„Trenuję tak, żeby konsekwentnie zmierzać w kierunku szczytu” – wywiad z Nikolą Mazur, reprezentantką Polski w short tracku

Fot. kacperlosiak.com

Na co dzień studiuje ekonomię na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu Gdańskiego. Resztę czasu spędza na lodowisku. Nikola Mazur to wicemistrzyni Polski w short tracku i łyżwiarka szybka GKS Stoczniowca Gdańsk. Z sukcesami reprezentuje kraj na świecie. Na Mistrzostwach Europy zajęła 7. miejsce na dystansie 500 metrów i 6. miejsce w sztafecie żeńskiej, ustanawiając rekord Polski. Na Mistrzostwach Świata spisała się równie dobrze – dwa razy 8. miejsca na dystansach 500 i 1000 metrów oraz 5. miejsce w sztafecie żeńskiej. Nikola Mazur opowiada o sobie, łyżwiarstwie szybkim i łączeniu zawodowego sportu z nauką.

Short track to młoda dyscyplina sportowa. Czy możesz powiedzieć na czym ona polega?

Short track to łyżwiarstwo szybkie na torze krótkim. W łyżwiarstwie klasycznym jeździ się po torze o długości 400 metrów. Jak sama nazwa wskazuje, tor w short tracku jest krótszy i ma długość około 111 metrów. Zawody i treningi odbywają się na lodowiskach hokejowych ze specjalnie wyznaczonym torem. Kolejna różnica między łyżwiarstwem klasycznym, a short trackiem to kontaktowość. Zawodnicy nie mają osobnych torów – wszyscy jadą wspólnym. Z tego względu rywalizacja jest też dużo bardziej widowiskowa. Pojawia się element taktyczny, trzeba wyprzedzać i walczyć o pozycję. Niestety skutkuje to też różnymi popchnięciami, blokami i upadkami, ale to też składa się właśnie na tą widowiskowość short tracku.

W skokach narciarskich to Kamil Stoch, w piłce nożnej Robert Lewandowski – czy w short tracku też jest taki idol, który przyciąga młodzież do tego sportu?

Tak! Od jakiegoś czasu można już tak powiedzieć. Taką osobą jest Natalia Maliszewska. Ostatnio zajęło ona wysokie 6. miejsce w 89. Plebiscycie „Przeglądu Sportowego”. Jeśli chodzi o łyżwiarstwo, to zawodniczka klasy światowej. Ma na koncie medale Pucharu Świata i Mistrzostw Europy.

A jakie były Twoje początki z short trackiem?

To było dość przypadkowe, nawet zdecydowanie przypadkowe. Zawsze lubiłam się ruszać i miałam predyspozycje fizyczne – zawsze szybko biegałam i byłam całkiem sprawna. Naturalnie chciałam pójść do klasy sportowej i po przejściu testów, udało się. To było w 3. klasie podstawówki. Trafiłam do Szkoły Mistrzostwa Sportowego do klasy o profilu łyżwiarskim.

Skoro trenujesz sport od dzieciństwa, to czy nie masz poczucia, że musiałaś poświęcić dziecięce chwile na rzecz treningów?

Nie, nie czuję tego. Nie uważam żebym wiele straciła. Udawało mi się to łączyć, tym bardziej, że chodziłam właśnie do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Wszystko było dobrze zorganizowane i zgrane z planem. Mieliśmy obozy sportowe organizowane przez nauczycieli. Jakbym miała spojrzeć na całość, to uważam, że więcej zyskałam, niż straciłam.

W szkole sportowej problemów nie było. A jak idzie łączenie profesjonalnego sportu z nauką na Uniwersytecie Gdańskim?

Powiedziałabym, że przyzwoicie. Jestem bardzo wdzięczna wykładowcom i nauczycielom za wyrozumiałość. Wiem, że bez niej nie byłoby to możliwe, bo często nie mogę brać udziału w zajęciach. Paradoksalnie, pomocna okazała się być pandemia. To jedna z niewielu jej zalet. Nauczanie zdalne bardzo ułatwia mi studiowanie.

Jeżeli znajdujesz czas na sport, znajdujesz czas na naukę, to czy zostaje Ci go jeszcze trochę na inne pasje lub hobby?

Studiowanie i treningi raczej pochłaniają większość mojego czasu. Zdarza się tak, że w okresie ciężkich treningów, nawet jeżeli mam już wolny czas, to zwyczajnie nie mam siły na dodatkowe aktywności. Ale lubię czytać, to często staje się moją formą regeneracji.

Po Mistrzostwach Świata w Dordrechcie powiedziałaś, że jesteś w gronie najlepszych na świecie i zamierzasz w nim zostać na dłużej. Czy to oznacza, że powoli stawiasz sobie jakieś oczekiwania przed Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie?

Nie, nie stawiam sobie oczekiwań. Nie wydaje mi się to być dobrym podejściem. Staram się skupiać na tym, co mogę kontrolować. Pracuje nad tym, co muszę poprawić – jak szybka muszę być i jak tą szybkość osiągnąć. Moja metoda to nie myśleć tak do przodu, żeby nie tworzyć niepotrzebnej presji. Trenuję tak, żeby konsekwentnie zmierzać w kierunku szczytu.

Wielokrotnie podkreślałaś, że na torze jesteś sprinterką i preferujesz krótkie dystanse. Czy taka sama jesteś w życiu prywatnym – wszystko starasz się zrobić jak najszybciej i nic nie zostawiasz na później?

Paradoksalnie nie. Jestem raczej spokojną osobą. Mogę powiedzieć, że nawet oazą spokoju.  Ale za to bardzo lubię adrenalinę. Skakałam ze spadochronem i na bungee, a przede wszystkim uwielbiam szybką jazdę.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *