Rynek transferowy w Formule 1. Kto będzie jeździł w przyszłym sezonie?

F1 Alonso

fot. autosport.pt

Przerwa wakacyjna w Formule 1 trwa w najlepsze. Kierowcy odpoczywają na luksusowych jachtach, fabryki zamknięte, jedynie media wciąż węszą i spiskują. A jest o czym. Dziś na warsztat bierzemy rynek transferowy kierowców w królowej motorsportów i to, kto potencjalnie będzie jeździł w przyszłym roku w F1.

Red Bull:

Kierowcy Red Bulla to świetnie uzupełniający się duet. Między Verstappenem a Perezem nie ma konfliktu, podział ról się sprawdza, więc jest to w tym momencie dla nich optymalny skład i nie ma potrzeby zmiany tego układu w najbliższych latach. Z taką formą obu panów i dobrym bolidem stajnia z Austrii będzie naturalnym kandydatem do walki o oba mistrzostwa. Verstappen ma bardzo długi jak na standardy F1 kontrakt, bo aż do 2028 roku. Perez miejsce u boku Holendra ma zapewnione do minimum 2024 roku. Na horyzoncie brak też juniorów Red Bulla, którzy mogliby go zastąpić, ale o tym więcej przy okazji omawiania zespołu AlphaTauri.

Mercedes:

Mercedes jak zawsze stawia na stabilność swojego składu. Lewis Hamilton zbliża się do końca kariery i jest to być może jego ostatni kontrakt w F1, a obecny obowiązuje do końca 2023 roku. George Russell będzie stopniowo wyrastać na lidera swojego zespołu. Według nieoficjalnych medialnych przecieków umowa Russella obowiązuje do końca 2023 roku, ale są w niej opcje przedłużenia na kolejne lata. Wiele zależy od formy samochodu, bo jeśli kierowcy będą mieć możliwość walki o zwycięstwa, to może tam dojść do wewnętrznego konfliktu, a takowe już w tej stajni się zdarzały. Najlepszym przypadkiem jest oczywiście walka Hamiltona z Nico Rosbergiem w 2016 roku. Z drugiej strony Russell nie daje się zepchnąć do roli wspierającego tak, jak robiono to z Valtterim Bottasem przez 5 lat jego przygody w Mercedesie.

Ferrari:

Charles Leclerc to wychowanek Ferrari, który w ekipie z Maranello pozostaje do 2024 roku, podobnie jak kolega zespołowy Carlos Sainz. Relacje w tym duecie są dobre, panowie dobrze się uzupełniają na torze. Leclerc dobrze sprawdza się w roli lidera, a w kwalifikacjach wielokrotnie pokazuje świetne tempo. Tylko w tym sezonie zdobył już 7 na 13 możliwych Pole Position. Jest jednak jeden dość poważny problem. Coraz większe tarcia wewnątrz zespołu. Ostatnie wybryki strategiczne Ferrari są, lekko mówiąc, dość kompromitujące. Kierowcy w coraz ostrzejszych słowach wypowiadają się na temat tego, co dzieje się wewnątrz zespołu. Jeśli taki stan rzeczy w tym sezonie się utrzyma, to zarówno Leclerc jak i Sainz mogą nie chcieć pozostać w tej ekipie do końca 2024 roku.

McLaren:

Lando Norris jest naturalnym liderem i przyszłością tego zespołu, dodatkowo jego managerem jest Zak Brown, szef McLarena. Jego pozycja w zespole jest niezagrożona i raczej bez przeszkód wypełni kontrakt, który obowiązuje do 2025. Po drugiej stronie garażu mamy Daniela Ricciardo. Forma Australijczyka w pierwszej części obecnego sezonu jest mocno rozczarowująca. Dodatkowo McLaren potwierdził rozstanie z 33-latkiem po tym sezonie. Co prawda będzie to operacja sporo kosztująca ekipę z Woking, gdyż Ricciardo na pewno będzie żądał sporego odszkodowania za zerwanie kontraktu. W takim scenariuszu brytyjska ekipa musi mieć już kogoś na jego miejsce, a tym kimś jest Oscar Piastri, który jednak sensacyjnie nie przejdzie do Alpine (więcej o tym poniżej).

Alpine:

Francuska ekipa to obecnie najbardziej rozchwytywany zespół w mediach. A to wszystko za sprawą odejścia Fernando Alonso. Tu sytuacja była klarowna, negocjacje w sprawie nowego kontraktu Hiszpania nie układały się zbyt dobrze i dwukrotny mistrz świata postanowił odejść wraz z końcem tego sezonu. I tu zaczyna się problem. We wtorek o godzinie 17:11 (02:11 w Australii) Alpine wypuszcza komunikat o awansie Piastriego do głównego zespołu na sezon 2023. Użycie słowa awans też jest kluczowe, bo Piastri w tym roku pełni rolę kierowcy rezerwowego. Jednak już godzinę później (w środku nocy jego czasu) Australijczyk na swoim profilu zdementował te informacje, mówiąc, iż żadna umowa nie została podpisana i on sam nie będzie jeździć we francuskiej stajni w 2023. Cyrk na kółkach. W kuluarach mówi się, że Alpine do końca lipca miało znaleźć dla niego miejsce w stawce, czego nie zrobiło. W związku z tym Piastri miał być wolnym kierowcą od 1 sierpnia. Taki ruch z jego strony powoduje, że musi być on dogadany z innym zespołem. W grze jest tylko jedna stajnia – McLaren. Oznaczałoby to, że Alpine zostanie (w zasadzie już jest) na lodzie. Odejście Alonso, utrata Piastriego i brak drugiego kierowcy na sezon 2023 pozostawia francuzów w bardzo złym świetle.

Jedyną sensowną i być może jedyną dostępną opcją jest wymiana Piastriego na Ricciardo. W końcu McLaren oficjalnie pożegnał się z Ricciardo, a on sam mówi o tym, że na sportową emeryturę jeszcze się nie wybiera. Dla Piastriego to może być bardzo poważny debiut w Formule 1. Młody Australijczyk określany jako wielki talent będzie miał okazję do jazdy w konkurencyjnym bolidzie i kto wie, może nawet jakieś podium uda się zdobyć w debiutanckim sezonie – oczekiwania i presja mediów będą ogromne. Ciekawostką odnośnie Alpine i Alonso jest to, że każda ekipa, z której Alonso odchodził, notuje w kolejnym sezonie dobre wyniki, więc spodziewajmy się Ocona oraz Ricciardo na wysokich lokatach, a Alpine potencjalnie na czwartym miejscu na koniec sezonu. Jeszcze się może okazać, że powrót Ricciardo na „stare śmieci” (Australijczyk jeździł w barwach Renault – obecne Alpine – w latach 2019-2020) wyjdzie mu na dobre.

Aston Martin:

W Astonie Martinie przetasowania rozpoczął Sebastian Vettel, który ogłosił odejście na emeryturę po zakończeniu obecnego sezonu. Media będąc w lekkim szoku nie zdążyły na dobre zająć się tematem zastępcy Vettela, a ten sam się ujawnił – Fernando Alonso. Hiszpan, który jeszcze w niedzielę podczas wywiadów po Grand Prix Węgier zapewniał, że trwają rozmowy z Alpine w sprawie przedłużenia kontraktu wyskoczył w poniedziałek z informacją, że przechodzi do Astona. Czy jest bardziej ośmieszany zespół w tym roku niż Alpine? Co prawda Alonso w komunikacie prasowym trochę za bardzo „odleciał”  z pochwałami w stronę nowego pracodawcy oraz zapewnieniach, że chce powalczyć o kolejny mistrzowski tytuł. Ciekawe jest również to, że umowa Hiszpana to umowa wieloletnia, najpewniej w formie 2+1. 41-letni już kierowca na koniec 2024 roku będzie miał już na koncie przeszło 400 wyścigów w Formule 1. Kto wie w jakim wieku Alonso uzna, że czas zejść ze sceny. Obok niego barwy Astona reprezentować będzie Lance Stroll. Syn właściciela zespołu ma pewne miejsce w zespole niezależnie od formy na torze tak długo, jak ojciec finansuje jego karierę. Nie trzeba chyba dodawać, że większość fanów F1 najchętniej pozbawiłaby miejsca w stawce Kanadyjczyka.

AlphaTauri:

Siostrzany zespół Red Bulla ma w swoim składzie dwóch ciekawych kierowców. Pierre Gasly, któremu ekipa z Austrii automatycznie co roku przedłużała kontrakt będzie wolnym agentem od 2024 roku. Jego obecna umowa wygasa po sezonie 2023, a ostatnie automatyczne przedłużenie nastąpiło w tym roku. To oznacza, że Francuz musi sobie szukać miejsca w nowych barwach za 2 lata. Otwiera to również furtkę dla juniorów Red Bulla. Ci jednak na razie nie wykazują zbytnich umiejętności na jazdę w Formule 1. Drugim kierowcą jest Yuki Tsunoda. Japończyk dobrze prezentuje się na tle Francuza. Mimo tego, że jego umowa wygasa w tym roku, najniższy kierowca w stawce raczej może spać spokojnie i jego kontrakt niedługo zostanie przedłużony. I tak, jak wspominałem na razie na horyzoncie brak kandydatów Red Bulla na jazdę w siostrzanym AlphaTauri.

Alfa Romeo:

W zespole sponsorowanym przez Orlen kwestia kierowców na kolejny sezon jest wciąż sprawą otwartą. Miejsce na przyszły rok zapewnione ma Valtteri Bottas, którego kontrakt obowiązuje do końca 2024. Dla Alfy Romeo jest to cenny kierowca z doświadczeniem, w końcu 5-letnia jazda w Mercedesie nie poszła na marne. Włoska stajnia raczej nie zwolni Fina przed zakończeniem kontraktu. Drugim kierowcą aktualnie jest Zhou Guanyu. Chińczyk prezentuje dobrą formę w swoim debiutanckim sezonie, a w pierwszym występie w GP Bahrajnu zdobył nawet punkt. Jego umowa, która kończy się w tym roku powinna zostać na spokojnie przedłużona. Problemem jednak jest to, iż w blokach startowych czeka już kilka nazwisk, w tym jedno dość wyraźnie zaznacza swoją obecność. Nie, nie chodzi tu o Roberta Kubicę, który na kolejny rok pozostanie w roli kierowcy rezerwowego, lecz o Theo Pourchaire, który walczy z Felipe Drugovichem o mistrzostwo w Formule 2. Francuz jest juniorem Saubera, więc naturalnym jest, że w ciągu paru najbliższych lat wejdzie do F1. Pourchaire podobnie jak Piastri jest określany jako młody talent, który ma szansę na owocną karierę w królowej motorsportów. Drugovich na angaż w F1 na razie nie ma co liczyć, a najpewniejszym kursem dla niego będzie jazda w Formule E.

Haas:

W Haasie sytuacja jest dosyć klarowna. Kevin Magnussen, który powrócił w tym roku do F1, podpisał z amerykańską stajnią wieloletni kontrakt. Występy Duńczyka od początku napawają optymizmem i Haas na pewno będzie chciał jak najdłużej korzystać z jego usług. W drugim fotelu siedzi Mick Schumacher, który łączony był z Astonem Martinem po odejściu Sebastiana Vettela na emeryturę. Spekulacje szybko uciął Fernando Alonso, który wskoczył na miejsce Niemca. Schumacher nie ma wielkiego wyboru i raczej pozostanie w Haasie na kolejny rok. W pewnym momencie jego pozycja była zagrożona i dostał nawet ultimatum, aby do czasu przerwy letniej, czyli do GP Węgier zdobyć jakieś punkty. Niemiec z nawiązką wywiązał się z postawionego przed nim zadaniem i tak z Wielkiej Brytanii wywiózł cztery oczka, a z tydzień później z Austrii aż 8. Młody kierowca musi udowodnić, że jeździ w Formule 1 nie tylko ze względu na nazwisko.

Williams:

Sytuacja w Williamsie jest w połowie niejasna, już tłumaczę o co chodzi. Alex Albon jako filar tego zespołu otrzymał w sierpniu nową, wieloletnią umowę. Jego sytuacja w zespole jest bardzo bezpieczna. Ciekawiej robi się z drugim kierowcą. Nicolasowi Latifiemu umowa wygasa w tym roku, a chętnych na jego miejsce jest kilku. Pierwotnie z Williamsem łączony był Oscar Piastri, lecz ten najpewniej wybierze McLarena. W grze o miejsce na kolejny sezon pozostaje również Logan Sargeant, który aktualnie jeździ w Formule 2. Amerykański zawodnik jest juniorem Williamsa, jednak jak sam zespół kilkukrotnie wspominał jeszcze w tym roku  – jest on nie gotowy na jazdę w F1. Czy aby na pewno? Po zakończeniu zeszłego sezonu wziął udział w testach posezonowych w Abu Zabi, gdzie testował bolid zespołu z Grove. Posiada również superlicencję, a aktualnie zajmuje 3 miejsce w klasyfikacji generalnej F2 i teoretycznie wciąż ma szansę na mistrzowski tytuł.

Marketingowo dla F1 byłby to świetny ruch. Ostatnim zawodnikiem pochodzącym z USA, który ścigał się w królowej sportów motorowych, był Alexander Rossi w 2015 roku. F1 mocno inwestuje w wyścigi za oceanem. Mamy od 2012 wyścigi na torze COTA, teraz do kalendarza dołączyło Miami, a za rok Las Vegas oraz w planach jest już wyścig w Nowym Jorku. Do pełni szczęścia brakuje w stawce kierowcy z amerykańskim paszportem. Ostatnim chętnym na miejsce w Williamsie jest Nick de Vries, aktualny kierowca Mercedesa w Formule E oraz mistrz F2 w sezonie 2019. Holender był już blisko angażu w F1 w kolejnym sezonie, lecz wtedy Toto Wolff (szef Mercedesa) nie był w stanie znaleźć dla niego żadnego miejsca. Być może teraz uda się Holendrowi załapać do Formuły 1, lecz wciąż kandydatem numer jeden jest Sargeant.

Potencjalne składy zespołów na sezon 2023:

Red Bull: Max Verstappen, Sergio Perez

Mercedes: Lewis Hamilton, George Russell

Ferrari: Charles Leclerc, Carlos Sainz

McLaren: Lando Norris, Oscar Piastri

Alpine: Esteban Ocon, Daniel Ricciardo

Aston Martin: Fernando Alonso, Lance Stroll

AlphaTauri: Pierre Gasly, Yuki Tsunoda

Alfa Romeo: Valtteri Bottas, Zhou Guanyu

Haas: Kevin Magnussen, Mick Schumacher

Williams: Alex Albon, Nicolas Latifi/Logan Sargeant

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *