Miłosny „Dzień Świstaka” – recenzja filmu „Palm Springs”

filmu

fot. materiały promocyjne

Komedia najdroższym festiwalowym filmem w historii? Tak, tego dokonało „Palm Springs”, które zostało zakupione przez Hulu za ponad 17,5 mln dolarów. I chyba nie był to zły wybór.

Debiut Maxa Barbakowa podbił serca widzów oraz krytyków na Sundance Film Festival. Niezwykle wysoka oferta ze strony Hulu potwierdzała, że w teoretycznie prostej komedii romantycznej, opartej na utknięciu w pętli czasowej, może kryć się coś głębszego. Coś, co przyciągnie widzów do ekranów, a dokładniej do amerykańskiego serwisu streamingowego. Premiera pokazała, że było to jak najbardziej udane posunięcie. „Palm Springs” miało najlepszy weekend otwarcia w historii Hulu.

Nie byłem przekonany co do pójścia do kina na tę komedię. Jej formuła wydawały mi się zbyt prosta i płytka, a opinie nieprzekonujące. W związku z ponownym zamknięciem kin zdecydowałem jednak jakoś pożegnać moje ulubione miejsce spotkań z kulturą. Jako że większość ciekawych premier była już za mną, to wybór padł ostatecznie na „Palm Springs”. Trudno było o lepsze remedium na pożegnalną kinową atmosferę.

filmu

fot. materiały promocyjne

Na weselu, Nyles (Andy Samberg), i jego dziewczyna, Misty (Meredith Hagner), będąca siostrą panny młodej, spędzają czas w pokoju hotelowym i od samego początku czuć, że coś jest nie tak. On i Misty próbują uprawiać seks, ale on się nudzi. Na weselu Nyles jest ubrany w hawajską koszulę, popijając podczas ceremonii puszki piwa. Przypomina typowego „niedojrzalca”, który chce popisać się bezmyślnymi i dziecinnymi pomysłami. Z nudów postanawia uratować od niechcianej przemowy jedną z sióstr panny młodej o imieniu Sarah (Cristin Milioti). Wpada ona w oko mężczyźnie i niedługo lądują razem z dala od weselnego zgiełku, aby oddać się cielesnym uciechom. Wtem, znikąd pojawia się niejaki Roy (J.K. Simmons), który trafia Nylesa z kuszy. Wkrótce Sarah podąża za niedoszłym kochankiem do jaskini, przez co sama będzie teraz co ranek budzić się w tym samym miejscu i tym samym czasie.

Trzeba przyznać, że duet głównych bohaterów został dobrany wręcz perfekcyjnie. Między znanym z „Brooklyn 99” Andym Sandbergiem a znaną z chociażby „Jak poznałem waszą matkę” Cristin Miloti zwyczajnie jest chemia. Czy to sceny bardziej romantyczne, czy to sceny kłótni, w niczym nie czuć ani grama fałszu. Świetne duo dopełnia w drugoplanowej roli jak zwykle bezbłędny J.K. Simmons. Dale Dickey jako motocyklistka-doradca życiowy wypada bardzo przekonująco. Nie ma co prawda jakoś dużo do gry, ale kiedy pojawia się już w kadrze, to jest przecudnym dodatkiem. Reszta obsady również sobie radzi, choć nie wybija się niczym specjalnym – to raczej teatr zakochanej pary.

filmu

fot. materiały promocyjne

Ta domieszka science-fiction dodaje „Palm Springs” niesamowitej świeżości. Pętla czasowa daje twórcom pretekst do niezmierzonej liczby żartów, które choć nie zawsze wspinają się na wysoki poziom, to chociaż w niego celują. Dostajemy typowe „prankowanie” weselnych gości, branie do woli narkotyków, ogólnie robienie rzeczy, które w normalnych warunkach byłyby niemożliwe lub przynajmniej skrajnie głupie. Z drugiej strony na porządku dziennym są chociażby próby samobójstw w celu ucieczki z niekończącego się dnia. Dzieło Maxa Barbakowa ma swoją ciemniejszą stronę i chyba to ona wciąga bardziej niż aspekt komediowy. Każdy z przedstawionych bohaterów ma bowiem własne, większe lub mniejsze, głębsze lub bardziej powierzchowne, ale problemy. Problemy, które mając nieskończenie wiele czasu łatwo poznać. Dwójka głównych bohaterów to studium zakrywania smutków i kompleksów twardą skałą oraz alkoholem.

Barbakow jednak nie chce na żadnym kroku przygnębiać widza. „Palm Springs” to wciąż przede wszystkim dosyć lekka, świeża komedia romantyczna, ale z ważnym przesłaniem. Niesamowite, jak ta komedia trafia w koronawirusowy czas, choć powstała jeszcze przed pandemią. Skupią się na rutynie i zmęczeniu sobą. W czasie, gdy wszyscy przesiadujemy w czterech ścianach, sami lub z najbliższymi, Barbakow daje nam lekcję przezwyciężenia monotonii. Jednakże płynie stąd również nauka o otwarciu na ludzi, którzy mogą w naszym życiu wiele pozmieniać, o przełamaniu przed tym strachu. „Palm Springs” zwyczajnie uczy i bawi.

Ocena: 8/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

osiemnaście − dwa =