W wielkich bólach, ale wygrywamy w próbie generalnej z Chile!

Foto: Getty

Sparing z Chile był pierwszym i zarazem ostatnim testem reprezentacji Polski tuż przed mistrzostwami świata. Biało-Czerwoni trafili na dobrze grającego rywala, ale ostatecznie wygrali 1:0. Autorem zwycięskiego gola był Krzysztof Piątek. Co można wywnioskować po tym meczu?

Sparing z południowcami pierwotnie miał odbyć się na Stadionie Narodowym. Jednakże kilka dni przed meczem ogłoszono, że ostatecznie odbędzie się on na stadionie Legii Warszawa. Dlaczego? Najprościej rzecz ujmując, na Narodowym zepsuł się dach…

Abstrahując od tego, to w środowy wieczór zapowiadał się na ciekawy mecz. Chile to etatowy uczestnik ostatnich mundiali, choć tym razem nie udała im się ta sztuka. Jednak to zawsze groźna reprezentacja z nowym trenerem Eduardo Berizzo na czele. Do tego rutyniarze, o których umiejętnościach nikogo nie muszę przekonywać: Alexis Sanchez czy Arturo Vidal.

Jeśli chodzi o skład Polaków, to trener Czesław Michniewicz w większości dał pograć zawodnikom, którzy nie wyjdą we wtorek w pierwszej XI z Meksykiem. Nie dotyczyło to jednak obrony — w środku zagrali Jakub Kiwior, Kamil Glik i Jan Bednarek. Obsadę bramki stanowił z kolei reprezentacyjny numer dwa, czyli Łukasz Skorupski. Na wahadłach sparing z Chilijczykami zaczęli natomiast: z lewej strony Przemysław Frankowski, a z prawej Robert Gumny. W linii pomocy Szymon Żurkowski, Grzegorz Krychowiak i trochę bardziej z przodu Sebastian Szymański. Na szpicy duet Arkadiusz Milik Karol Świderski.

Przebieg meczu

Szybko do roboty wzięli się… przeciwnicy. Już w pierwszych sekundach rywalizacji sytuację sam na sam z bramkarzem miał Sanchez. Jednakże wtedy Skorupski świetnie sparował piłkę. Chilijczycy przeważali. Kibice przed telewizorem, jak i na stadionie nie mogli być zachwyceni. Dopiero w 20. minucie pojedynku pierwszy strzał Polaków w tym starciu (!) oddał Milik. Niezły, z dystansu, ale piłka przeleciała obok lewego słupka.

Foto: Getty

Wraz z upływem połowy, gra Biało-Czerwonych wyglądała nieco lepiej. Polegało to jednak na tym, że potrafiliśmy wymienić więcej niż trzy podania bez straty piłki. Proste, szkolne błędy popełniali Glik, czy chyba najbardziej irytujący zawodnik w pierwszej połowie rywalizacji, czyli Żurkowski.

Po 45 minutach tego „widowiska” chwalić w zasadzie można było tylko Jakuba Kiwiora. Obrońca Spezii grał dobrze w defensywie, a do tego dorzucał niezłe długie podania z ominięciem drugiej linii.

Po przerwie z boiska zszedł Glik. Zmienił go Bartosz Bereszyński. Nie dało to jednak zbyt wiele. Chilijczycy cisnęli, a nasza kadra czekała na okazję do kontr.

W 53. minucie świetnie z dystansu przymierzył Marcelino Nunez. Skorupski pewnie złapał jednak piłkę. Rozegrał naprawdę kapitalne zawody. Niedługo później Michniewicz zaordynował do gry Krzysztofa Piątka i Jakuba Kamińskiego. Zmienili odpowiednio Milika i Świderskiego. Obaj zagrali dosyć mizernie.

Z kolei w 65. minucie rywalizacji boisko opuścił Frankowski, którego zmienił Kamil Grosicki. Damian Szymański wszedł za Krychowiaka. Jeżeli pierwsza połowa kogoś nie porwała, to co dopiero początek drugiej…

Po upływie około 70-75 minut nasza gra zaczynała wyglądać coraz lepiej. Zmiennicy grali lepiej od starterów. Wchodziliśmy z piłką coraz częściej w pole karne przeciwnika. Swoją okazję miał Grosicki, jednak zdecydował się na płaską wrzutkę w poprzek pola karnego, której nikt nie domknął. Na solową akcje zdecydował się później Piątek, który zrobił w tej sytuacji wszystko dobrze, no może poza strzałem. Aż w końcu nadeszła 83. minuta. Bereszyński nieźle wrzucił, piłkę przejął jednak jeden z obrońców, który w przedziwny sposób się wywrócił. Ostatecznie piłka po niemałym zamieszaniu trafiła na aut bramkowy.

Rzut rożny, do piłki podszedł Grosicki. Wrzutka prosto na głowę Kiwiora, bramkarz paruje strzał, a w miejscu, gdzie wylądowała piłka czyhał już Krzysztof Piątek! 1:0 dla Polaków.

Z południowców zeszło powietrze. Tak naprawdę mogliśmy jeszcze strzelić drugiego gola i domknąć mecz. Postanowiliśmy jednak urządzić sobie lekko nerwową końcówkę. Ostatecznie jednak wynik nie uległ zmianie.

Wnioski?

Jeśli chodzi o wyjściowy skład, ciężko pisać tutaj o komplementy. Pochwaliłbym jedynie Kiwiora. Pokazał, że będzie pewnym punktem obrony na lata. Warto jednak podkreślić, że trener Michniewicz dobrze zareagował na przebieg meczu. Jego zmiany dały kopa naszej grze. Świetnie spisali się rezerwowi: Szymański, a zwłaszcza Bereszyński. Dobrze też wyglądał Jakub Kamiński. Dobry mecz zaliczył ponadto Skorupski w bramce. Może nie miał zbyt wielu spektakularnych interwencji, ale co wybronił to jego. Szokujące może być na pewno posiadanie piłki Polaków. Było to zaledwie 27%! Co za dramatyczna statystyka. Do tego nasi obrońcy wyglądali momentami dramatycznie. 33-letni Alexis Sanchez bawił się z nimi w kotka i myszkę.

Formacja. Zaczęliśmy z wahadłowymi, jednak nie wyglądało to najlepiej. Czesław Michniewicz w wywiadach sugeruje, że na mundialu raczej będziemy grać czwórką obrońców, choć m0że się to płynnie zmieniać. Tutaj wypróbował ten drugi wariant, no i wyszło jak wyszło.

Trzeba jednakże też pamiętać, że nie grali m.in. Szczęsny, Cash, Zalewski, Zieliński no i Lewandowski. Myślę, że wyglądałoby to zdecydowanie lepiej. Zwłaszcza, że żaden z zawodników raczej rezerwowych nie wykorzystał swojej szansy na wywalczenie sobie wyższego miejsca w hierarchii składu u trenera Michniewicza przed starciem z Meksykiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *