Dwugłos Trójmiejski #13 Smutna sobota Lechii i Arki

Smutna była sobota zarówno dla Lechii, jak i dla Arki | fot. sportsbetting.com11

Równolegle rozgrywana w ubiegłą sobotę, 13 kwietnia, ostatnia kolejka fazy zasadniczej Ekstraklasy nie przebiegła po myśli trójmiejskich zespołów. Lechia wysoko przegrała z Cracovią, przez co Legia zrównała się z nią punktami. Dalej bez zwycięstwa pozostaje Arka. Żółto-niebiescy znów byli blisko i znów stracili decydującego gola w samej końcówce meczu, w wyniku czego znaleźli się w strefie spadkowej. Maciek Golec i Mateusz Hawrot zapraszają na Dwugłos Trójmiejski.

Maciek Golec:

Gdyby ktoś zapytał piłkarzy Lechii, w którym mieście w Polsce, poza Gdańskiem, najlepiej im się gra, z pewnością nie wskazaliby na Kraków. Porażki: 2:5 z Wisłą i ostatnia 2:4 z Cracovią jednoznacznie na to wskazują. Choć początkowo wydawało się, że lechiści nauczyli się na własnych błędach, bo w 30. kolejce, za sprawą Flavio Paixao, otworzyli wynik meczu i grali naprawdę przyjemną dla oka piłkę. Wszystko posypało się jednak w drugiej części meczu. Gospodarze byli zarówno niesamowicie skuteczni, jak i efektowni, przez co już 15 minut po przerwie zrobiło się 3:1 dla Cracovii. Lechia nie potrafiła szybko odpowiedzieć na ofensywę „Pasów”. Dopiero pod koniec meczu Patryk Lipski wpisał się na listę strzelców, ale krakowianie przez cały czas kontrolowali przebieg spotkania i ostatecznie to oni po końcowym gwizdku mogli urządzić sobie małe święto.

Wszystko mogło potoczyć się inaczej, gdyby doskonałą sytuację przy stanie 1:0 dla Lechii wykorzystał Michał Mak. Nie jest jednak tajemnicą, że i on, i Konrad Michalak, nie grzeszą formą w ostatnim czasie. Tym bardziej dziwił fakt, że mecz od początku na ławce rezerwowych rozpoczął jeden z lepszych zawodników gdańszczan w tym sezonie – Lukas Haraslin. Dużym osłabieniem był także brak zawieszonego za kartki Błażeja Augustyna, którego musiał zastąpić Steven Vitoria. Współpraca z Michałem Nalepą nie układała się tak jak powinna, co było m.in. przyczyną utraty drugiej bramki.

W zespole gospodarzy wyróżniającą się postacią był co prawda Airam Cabrera, jednak kibice najbardziej zapamiętają z tego meczu trafienie Javiego Hernandeza. Hiszpan kapitalnie przymierzył z rzutu wolnego i zdjął piłką pajęczynę z bramki DusanaKuciaka.

Wobec zwycięstwa Legii z Pogonią, sytuacja w ligowej tabeli zrobiła się bardzo ciekawa. „Wojskowi” zrównali się punktami z Lechią, jednak to nadal gdańszczanie przewodzą stawce i to oni w 33. kolejce będą gospodarzem jednego z najważniejszych spotkań w tym sezonie. Legia przyjedzie do Gdańska 27 kwietnia. To spotkanie może rozstrzygnąć losy mistrzostwa lub przybliżyć któryś zespół do upragnionego celu.

Mateusz Hawrot:

Czy nad piłkarzami Arki wciąż wisi jakieś fatum? A może to duch trenera Zbigniewa Smółki nadal unosi się nad gdyńskim stadionem? Kibice wychodzący z meczu z Miedzią Legnica mogli zadawać sobie takie, czy też inne pytania, bo ich ulubieńcy znów nie zdołali zainkasować kompletu punktów. Tym razem zabrakło minuty regulaminowego czasu gry, choć wydawało się, że gdynianie mają wszystko pod kontrolą. W pierwszej połowie prezentowali się przyzwoicie, a w drugiej dość szybko wyszli na prowadzenie i sprawiali wrażenie opanowanych. W końcówce w ich poczynania wdarł się jednak chaos, z czego skorzystali legniczanie. Jeden piłkarz Arki nie przechwycił futbolówki, drugi krył „na radar”, a trzeci nie zamierzał przeszkadzać zawodnikowi gości w oddaniu strzału zza pola karnego. Dodajmy, pięknego strzału, bo Pavels Steinbors przy kapitalnym uderzeniu Joana Romana nie miał żadnych szans. Czy ktoś jednak na koniec sezonu będzie pamiętał, jak ładnego gola stracili arkowcy, gdy w tabeli będzie zbyt mało punktów? Pierwszy raz w tym sezonie żółto-niebiescy trafili do strefy spadkowej.

Goście z Legnicy nie zaprezentowali niczego wielkiego. Pod bramką Steinborsa nie powodowali praktycznie żadnego zagrożenia, szczególnie w drugiej części, gdy podopieczni nowego trenera Jacka Zielińskiego prowadzili grę. Gospodarze mogli i powinni zamknąć ten mecz wcześniej, podwyższając rezultat, ale zabrakło im zdecydowania i precyzji pod bramką Miedzi. Być może wpłynęła na to kontuzja Aleksandyra Kolewa, który wykonywał z przodu nieocenioną pracę. Bułgarski napastnik nie zdołał kontynuować gry chwilę po wywalczonym przez niego rzucie karnym. Diagnoza – uszkodzone więzadła i sezon z głowy. Dla Arki, w której mało strzelający, ale ogromnie pracujący na rzecz drużyny  piłkarz „robi robotę”, to spore osłabienie.

Żarty w Gdyni dawno się skończyły, bo spadek z Ekstraklasy na 90. lecie klubu, gdy ostatnie lata były generalnie pasmem sukcesów, byłby fatalny w skutkach. Strata do bezpiecznej Wisły Płock to tylko jeden punkt, a do jedenastej Miedzi zaledwie trzy, więc wszystko jest jeszcze możliwe. Zapowiada się ostra i bolesna walka o utrzymanie w lidze. Ostatnie siedem kolejek zadecyduje, kto z szóstki: Miedź, Śląsk Wrocław, Górnik Zabrze, wspomniana Wisła, Arka i Zagłębie Sosnowiec, zostanie relegowany szczebel niżej. Pozostali dwaj uczestnicy grupy spadkowej – Wisła Kraków i Korona Kielce – mogą być raczej spokojni o ligowy byt. Teraz już każdy mecz to spotkanie z gatunku tych „o sześć punktów”. Każda porażka przybliża do opuszczenia ekstraklasowych szeregów. Bój o utrzymanie arkowcy rozpoczną wyjazdowym starciem w Zabrzu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *