„Jesteśmy silni, jesteśmy zjednoczeni” — Biden w Europie

Liam Enea, Pixabay

Warszawa  stała się na chwilę centrum demokratycznego świata. Ostatnie dni to wizyta prezydenta USA, a także przedstawicieli państw Bukaresztańskiej 9 oraz Sekretarza Generalnego NATO. Całe to zamieszanie stanowi dla Putina znak, że świat Zachodu wciąż jest zjednoczony i tak jak Kijów, pozostanie wolny i silny. To także bardzo wyraźna przypominajka, że wojna nadal trwa i mija już rok od jej wybuchu.

„KIJÓW JEST SILNY, KIJÓW JEST WOLNY”

Walcząca za wolność własną i naszą Ukraina stała się granicą wolnego świata. Ukierunkowuje się ona na demokratyczne wartości, a nie na zakrapiany wódką i krwią rosyjski imperializm. Sekretna wizyta Bidena w Kijowie stała się wydarzeniem przełomowym i znaczącym. W dodatku umiejscowiona została symbolicznie w przededniu rocznicy wybuchu rosyjskiej inwazji. Putinowi solidnie zagrano na nosie.   

Polityka to w dużej mierze liczby, prawo i zbrojenie, ale także siła gestów i symboli. To moc sygnałów, które potrafią pokrzepić niejedno serce i dać wyraz nadchodzących kroków i politycznych decyzji. Tego typu zdarzenia to dla jednych drogowskaz i solidna deklaracja bezpieczeństwa, a dla drugich wyraźne ostrzeżenie. 

Wizyta Bidena w Kijowie była trzymana w tajemnicy do ostatniej chwili. Wiedzieli o niej tylko najważniejsi przedstawiciele władz USA i Ukrainy. Stanowiła ona duże wyzwanie logistyczne. Prezydenci Stanów Zjednoczonych nie mają w zwyczaju odwiedzać państw, w których toczy się wojna. Chodzi oczywiście o względy bezpieczeństwa, w tym brak pełnej kontroli przestrzeni powietrznej. Nawet przypadkowe incydenty stanowiłyby krok w stronę poważnej eskalacji. W związku z tym, Stany poinformowały rosyjskie władze o planowanej podróży do Kijowa na kilka godzin przed. Nie było to z pewnością pytanie od zgodę, tylko postawienie przed faktem dokonanym. Demonstracja siły ze strony Kremla jednak nie ustawała. Spacer Bidena i Zełenskiego po Kijowie odbył się w akompaniamencie syren alarmowych. 

„POLSKO, NASZ WSPANIAŁY SOJUSZNIKU”

W ten sposób przemowę w warszawskich Arkadach Kubickiego rozpoczął Joe Biden. Na placu zamkowym w Warszawie zebrał się tłum ludzi i najważniejszych osób z kraju. Prezydent USA nie uciekał się do eufemizmów, a rzeczy nazywał wprost. Rozdzielił świat wolności i wspólnoty od kremlowskiego terroru. Zaznaczył, że obywatele Rosji nie są wrogiem, a Sojusz Północnoatlantycki nigdy nie zaatakuje Moskwy i nie miał takiego zamiaru. Podkreślił także, jak wiele osób opuszcza ten kraj w poszukiwaniu wolności i normalnego życia. Putin zamknął swoich obywateli w klatce własnej wizji i imperialistycznej idei, co pokazał w czasie swojego orędzia z tego samego dnia.

Wojnę na przemowy wygrał Biden. Propagandowe mantry Putina nie zrobiły na nikim wrażenia. Obecni na sali przedstawiciele rosyjskich elit zasypiali. Dwadzieścia minut energicznych słów przed setkami świadomych obywateli, kontra prawie dwie godziny zakłamania i strachu. Można zarzucić  prezydentowi USA patos i pompatyczność, ale na ten jeden moment staliśmy się jeszcze bardziej zjednoczeni. Byliśmy i co dzień jesteśmy uczestnikami kampanii, w której demokracja i wolność Ukrainy jest wartością dla demokratycznych społeczeństw. Czasami musimy sobie o tym po prostu przypomnieć. Chociażby ze względu na ciągłe zagrożenie, szczególnie w sieci.

„JESTEŚMY ZJEDNOCZENI, JESTEŚMY SILNI”

Biden mówił do całego wolnego świata, skupiając się na społeczeństwach Polski, Ukrainy i Białorusi. Prezydent podziękował za naszą pomoc dla uchodźców po wybuchu wojny, a także za wciąż trwające wsparcie militarne i logistyczne. Wizyta ta uświadamia, że Polska jest ważnym graczem. Ze względu na położenie, ale także nasze sojusze i dyplomatyczne tradycje. Należy to tylko dobrze wykorzystać.

Prezydent USA odwołał się także do społeczeństwa Mołdawii, która walczy z szerzeniem się rosyjskich wpływów. Kreml zatruwa ten kraj od środka i przeprowadza liczne prowokacje. Na mapie wojennej Putina może być on jednym z jego zainteresowań.

Wystąpienie w Warszawie było odwołaniem się do emocji i wartości, a jednocześnie symbolem i ważnym gestem. Krytycy zarzucają jednak brak konkretów. Nie poruszył on kwestii rozlokowania kolejnych żołnierzy USA, czy stałej bazy NATO i innych kwestii dotyczących sprzętu i personelu wojskowego.  Warto tu zaznaczyć, że o kwestii pomocy militarnej i nowym pakiecie wsparcia Biden powiedział w Kijowie. Przemowa w Warszawie mogła być więc bazą, punktem, który stanie się fundamentem budowania dalszej współpracy w tej dziedzinie. Widzimy to już teraz, przez informacje napływające z USA. Amerykański Kongres zatwierdził sprzedaż Polsce prawie 500 HIMARS-ów. To zestawy altyreryjskie dalekiego zasięgu, z których dzięki pomocy Stanów korzystają także Ukraińcy. Jest to broń skuteczna i z pewnością potrzebna.

Władze Polski niejednokrotnie wspominały także o chęci utworzenia w na terenie RP stałej bazy Sojuszu Północnoatlantyckiego. Przed wygłoszeniem przemowy Biden spotkał się z Andrzejem Dudą. Przedstawiciele władz USA i Polski dyskutowali przy jednym stole. Kolejne spotkanie miało miejsce 22.02. Konkretnie był to szczyt Bukaresztańskiej 9 NATO. Na sali obecny był także Sekretarz Generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg. Podpisano wspólną deklarację, która skupia się na aspektach bezpieczeństwa i kooperacji, a także określa Rosję jako główne zagrożenie i państwo destabilizujące region.

NOWE WYZWANIA 

Wizyta Bidena zbiega się z nowym rozdziałem wojny. Zarówno w wymiarze politycznym, jak i militarnym. Walki na wschodnim froncie są niezwykle zacięte. Bachmut zamienia się gruzowisko i piekło na ziemi. Ukraina silnie odpowiada, także w bazach wojskowych na terytorium opanowanym przez Rosję, już od dłuższego czasu. Społeczeństwa wolnego świata stają przed ogromnym wyzwaniem. Skończył się czas rozważań i wahania w kwestii pomocy militarnej. Kijów nie może czekać, bo według informacji przekazywanych chociażby przez polskie władze, Rosja szykuje znaczącą ofensywę. Rocznica wybuchu inwazji zamyka pewien etap i otwiera kolejny, pełen wyzwań.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziewiętnaście − sześć =