Jak zadbać o swoją grę planszową? – Bez prądu #5

fot. Krzysztof Metelski

Gry planszowe – jako rodzaj rozrywki opartej na fizycznych komponentach – mają swoją żywotność. Komponenty mogą się podrzeć, przetrzeć, wyblaknąć… słowem zdezelować. Jakie zagrożenia może spotkać karta? Jak może ich uniknąć? Czy pojawią się dodatkowe problemy? Jak zaopiekować się swoją ulubioną grą planszową?

 

 

 

Ten tekst kieruję przede wszystkim do osób nowych w hobby, mających do czynienia z grami planszowymi bardzo mało, albo prawie wcale. 

Wszystko jest kartką papieru

Okoszulkowane karty w dedykowanym, drewnianym insercie, fot. Krzysztof Metelski

Poza figurkami i plastikowymi żetonami, kostkami i innymi drobiazgami, gry planszowe zawierają papierowe elementy. Mając to na uwadze, możemy doskonale przewidzieć, co grozi naszemu ulubionemu tytułowi.

Pierwszym, największym przeciwnikiem plansz i kart jest woda. Najbardziej ikonicznym przykładem zniszczenia gry planszowej jest przewrócona szklanka wody, czy nie daj Boże soku, albo coli. Chwila po takiej tragedii najczęściej wygląda jak zorganizowana akcja ratunkowa. Jest bardzo stresująca… i dla nas, i dla kart. Po takim wypadku jest szansa, że nie powrócą do swojej dawnej chwały. Mogą się powyginać, czy też napuchnąć i się rozwarstwić. Jak temu zapobiec? Czasem najprostsze rozwiązania są najlepsze. Nie pić! Nie nad stołem. U mnie po jednym takim incydencie, ustaliliśmy wspólnie, że szklanki z napojami powinny stać albo na parapecie, na szafkach wokół stołu, przy nodze stołu.  Wszystkim współgraczom to pasowało, a ja – właściciel planszówki – byłem pewny, że mój Gauntlet of Fools nie zostanie zalany po raz drugi. Można pomyśleć, że to bardzo zamordystyczne rozwiązanie. Warto jednak spojrzeć na dwie kwestie: gra najczęściej należy do jednej osoby, nikt nie chce, by jego własność była zniszczona, albo przynajmniej podniszczona w kilka chwil czyjejś nieuwagi. Inną sprawą jest to, że w gry planszowe gra się dla przyjemności. Wszyscy powinni móc czerpać z niej satysfakcję. Wystarczy zarysować współgraczom ten problem i podkreślić, że szansa na to, że może się wydarzyć, jest niemała – na pewno zrozumieją!

Tarcia na planszy

Okoszulkowane karty woreczkach strunowych, fot. Krzysztof Metelski

Karty często się tasuje, wykłada, wygina odrobinę (lub odrobinę bardzo), przekłada, miesza, podaje. To wszystko powoduje tarcie, ale nie takie w przenośni. Mam na myśli faktyczne tarcie, które jest odpowiedzialne za rozwarstwianie się kart, za niszczenie się ich krawędzi i rogów, jak też za blaknięcie nadruków. Na to też znalazł się patent – foliowe koszulki na karty. Rzecz niezwykle przydatna i niezwykle lubiana przez oddanych planszówkowiczów. Chronią karty: ich rogi, boki, awersy, rewersy. Ułatwiają ich tasowanie. W przypadku ich zalania zwiększają „przeżywalność” kart. Wydaje się, że to rozwiązanie idealne. Czy ma jakieś mankamenty? Tak, zasadniczo trzy. Takie koszulki kosztują, w zależności od wielkości kart i grubości koszulek, od kilku do kilkunastu złotych za sto sztuk. Przy dużych planszówkach, czy kolekcjonerskich grach karcianych (gdzie kart jest co najmniej kilkaset), może zapewnić to niemały ból głowy przy sprawdzaniu paragonu. Kolejną wadą (choć nie dla mnie) może okazać się koszulkowanie kart. Koszulki na karty nie różnią się niczym od tych na dokumenty pod względem budowy. Brzegi są scalone z trzech stron, wzdłuż krótszego boku biegnie rozcięcie. Każda karta z osobna musi zostać włożona do takiej folijki (oczywiście mając na uwadze to, po której stronie leży rozcięcie). Całkiem monotonne zajęcie…  Szczególnie przy dużych tytułach jak Horror w Arkham z kilkoma dodatkami (proces ten może trwać nawet i do paru godzin). Osobiście uważam to za czynność całkiem satysfakcjonującą i terapeutyczną, zwłaszcza gdy w tle leci ulubiona muzyka, czy ciekawy podcast. Jednakże wiem, że dla wielu ludzi ta czynność może być żmudna, frustrująca i nieciekawa. Trzecim i chyba najbardziej dokuczliwym mankamentem jest to, że okoszulkowane karty mogą zdecydowanie zwiększyć swoją objętość, do tego stopnia, że nie będą mieściły się w pierwotnej wyprasce. Czasem jednak się zmieszczą, ale pojawia się kolejny problem. Karty mają zaokrąglone rogi, koszulki zaś – spiczaste. Może się zdarzyć, wypraska w środku pudełka po prostu nam te koszulki wygnie. Nieznacznie, nie więcej niż na jakiś milimetr, ale osobiście znam osoby, którym te zadziory po prostu przeszkadzają.

Rozwiązanie nowego problemu

Zadziory na koszulkach, fot. Krzysztof Metelski

Po zdjęciu szklanki ze stołu i nałożeniu na kartę koszulki można się zastanowić nad tym, jak sprawić, by nasze karty w folijkach mieściły się w pudełku i nie miały tych nieestetycznych zadziorów na rogach koszulek. Są dwa rozwiązania: woreczki strunowe oraz drewniane inserty. Najprostszą metodą jest wyjęcie wypraski z pudełka, włożenie kart do woreczków strunowych i zapakowanie ich z powrotem do pudełka (przeważnie tę wypraskę już chowam do szuflady na pamiątkę, ale nie wkładam jej do pudełka. Wyjątkiem jest Splendor, do którego karty trzymam pod wypraską). Drugim rozwiązaniem jest kupno drewnianego insertu, specjalnej wypraski, która ma na celu lepsze rozmieszczenie kart, pomieszczenie większej ilości komponentów (przydatne szczególnie przy grach posiadających dodatki)… i niezaginaniu rogów koszulek! Tak, taki insert to kolejny koszt, nawet niemały (bo kilkudziesięciozłotowy) – ale w większości gier nie jest niezbędny, można łatwo się bez niego obyć.

Rozbudowywanie gry planszowej nie sprowadza się do samego kupna dodatku, ubogacającego rozgrywkę – to również dbanie o jej komponenty. W dobraniu odpowiednich koszulek do swojej ulubionej planszówki pomoże katalog Rebela dedykowany tej kwestii. W nim znajduje się mnóstwo najpopularniejszych tytułów, a przy każdym z nich wypisana została lista koszulek (liczba i dokładny typ), których będziemy potrzebować do jego zabezpieczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *