Malowania bolidów Formuły 1 na nadchodzący sezon

Tzw. showcar przedstawiający model na sezon 2022, fot. FIA

Wielkimi krokami zbliża się 72 sezon Formuły 1, który rozpocznie nową erę. Chodzi oczywiście o nowe regulacje techniczne dotyczące tylko i wyłącznie konstrukcji bolidów, gdyż jednostka napędowa pozostaje na razie bez zmian. W dalszym ciągu będzie to turbodoładowany sześciocylindrowy silnik 1.6 wspomagany MGU-H, czyli układem odzyskiwania energii cieplnej, który za pomocą turbosprężarki wytwarza energię elektryczną. Już 23 lutego na torze Circuit de Barcelona-Catalunya (to tutaj co roku odbywa się Grand Prix Hiszpanii) rozpoczną się pierwsze oficjalne przedsezonowe testy, które będą zamknięte dla kibiców i mediów. Przejazdy kierowców nie będą także nigdzie transmitowane. Dostęp i transmisja pojawią się dopiero podczas drugich testów, które odbędą się w dniach 10-12 marca na torze w Bahrajnie. Jak co roku luty to także prezentacje bolidów  na nadchodzący sezon. Przyjrzyjmy się zatem jak realnie wyglądać będą maszyny „nowej ery” wśród wszystkich zespołów w stawce.

Haas

VF-22, fot. Haas F1 Team

Jako pierwszy swój bolid przedstawił zespół Haasa. 4 lutego zaprezentowane zostało jedynie malowanie, które jest praktycznie identyczne w stosunku do tego z poprzedniego roku. Ostateczny wygląd od strony technicznej (przednie i tylnie skrzydło, konstrukcja zawieszenia, podwozie) poznaliśmy już 21 lutego, kiedy bolid wyjechał na tor w Hiszpanii, podczas tzw. dnia filmowego. Para kierowców na nadchodzące zmagania jest taka sama jak w poprzednim roku. Nikita Mazepin i Mick Schumacher w swoim drugim sezonie w F1 liczą na zdobycz punktową. Po fatalnym 2021, w którym amerykański zespół był zdecydowanie najgorszy w stawce, są nadzieję na poprawę, biorąc pod uwagę, że nad tegoroczną konstrukcją inżynierowie Haasa pracowali już od końca sezonu 2020. Jak przyznał sam szef zespołu Guenther Steiner bolid z 2021 roku był tak naprawdę samochodem z 2020 dostosowanym do regulacji technicznych obowiązujących w minionym sezonie.

Red Bull

RB18 fot. Oracle Red Bull Racing

Podobnie jak Haas, Red Bull zaprezentował jedynie swoje malowanie, które od 2016 roku różni się jedynie zmianami sponsorów na poszczególny sezon. Nie zmienił się także skład kierowców, który po świetnym poprzednim sezonie musiał pozostać bez zmian. Co ważne z RB18 zniknęły oznaczenia Hondy, która z końcem 2021 roku teoretycznie wycofała się z F1. Jednak w praktyce japońska marka dalej będzie dostarczać silniki dla „rodziny” Red Bulla, a także je serwisować i naprawiać. Pół żartem, pół serio jedyną nową i ciekawą rzeczą z prezentacji austriackiego zespołu jest numer 1 na pokazywanym showcarze. „Jedynka” co roku zarezerwowana jest tylko i wyłącznie dla obecnego mistrza świata, który może, ale nie musi skorzystać z tego numeru. Lewis Hamilton ani razu nie zdecydował się na taki wybór i zawsze pozostawał przy „swoim” 44. Ostatnią osobą, która używała „jedynki” był Sebastian Vettel w 2014 roku podczas swojego ostatniego sezonu w Red Bullu. W sezonie 2022 numer 1 znów powraca do stajni spod znaku byka i nie jest to żadna niespodzianka. Max Verstappen już na konferencji przed GP Brazylii, które odbywało się w połowie listopada, pytany, czy w przypadku mistrzostwa świata zdecyduje się na wybór „jedynki”, stanowczo i zdecydowanie odpowiedział, że skorzysta z przywileju. Wracając do bolidu, to tak jak w przypadku Haasa, w pełni „prawdziwego” RB18 zobaczymy dopiero na testach w Barcelonie. Wtedy także będziemy mogli wysnuć pierwsze hipotezy i przemyślenia na temat tegorocznej maszyny, którą pojedzie mistrz świata – Max Verstappen.

Aston Martin

AMR22, fot. F1

Zespół Astona Martina był pierwszy, który na prezentacji pokazał „prawdziwy” bolid, a już dzień później wyjechał na tor Silverstone. Malowanie nowego Astona nie różni się jakoś szczególnie względem poprzednika. Jest jednak rzecz, którą ekipa z Wielkiej Brytanii „kupuje” serca milionów fanów F1 na całym świecie. To oczywiście klasyczny kolor „racing green”, który na samochodach królowej motorsportu prezentuje się obłędnie i jednocześnie sprawia, że komentarze odnośnie „tego samego malowania co roku” szybko giną wśród podziwów i zachwytów. Była to także pierwsza okazja, aby zobaczyć tegoroczne samochody w akcji. Na pierwszy rzut oka widać, że nowe konstrukcje wydają się być smuklejsze i lżejsze. Niestety to tylko złudzenie, ponieważ bolidy znów „przytyły”. Mimo wszystko w porównaniu do maszyn z zeszłego sezonu wyglądają nadzwyczaj dobrze, a obecnie bolidy z 2021 często porównywane są do ciężkich i ogromnych „kloców”. Duet kierowców pozostaje bez zmian, już drugi sezon AMR22 poprowadzi Sebastian Vettel i Lance Stroll. Natomiast duża zmiana zaszła na stanowiskach kierowniczych zespołu. Po 13 latach pracy z brytyjską stajnią pożegnał się szef zespołu – Otmar Szafnauer. Zastąpi go Mike Krack, który w świecie motorsportu współpracował między innymi z BMW i Porsche, jednak środowisko Formuły 1 będzie dla niego czymś zupełnie nowym i nieznanym. Jednak bez wątpienia bogate doświadczenie zebrane w innych seriach wyścigowych pomoże w szybkiej aklimatyzacji.

Mclaren

MCL36, fot. McLaren

Podobnie jak Aston Martin ekipa McLarena na prezentacji pokazała docelowy wygląd bolidu, wraz z wszystkimi rozwiązaniami technologicznymi. Kolejną analogią (tym razem do Haasa) było odbycia dnia filmowego 21 lutego na torze w Hiszpanii. W tym roku malowanie samochodu McLarena znacznie zmieniło się w stosunku do poprzedników. To za sprawą „dodania” do palety barw dużej ilości koloru czarnego, który mocno wyróżnia się na tle znanych już nam pomarańczowo–niebieskich barw. One także uległy lekkiej zmianie i występują teraz w innych odcieniach. Zdania odnośnie tego zabiegu są podzielone i w pewnym sensie jest to także jakaś nowość, ponieważ ekipa z Woking raczej przyzwyczaiła nas do malowań, które podobały się każdemu. Przed Danielem Ricciardo i Lando Norrisem stoi duże wyzwanie. Po świetnym poprzednim sezonie McLaren po raz kolejny musi pokazać, że są w stanie rywalizować o zwycięstwa. Po słabej końcówce 2021 roku brytyjski zespół będzie chciał na pewno znów nawiązać walkę z Ferrari, które pod koniec zeszłorocznych zmagań zdecydowanie „odjechało” ekipie z wysp muszącej zadowolić się czwartym miejscem w klasyfikacji konstruktorów.

Williams

FW44, fot. Williams Racing

Williams już kilka godzin po swojej prezentacji, wyjechał na tor Silverstone, dzięki czemu dosyć szybko mogliśmy poznać „prawdziwy” wygląd nowego samochodu. Malowanie FW44 zdecydowanie różni się od tych z poprzednich lat, jednak ekipa z Grove już od kilku sezonów przyzwyczaiła, że każdy bolid pokryty jest zupełnie innym „kostiumem”. W naszym zestawieniu brytyjski zespół jest tym pierwszym, który na sezon 2022 zatrudnił nowego kierowcę. Mowa tutaj oczywiście o Alexandrze Albonie powracającym po roku rozbratu z F1 do królowej motorsportu. Partnerem Taja będzie Nicholas Latifi, dla którego będzie to już trzeci sezon w Formule 1. Przypomnijmy, że to Kanadyjczyk przyszedł do brytyjskiego zespołu w miejsca Roberta Kubicy. Warto także zaznaczyć, że Williams od tego sezonu korzystać będzie z „mercedesowskich” skrzyń biegów, które dotychczas ekipa z Grove produkowała samodzielnie. Element odpowiadający za zmianę biegów przez wielu uważany był za głównego winowajcę słabych osiągów bolidów brytyjskiego konstruktora. Już niedługo będziemy mogli przekonać się, czy kupienie od Mercedesa podzespołu okazało się trafną decyzją i pomoże w regularnym punktowaniu w wyścigach.

AlphaTauri

AT03, fot. Red Bull Content Pool

Z deszczowej Wielkiej Brytanii przenosimy się do „słonecznych” Włoch, gdzie na tor Misano po raz pierwszy wyjechał bolid AT03. Trzeba przyznać, że odkąd juniorski zespół Red Bulla przeobraził się z Toro Rosso w AlpheTauri to każde z malowań prezentuje się naprawdę obłędnie i już niejednokrotnie wygrywa „fanowskie” konkursy na najpiękniejszy samochód w stawce. Przyznam, że wygenerowane automatycznie zdjęcia, które pokazane zostały podczas prezentacji, nie oddawały tego, co widzimy już na fotografiach z dnia filmowego. Jeśli chodzi o skład kierowców, to pozostaje on bez zmian. Pierre Gasly i Yuki Tsunoda powalczą o utrzymanie dobrej formy i być może wymarzone piąte miejsce w klasyfikacji konstruktorów, które było bez problemu do osiągnięcia, gdyby nie słaba jazda w wykonaniu Japończyka. Jego drugi sezon w F1 to ostatni gwizdek, aby pokazać pełnię swoich umiejętności i przekonać do siebie szefów Red Bulla. Yuki został rzucony na głęboką wodę, jednak pamiętajmy, że fotel w F1 zawdzięcza głównie „byłemu” dostawcy jednostek napędowych – Hondzie. Zadanie na pewno nie będzie łatwe, zwłaszcza gdy kolegą z zespołu jest Pierre Gasly, który z sezonu na sezon spisuje się coraz lepiej i udowadnia, że może być topowym kierowcą. Być może 2022 będzie rokiem, w którym przekona do siebie seniorski zespół spod znaku byka, albo w końcu raz na zawsze odejdzie z rodziny Red Bulla i będzie kontynuował karierę już według własnego uznania.

Ferrari

F1-75, fot. Ferrari

Pozostajemy we Włoszech, aby przyjrzeć się najnowszej konstrukcji Ferrari. Od momentu debiutu F1-75 skradło serca nie tylko Tifosim (fani Ferrari), ale także wszystkim kibicom na świecie. Nowy bolid otrzymał zupełnie nowy odcień czerwieni, a także połączony został z czarnym kolorem i wygląda to naprawdę świetnie. Ekipa z Maranello już od dawna zapowiadała, że wszystkie siły skupia na samochodzie na 2022 rok. Włosi chcą znów powrócić do walki o mistrzostwo, a „nowa era” to doskonała okazja do tego, aby w końcu stworzyć dobry i szybki bolid. Atutem Ferrari jest także ich skład kierowców. Carlos Sainz i Charles Leclerc już w poprzednim sezonie pokazali, że solidną i równą jazdą można osiągnąć kilka miejsc „na pudle” oraz zdobyć trzecie miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Jeśli dołożymy do tego samochód mogący walczyć z najsilniejszymi zespołami w stawce, to włoska ekipa na pewno będzie w stanie konkurować o mistrzostwo świata. Warto dodać, że bolid od strony technicznej ma wiele ciekawych i nowatorskich rozwiązań, których nie posiadają inne konstrukcje w stawce. Być może właśnie to zadecyduje o możliwościach F1-75 i zapewni, bądź pogrzebie szanse na wymarzony od dawna tytuł.

Mercedes

Mercedes-AMG F1 W13 E Performance, fot. Mercedes-AMG Petronas F1 Team

To pierwszy sezon Mercedesa od ośmiu lat kiedy nie zdobył mistrzostwa świata kierowców. Dlatego teraz bez wątpienia chce zbudować samochód, którym „odzyska” tytuł, a także po raz kolejny będzie najlepszym zespołem w stawce. W przeciwieństwie do zeszłorocznej konstrukcji W13 to zupełnie nowy bolid, w którym jak zapowiada Mercedes, jest 98% nowych elementów. To, co pierwsze rzuca się w oczy, to kolor bolidu. Ekipa spod znaku trójramiennej gwiazdy po dwóch latach powróciła do swoich klasycznych barw, które uzupełnione są sponsorami, a także „mercedesowskimi gwiazdkami”. Powrót srebrnego koloru to nie jedyna ważna zmiana w zespole. Po pięciu sezonach ekipę opuścił Fin Valtteri Bottas. Zastąpił go dobrze wszystkim znany George Russel, który przez trzy lata w Williamsie zbierał doświadczenie, aby w końcu móc zasiąść za sterami Mercedesa. Na początku tegorocznych zmagań wszystkie oczy będą zwrócone na młodego Brytyjczyka, który łatwego zadania nie ma. Nie zapominajmy, że jego zespołowym partnerem będzie 7-krotny mistrz świata Lewis Hamilton, który po utraceniu mistrzostwa na ostatnim okrążeniu GP Abu Zabi już zapowiedział kolejną „pogoń” za tytułem.

Alpine

A522, fot. BWT Alpine F1 Team

Zaledwie dwa dni przed testami w Barcelonie swój bolid zaprezentowało Alpine, które rozpoczyna drugi sezon w F1 pod tym szyldem (wcześniej Renault). A522 zapewne, gdyby nie różowe akcenty, wyglądałoby bardzo podobnie jak w zeszłym sezonie. Jednak pozyskanie sponsora tytularnego BWT sporo namieszało. To właśnie dzięki Best Water Technology Racing Point zawdzięczał swój oryginalny różowy kolor. Na nowym bolidzie są to „jedynie” akcenty, które i tak w znacznym stopniu przyćmione są klasycznym, niebieskim odcieniem typowym dla francuskiej ekipy. Można jednak powiedzieć, że szefowie Alpine ulegli BWT i na pierwsze dwa wyścigi A522 wyjedzie w specjalnym malowaniu, które pokryje prawie cały samochód na różowo. Alpine to kolejny konstruktor, który w bolidach „nowej ery”  poszukuje szansy na włączenie się do walki o mistrzostwo. Przed sezonem doszło do dużych zmian na stanowiskach kierowniczych. Ekipę opuścił między innymi Polak, Marcin Budkowski czy też Alain Prost. Kilka osób ma zastąpić nowy szef zespołu – Otmar Szafnauer, który piastował tę funkcję przez trzynaście lat w Astonie Martinie (Force India, Racing Point). Natomiast bez zmian pozostał dobrze spisujący się duet kierowców – Fernando Alonso i Esteban Ocon. W poprzednim roku przy odrobinie szczęścia udało wygrać się GP Węgier. Być może już w nadchodzącym sezonie hucznie zapowiadany „El Plan” wypali i francuskiej ekipie uda się wygrać coś więcej, niż tylko kilka wyścigów w sezonie.

Alfa Romeo

C42, fot. Motorsport.com

Niestety do dnia publikacji artykułu Alfa Romeo nie zaprezentowała jeszcze samochodu na nadchodzący sezon. Jednak sama konstrukcja została „przyłapana” 16 lutego podczas dnia filmowego na torze Fiorano. Nie jest to oczywiście oficjalne malowanie zespołu, a specjalny tymczasowy kamuflaż. Konstrukcja ze zdjęcia to „prawdziwy” bolid wraz z wszystkimi rozwiązaniami technologicznymi wdrożonymi przez szwajcarską ekipę w nowym sezonie. Alfa Romeo to jedyny zespół, który wymienił dwóch kierowców. Z ekipą pożegnali się Antonio Giovinazzi (obecnie Formuła E) i Kimi Raikkonen (emerytura). Zastąpić mają ich Valtteri Bottas, a także Guanyu Zhou, dla którego będzie to debiutancki sezon w F1. Na duży plus dla szwajcarskiej ekipy może wyjść „transfer” Bottasa, który po pięciu latach spędzonych w mistrzowskim zespole może przekazać dużo cennych wskazówek i uwag, mogących zadziałać na korzyść Alfy Romeo i w końcu pomogą szwajcarskiej ekipie odbić się od dna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

8 + 15 =