Teatr jednego aktora – podsumowanie sezonu F1 2023

Fot. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=893218235492591&set=pb.100044132691488.-2207520000&type=3 – Sergio Perez

Za nami kolejny sezon Formuły 1. Przebiegł on pod znakiem dominacji Maxa Verstappena i teamu Red Bull Racing. Byliśmy jednak świadkami historycznych wydarzeń, upadały kolejne rekordy. Sezon 2023, choć może nie był najbardziej emocjonujący,  obfitował w wiele spektakularnych momentów i niesamowitych pojedynków na torze.

Podtrzymana dominacja

W sezonie 2022 Red Bull Racing wygrał 17 z 22 wyścigów i wielu kibiców miało nadzieję, że w 2023 roku inne zespoły dogonią Czerwone Byki. Ferrari hucznie zapowiadało, że ich bolid jest sekundę szybszy niż przed rokiem, a Mercedes zaszokował prezentując samochód bez lakieru. Wszystko w celu zaoszczędzenia masy i urwania ułamków sekundy. Mówiło się też wiele o dużym progresie, jaki wykonał Aston Martin.

Wątpliwości rozwiano już w pierwszym wyścigu sezonu w Bahrajnie. Max Verstappen zdobył pole position, a drugi był Charles Leclerc (Ferrari). Można było się domyślać, że czeka nas zacięta walka. Nic bardziej mylnego. GP Bahrajnu spokojnie wygrał Holender, drugi był Sergio Perez (Red Bull), a trzeci Fernando Alonso (Aston Martin). Charles Leclerc nawet nie dojechał do mety. Stało się jasne, że dominacja Red Bulla będzie jeszcze większa niż przed rokiem. Na drugą siłę niespodziewanie wyrósł Aston Martin. Ferrari i Mercedes zanotowało spory regres.

Nowy duopol?

Przed drugim wyścigiem w Arabii Saudyjskiej doszło do sporej niespodzianki. Max Verstappen ze względu na awarię bolidu był dopiero 15. Najszybszy był Sergio Perez i to on był murowanym faworytem do zwycięstwa. Pomimo problemów na starcie Meksykanin pewnie jechał po zwycięstwo. Max przebijał się przez stawkę, ale gdy był już drugi, nie był w stanie dogonić Pereza. Meksykanin wygrał i tracił tylko punkt do Maxa w generalce. 

Następnie w Australii zwyciężył Max. Sergio Perez od początku miał wyścig pod górkę, gdyż w kwalifikacjach był 20. Mimo to ukończył na 5. lokacie. Natomiast w Azerbejdżanie Perez był niedościgniony. Wygrał sprint poprzedzający wyścig, a w głównej potyczce po mistrzowsku ograł Maxa i zwyciężył też w niedzielę. Meksykanin wręcz zdominował Holendra w tamten weekend i ani przez moment jego zwycięstwo nie ulegało wątpliwościom. Zbliżył się do Maxa w klasyfikacji, a gdyby nie pechowy weekend w Melbourne, Perez byłby liderem stawki. Zaczęto się zastanawiać, czy Meksykanin może zagrozić Verstappenowi. Odpowiedź poznaliśmy już niebawem.

Odpowiedź mistrza

Według mnie przełomowym momentem sezonu było GP Miami. Przy niewielkiej różnicy punktowej walka o 1. miejsce w klasyfikacji nabierała rumieńców. W kwalifikacjach Max był dopiero 9., a Sergio Perez zdobył pole position. Przed Meksykaninem otworzyła się złota szansa na objęcie prowadzenia w klasyfikacji kierowców. W wyścigu szybko odjechał kierowcom Ferrari, ale za nim Max Verstappen nie próżnował.

Holender chyba pomyślał: “and I took that personally”. W wyścigu dogonił, a potem wyprzedził Sergio Pereza w walce o prowadzenie. Zwyciężył w spektakularnym stylu startując ze środka stawki. Potem wymownie wskazał na swój numer 1 na samochodzie. Max dał do zrozumienia, że on tu rządzi. Sergio Perez musiał się zadowolić 2. miejscem. Max odjechał mu w klasyfikacji kierowców.

Rekordowa passa

Od Grand Prix Miami rozpoczął się niesamowity marsz Maxa Verstappena. Holender pobił rekord Sebastiana Vettela i wygrał 10 razy pod rząd. Zbiegło się to z obniżką lotów Sergio Pereza i przewaga Maxa nad Meksykaninem robiła się coraz większa. Verstappen wygrał wszystkie wyścigi od maja do września, ale jego pamiętnym zwycięstwem było GP Monako. Po stosunkowo spokojnym początku, w końcówce nadeszła ulewa. W kompletnym chaosie na torze, Max pewnie jechał po zwycięstwo. Na suchym i na mokrym był niedościgniony.

Tymczasem Sergio Perez zanotował wstydliwą passę. 5 razy pod rząd nie wszedł do Q3, co w Red Bullu jest obowiązkiem. Dysproporcja między kierowcami rosła z każdym weekendem. Na konkurenta dla Maxa niespodziewanie wyrósł zespół McLarena, który od GP Wielkiej Brytanii załapał świetną formę. Jego kierowcy (Lando Norris i Oscar Piastri) praktycznie w każdym wyścigu walczyli o podium. Zwyżkę zanotował też Mercedes. Podczas GP Węgier Lewis Hamilton zdobył nawet pole positon. W wyścigu na podium znaleźli się Sergio Perez, Lando Norris i niezmiennie Max Verstappen. W GP Włoch pobił on wspomniany rekord 10. zwycięstw z rzędu.

Szok w Singapurze i tragikomedia w Japonii

Po GP Włoch nadeszło GP Singapuru. To tam byliśmy świadkami największej sensacji w sezonie. Red Bull, który wygrał dotąd wszystkie wyścigi w sezonie, prezentował fatalne tempo. Było jasne, że ich passa dobiegnie końca. Prawdziwy szok nastąpił jednak w kwalifikacjach. Kierowcy Red Bulla zajęli dopiero 11. i 13. miejsca. Z Q3 Maxa Verstappena wyrzucił Liam Lawson z Alphatauri, zespołu B Red Bulla. To był dopiero 3. wyścig w jego karierze. W niedzielę zwyciężył Carlos Sainz z Ferrari. W Japonii wszystko wróciło już do normy. Max chciał powetować koszmarny weekend w Singapurze i absolutnie rządził. Zdominował kwalifikacje i pewnie triumfował w wyścigu.

Gorszy dzień w Japonii zdarzył się za to Sergio Perezowi. Jego występ był tak fatalny, że aż śmieszny. Po starcie spadł z 5. na 7. miejsce i uszkodził przednie skrzydło. Zdarza się, ale to nie koniec. Gdy wrócił, przebijał się przez stawkę i nawet nieźle mu szło. Do momentu, gdy usiłował wyprzedzić Kevina Magnussena (Haas). Uszkodził znowu przednie skrzydło i dostał 5 sekund kary. Red Bull uznał, że dalsza jazda nie ma sensu i kazał mu zjechać do garażu. Myślicie, że to koniec? Otóż nie! Po wielu okrążeniach Sergio Perez wrócił na tor. Przyznam, że nigdy czegoś takiego nie widziałem i myślałem, że to niedozwolone. Nie wiem czy ktoś tak kiedykolwiek zrobił. Perez wraca w wielkim stylu? Nie do końca. Będąc 10 okrążeń w plecy nie miał szans na żaden wynik. Wyjechał, by obsłużyć karę 5 sekund, po czym… wycofał się drugi raz. Tragikomiczny występ.

Hat-trick Maxa

To, że Holender zostanie mistrzem świata było wiadome już w maju. Oficjalnie stało się to w październiku, podczas sprintu do GP Kataru. Max Verstappen po raz 3. z rzędu został mistrzem świata. Sergio Perez zagrażał mu tylko na samym początku, a potem Max po prostu robił swoje. Od GP Singapuru wygrał resztę wyścigów w sezonie. Łącznie było ich 19, czym pobił rekord, który ustanowił rok wcześniej. Prowadził przez ponad 1000 okrążeń w sezonie. Pobił rekord Alberto Ascariego z 1952 roku, polegający na procencie zwycięstw w sezonie (75%). Max wygrał 19 na 22 wyścigi, czyli 86% z nich.

Wicemistrzem świata został Sergio Perez, który pod koniec trochę się ogarnął. Co ciekawe, rok wcześniej Meksykanin zdobył więcej punktów, ale był 3. w klasyfikacji. W tym roku najniższe miejsce na podium przypadło Lewisowi Hamiltonowi (Mercedes). Mistrzostwo konstruktorów zdobył Red Bull Racing z kolosalną przewagą. Drugi był Mercedes, a trzecie Ferrari.

5 momentów sezonu

  1. Kwalifikacje do GP Monako – jedna z najlepszych sesji w historii tego sportu. To musiało być Monako. W Q3 byliśmy świadkami pasjonującej walki o pole position. Przez chwilę najszybszy był nawet Esteban Ocon (Alpine). Kiedy wydawało się, że wygra Fernando Alonso, Max Verstappen zaprezentował coś magicznego. Po dwóch sektorach był wolniejszy od Hiszpana, ale w trzecim odrobił wszystko. Jedno z najlepszych okrążeń w annałach F1
  2. GP Las Vegas – po licznych kontrowersjach związanych z tym wyścigiem, widowisko okazało się pasjonujące. W nocy królem okazał się Max Verstappen, a Sergio Perez i Charles Leclerc zapewnili niezwykły pojedynek zakończony wyprzedzaniem na ostatnim okrążeniu. Wyścig okazał się spektakularny.
  3. GP Singapuru – jedyny wyścig, gdzie Red Bull się nie liczył. O zwycięstwo walczyło 4. kierowców, a najsprytniejszy na singapurskich ulicach okazał się Carlos Sainz. Do ostatniego okrążenia byliśmy świadkami pasjonującej walki o zwycięstwo.
  4. GP Holandii – Deszcz na starcie, a na finiszu prawdziwa ulewa. To przepis na świetny wyścig. Został pobity rekord wszechczasów jeśli chodzi o liczbę manewrów wyprzedzania (aż 186!). Jedno się nie zmienia – zwyciężył Max Verstappen.
  5. GP Brazylii – ten wyścig upłynął pod znakiem elektryzującej walki Sergio Pereza i Fernando Alonso. Stawką było 3. miejsce. Kierowcy walczyli niezwykle zaciekle, a na mecie dzieliło ich ledwie 0,053 sekundy!

Plusy dodatnie i plusy ujemne

Na koniec pora na rozczarowanie i zaskoczenie sezonu. Ten pierwszy, niepochlebny tytuł, przyznaję zespołowi Haasa. Amerykański team co roku notuje regres, ale teraz sięgnęli dna. Zajęli ostatnie miejsce w klasyfikacji konstruktorów. W kwalifikacjach szło im całkiem nieźle (w Kanadzie Nico Hulkenberg miał 2. czas), ale w wyścigach byli fatalni. Walka o punkty graniczyła z cudem. Mogą tylko liczyć na poprawę w 2024 roku, bo 2023 był dla nich katastrofalny.

Odkryciem sezonu mianuję Oscara Piastriego. Australijski kierowca miał trudne początki (w debiucie był ostatni), ale szybko się odbił. Pierwsze punkty zdobył w domowym wyścigu i potem tylko rósł. Kiedy McLaren miał już bardzo szybki samochód, Oscar regularnie walczył o podia. Jego koronnym momentem było zwycięstwo w sprincie przed GP Kataru. Czasami jechał tak, że zapominało się, iż jest debiutantem. Potrafił pokonać wielu doświadczonych kierowców, w tym kolegę z zespołu, Lando Norrisa. Australijczyk pokazał, że ma porządne papiery na ściganie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *