26. SFF: „Czytając Lolitę w Teheranie”. Siła drzemiąca w literaturze
4 min przeczytania
Scena z zajęć na Uniwersytecie Teherańskim / fot. materiały prasowe
Wyobrażacie sobie sytuację, kiedy ktoś zabrania Wam czytania jakiejś książki? Co byście zrobili w chwili, kiedy ktoś mówi Wam o moralnej szkodliwości Wielkiego Gatsby’ego lub Dumy i uprzedzenia? Wydaje się to kuriozalne. Jest to jednak irańska rzeczywistość, którą Eran Riklis stara się przybliżyć w filmie Czytając Lolitę w Teheranie.
Produkcja powstała na bazie bestsellerowej książki Azar Nafisi o tym samym tytule. Autorka opisała swoje własne doświadczenia. Zrezygnowała ona z nauczania na Teherańskim Uniwersytecie w geście protestu. Zamiast tego zorganizowała tajne seminarium w swoim mieszkaniu. Przez dwa lata regularnie spotykała się ze swoimi siedmioma studentkami. Początkowe rozmowy o literaturze z czasem zaczęły przeradzać się w dyskusje o sytuacji kobiet w Iranie, niesprawiedliwości, z jaką stykają się na co dzień, czy poszukiwaniu osobistej wolności.
Teheran po rewolucji
Właśnie to na ekranie stara się ukazać Riklis. Z bohaterką stykamy się w momencie, kiedy wraca ze Stanów Zjednoczonych (gdzie ukończyła doktorat na Uniwersytecie w Oklahomie) w 1979 r. Porzuca ona karierę akademicką, bo w innym wypadku musiałaby przestrzegać nakazów narzuconych jej z góry. Szczególnie trudny jest dla niej przymus noszenia hidżabu oraz narzucenie listy lektur do omówienia na zajęcia.
Warto zaznaczyć, że wróciła ona do Iranu w trudnym momencie historycznym. Rewolucja doprowadziła bowiem do radykalnych zmian politycznych, społecznych i gospodarczych. Wprowadzono prawo szariatu, nacjonalizowano kluczowe sektory gospodarki, zreorganizowano armię i policję, a kobiety musiały przestrzegać nowych norm obyczajowych, w tym noszenia hidżabu. Na arenie międzynarodowej Iran został częściowo odizolowany, a relacje z USA i innymi państwami Zachodu uległy pogorszeniu. Pozostaje to zaledwie delikatnie zaakcentowane w samej produkcji. Brak zgłębienia tematu i ukazania szerszego tła społecznego oraz politycznego sytuacji w Iranie pozostaje największym mankamentem filmu.
Ekranizacja pełna uproszczeń
Jeśli widz nie jest zaznajomiony z sytuacją w Iranie oraz jego historią, ten film nie będzie próbował mu wytłumaczyć złożoności całej problematyki. Pomimo że reżyser skupił się w sporej mierze na sytuacji tamtejszych kobiet, jego interpretacja książki zdaje się być poważnie spłycona. Bohaterki mierzą się ze swoimi problemami – małżeństwami bez miłości, przemocą domową i seksualną, niesłusznymi oskarżeniami – ale ich bolączki są potraktowane bardzo powierzchownie. Znajduje się parę scen poświęconych danej trudności, jednak zaraz potem scenariusz przechodzi dalej, porzucając problem danej postaci.
W tym wszystkim bardzo blado wypada Azar Nafisi. Ciągłe rzucanie przez nią enigmatycznymi aforyzmami nie oddaje jej sprawiedliwości. Nie tworzy z niej bohaterki mającej spore rozeznanie w świecie i wiedzę (zdecydowanie warto zapoznać się z życiorysem autorki książki!). Scenariusz czyni z niej nierealistyczną figurę, pozbawioną głębi. Zupełnie tak, jakby zdecydowano się wyłuskać z oryginału same złote myśli i włożyć je w usta ekranowej postaci. Trudno przez to uwierzyć w wizję stworzoną przez reżysera.
Czytanie jako forma buntu
Mocną stroną pozostaje uwypuklenie roli literatury w kształtowaniu poglądów oraz rozwijaniu krytycznego myślenia. Istotność książek ujawnia się w samym podziale filmu, którego każda z czterech sekcji czerpie z innej powieści. Widzowie otrzymują kolejno: Wielkiego Gatsby’ego, Lolitę, Daisy Miller oraz Dumę i uprzedzenie. Stają się one siłą napędową narracji – każda z nich zostaje omówiona przez studentki i odniesiona do ówczesnej sytuacji w Iranie. Wyjątkiem poniekąd pozostaje Wielki Gatsby, przedyskutowany na zajęciach przed wprowadzeniem reform. Wtedy ujawniło się pewne pęknięcie – mężczyźni nie szczędzili książce słów krytyki, uznając ją za szkodliwą moralnie. Co więcej, w ramach lekcji przeprowadzają oni proces na Gatsbym. Ścierają się różne poglądy, ale wyrok sądu jest surowy – zostaje on skazany.
Literatura przenika jednak głębiej życie Azar Nafisi. Pozostaje czymś, co jako jedyne w trudnych warunkach potrafi przywołać uśmiech z powrotem na jej twarz. Uwypukla się w jej relacji z przyjacielem, opierającej się częściowo właśnie na wymianie książek. Ten zaskakuje ją nowymi tytułami lub tymi, które obecnie zwyczajnie nie są dostępne. Ta w granicach możliwości stara mu się odwdzięczać tym samym. Obydwoje tęsknią jednak za swobodnym czytaniem. Oglądanie zamkniętej księgarni, niegdyś oferującej angielską literaturę, staje się pretekstem do snucia wspomnień o Iranie, który już nie wróci.
Nieidealna ekranizacja, ważny temat
Czytając Lolitę w Teheranie nie jest filmem pozbawionym wad. Uproszczenia scenariuszowe i powierzchowne potraktowanie części wątków sprawiają, że ekranizacja nie dorównuje sile książkowego oryginału. Mimo to produkcja przypomina o czymś niezwykle istotnym – literatura potrafi stać się przestrzenią wolności nawet tam, gdzie wolność próbuje się ograniczyć. Dla bohaterek wspólne czytanie nie jest jedynie intelektualną rozrywką, lecz sposobem na zachowanie własnego głosu, godności i prawa do samodzielnego myślenia. Właśnie dlatego pytanie postawione na początku nie brzmi już tak kuriozalnie. Zakaz czytania książek okazuje się próbą odebrania ludziom czegoś znacznie ważniejszego niż sama lektura – możliwości patrzenia na świat po swojemu.
Film pokazywany był w ramach 26. edycji Sopot Film Festival.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości organizatorów 26. Sopot Film Festival.
