chodzi o stworzenie problemu i budowanie na nim poparcia. Platforma robiła to samo. Trzecia Droga natomiast nigdy nawet nie myślała o poparciu takiej ustawy, pomimo wielu osób LGBTQ+ w jej strukturach. Nadzieję na zmiany straciłem rok temu.
Jakub sam również jest w jednopłciowym związku, który chciałby móc sformalizować. Jego diagnoza ma gorzki posmak.
Myślę, że pierwszą partią, która w Polsce wprowadzi tę ustawę, może być partia prawicowa. To pewien paradoks, ale takie sytuacje na świecie już się zdarzały. Zrobiła tak Partia Konserwatywna w Anglii w 2004 r. Konserwatyści argumentowali to tym, że chodzi o dobro ich obywateli oraz poczucie dumy ze swojego kraju. Myślę, że podobne rozwiązanie mogłoby zadziałać także u nas, jeśli odpowiedni ludzie u władzy chcieliby poszerzyć swój elektorat.
Jednak obecna atmosfera w Europie nie sprzyja tęczowej społeczności. Na Słowacji wprowadzono poprawkę do konstytucji, która w imię „ochrony przed progresywizmem” definiuje tylko dwie płcie i ogranicza prawa par tej samej płci do adopcji. Turcja planuje zakazać ceremonii zaręczyn i ślubów dla homoseksualnych związków pod groźbą kary od półtora roku do czterech lat więzienia. W do niedawna progresywnych Niemczech decyzja kanclerza Merza o odmowie powieszenia tęczowej flagi z okazji Miesiąca Dumy w budynku Bundestagu wywołała społeczną dyskusję o symbolicznej zmianie kierunku politycznego.
Co z nami?
Polskie pary jednopłciowe od lat czekają na uregulowania, które pozwoliłyby choćby na podstawową ochronę w życiu codziennym i sytuacjach granicznych. Zamiast tego kolejne pokolenie obserwuje polityczne manewry, w których ich życie staje się elementem kampanii, a nie rzeczywistej troski. Problemy, o których mówią osoby takie jak Agata czy Jakub, nie wynikają z przyjęcia pewnej ideologii, a braku pewności prawnej. Ich potrzeby wciąż jednak pozostają w szarej strefie, pomiędzy obietnicą zmiany a faktyczną realizacją, czyli w Polsce, która boi się postawić kropkę nad i.
