Płatne studia darmowe

KasaKasaKasaWielu z nas, studentów, będąc daleko od domu, próbując się utrzymać w dużym mieście, codziennie staje przed dylematami finansowymi. Niekiedy nie wystarcza nam na wszystko i musimy zadawać sobie trudne pytania. Obiad czy piwo ze znajomymi? Nowa książka czy bilet na pociąg do domu? Opłata za internet czy… zaliczenie?

Niespodziewane wydatki

Studenci, nie tylko ci przyjezdni, idąc na studia zdają sobie sprawę z tego, jakie koszty będą musieli ponieść. Szczególnie w dużych aglomeracjach utrzymanie jest drogie, wielu z nas musi dodatkowo podjąć się pracy, co często koliduje ze studiowaniem, by zarobić na mieszkanie. Zdarza się czasem, że mamy dokładnie wyliczone pieniądze na dany miesiąc i wszelkie dodatkowe wydatki doprowadzą do beznadziejnej sytuacji.

Niespodziewane koszty studiowania nie są codziennym utrapieniem studentów, a nawet gdy się pojawiają, nie wywołują protestów i oburzenia. Kiedy jednak okazuje się, że w ciągu całych studiów te sytuacje zdarzały się zbyt często, należy postawić sobie pytanie: czy tak właśnie powinno być?

Zapewne każdemu z nas to się zdarzyło: płatne wyjście do teatru, które okazywało się niezbędne do napisania pracy na zaliczenie, stworzenie projektu, do którego materiały kosztowały tyle, co obiad w restauracji.

Hania, studentka III roku Kulturoznawstwa, wspomina projekt na zaliczenie wykładu, który mógł skończyć się dla niej poniesieniem wysokich kosztów – Musieliśmy zorganizować ciekawą imprezę, nie chodziło tylko projekt, ale o zrobienie tego w praktyce. Istotnym elementem było pozyskanie sponsorów, co mogło się udać, ale nie było takie łatwe. Mojej grupie udało się zrealizować taki event, ale dzięki znajomościom. Jednak gdybyśmy ich nie mieli, pewnie w obawie przed niezaliczeniem, wydałabym pieniądze z własnej kieszeni.

Karolina, również studentka Kulturoznawstwa, miała podobne doświadczenie – W ramach zaliczenia jednego przedmiotu musieliśmy wybrać się do muzeum, musieliśmy sami płacić za wejściówki i przewodnika, w sumie każdy około 15 złotych. Obecność oczywiście obowiązkowa.

Odrobina sprytu

Jedni zacisną zęby i przebrną przez takie sporadyczne sytuacje, dla drugich takie wydatki to rezygnacja z innych, czasem podstawowych potrzeb. Nikt jednak nie chce się wyróżniać z tłumu i przyznawać, że jego sytuacja materialna nie pozwala na taką formę zaliczenia. Studenci nie chcą też wchodzić w konflikt z wykładowcami i wszczynać awantury o wydatki, czasami jednak nie mają wyboru.

Na szczęście nie trzeba od razu iść na wojnę z wykładowcą, wystarczy ruszyć głową i napisać pismo o dofinansowanie, jak studenci Rosjoznawstwa. – Musieliśmy kupić książki do Języka ukraińskiego, były potwornie drogie. Napisaliśmy więc pismo do dziekanatu o zwrot 50% ich ceny. Wszystkie osoby, które przyłączyły się do tej inicjatywy, dostały zwrot 100%. Dla chcącego, nic trudnego – opowiada Monika.

Ania, absolwentka Amerykanistyki, wspomina sytuację, kiedy studenci również musieli wziąć sprawy w swoje ręce. – Na jedne ćwiczenia trzeba było kserować notatki z książki, którą pani doktor zostawiała w punkcie ksero. W sumie cotygodniowe kopiowanie materiałów w kilkunastu egzemplarzach sporo nas kosztowało. Poprosiliśmy więc panią doktor, by udostępniła swoim studentom książkę w inny sposób, poprzez zeskanowanie jej. Oczywiście, zgodziła się.

Odrobina wyobraźni

Pani doktor się zgodziła, ale dlaczego przez początek semestru studenci musieli jednak kserować tę książkę? Wygląda na to, że wykładowcom czasami brak wyobraźni. Sami profesorowie przyznają się do tego, że są roztrzepani i chodzą z głową w chmurach. Może dlatego zdarza się, że nawet sobie nie uświadamiają, iż wyznaczone przez nich zadanie wiążę się z wydaniem czasem nawet kilkudziesięciu złotych. Wtedy można przymknąć na to oko, ale można też bardzo delikatnie im to uświadomić.

Niektórzy, zwykle prosząc o wykonanie takiego zadania, z góry przepraszają, tłumaczą się, proponują jakieś inne rozwiązania tym, którzy nie mogą sobie pozwolić na wydanie takich pieniędzy. Zdarzają się jednak i tacy, którzy w pełni świadomie, rok po roku, na zaliczenie przygotowują zadanie, które wymaga wydania kilkunastu złotych przez każdą osobę, która chce zaliczyć przedmiot i nie słychać, żeby się tym przejmowali. Temat przemilczany, nie padło słowo „przepraszam”. Można by pomyśleć, że uznają to za normalny obowiązek studenta.

Problemem więc chyba nie są sumy dodatkowych kosztów studiowania, ale to, że wykładowcy zapominają zastanowić się zanim zaplanują takie zaliczenie. Być może gdyby o tym pamiętali, te koszty zmniejszyłyby się o połowę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *