Gadowski w rytmie tanga

tangado_authors_kuturaonlineSłysząc: Artur Gadowski, myśli się: chropowaty, silny wokal, ciężkie riffy, melodyjne ballady, tłumy krzyczących fanek. A co jeśli taki głos zajmie się… przedwojennymi szlagierami polskiego tanga? Czas się przekonać – 31 marca do sklepów trafił album projektu Artur Gadowski & Tangata Quintet – „Tangado”.

Gadowski, łącząc siły z uznanym polskim kompozytorem Hadrianem Filipem Tabęckim i jego Tangata Quintet, nagrał na nowo znane utwory, które od lat trzeszczały w przedpotopowych adapterach naszych dziadków. Projekt, oprócz nowych wersji siedmiu przedwojennych tang, proponuje słuchaczom pięć zupełnie nowych utworów. Autorskie pieśni (bo „numerami” ich nazwać po prostu nie wolno) są świetnie wkomponowane w tradycję i zapewniają płycie płynność i świeżość, o którą nieco się obawiałem czytając o „Tangadzie” przed premierą. Wyszło co najmniej ciekawie.

Numerem jeden na krążku jest tytułowy singiel. Wokalista IRY sygnalizuje tu, jak unikalny projekt stworzył. Mówi: „Zapraszam Cię do Tangada”. Jeśli szanowny/a słuchacz/ka da się namówić, wkrótce na niemal godzinę pogrąży się w rasowych, szarpanych dźwiękach akordeonu Klaudiusza Barana, skrzypiec Grzegorza Lalka i gitar Piotra Malickiego, które w połączeniu z kontrabasem Sebastiana Wypycha i klawiszowym kunsztem Tabęckiego, prezentują słuchaczom bardzo nowoczesne i niesztampowe tango najwyższego sortu.

Po „Tangadzie” – pierwsze podejścia do klasyki. „Gdy odejdziesz” oraz „Chryzantemy złociste” podane na nowo, ale z szacunkiem do oryginałów, prezentują nieznaną na co dzień odsłonę wokalu Gadowskiego. Śpiewa on spokojnie i uważnie, dba o melodię. Tak jest w zasadzie aż do ostatniego utworu. Czy to w kolejnym „Zakochaj się we mnie jeszcze raz (Lejdistango)” (nowość pióra P. Kukiza), czy w następujących po nim, kolejnych tradycyjnych szlagierach ( „Całuję twoją dłoń madame” i „Zatańczmy jeszcze raz”) wokalista nie pcha się na świecznik – to muzyka jest najważniejsza. Bardzo dojrzałe i dające się usłyszeć działanie.

Kunszt instrumentalny panów z Tangata Quintet słyszalny jest w rozbudowanych wstępach kilku utworów, szczególnie w zupełnie przearanżowanej „Tej ostatniej niedzieli”. Dźwięki są magiczne i w linii prostej  inspirowane nokturnami i walcami F. Chopina. Szlagier M. Fogga brzmi tutaj  niepokojąco i mrocznie, jest daleki od oryginału, ale koniec końców – wszystko pięknie się zgadza.

Zagadkowy, autorski „ Most samobójców” (wbrew tekstowi, dość pogodny moment płyty), śpiewany niegdyś przez Adama Astona „Tango notturno” i autorska ballada miłosna „Patrzę” (okraszona pięknymi partiami skrzypiec i gitary klasycznej) to ostatnie akty tej muzyczno – poetyckiej podróży w przeszłość. Na koniec dostajemy kilka słów prawdy: „Już nie zapomnisz mnie…”. Słysząc piękną, jazzową gitarę, która towarzyszy tym słowom, ciężko się nie zgodzić.

O ile instrumentalistom nie można nic zarzucić, wokal Artura Gadowskiego przysporzył mi nieco rozterek. Wokalista uniknął epigoństwa (np. nie używając na siłę „ł” przedniojęzykowego), ale jego podejście do melodii jest niekiedy dość monotonne. W wielu momentach przydałoby się nieco więcej środków wyrazu, bo na przykład powtarzany po raz wtóry refren, zaśpiewany tak samo jak  poprzednio, brzmi po prostu nudno. Może artysta robi to celowo, bowiem i w latach trzydziestych nie nadużywano środków. Co więcej, niekiedy Gadowski zdaje się wręcz zmagać z dźwiękami wysokimi („Całuję twoją dłoń madame”).

Dość narzekania – w sensie ogólnym płyta „Tangado” to pozycja godna najwyższej uwagi. Mimo kilku drobnych wad, ten album to wartościowe novum, zwłaszcza biorąc pod uwagę odległość muzyczną światów, z których wywodzą się autorzy. Warto ich nowemu dziełu poświęcić trochę swojego czasu – żaden z słuchaczy tego nie pożałuje.

tangado_cover

OCENA 7/10

Zdjęcie autorów: kulturaonline.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *